Jedwabne nici, odcinek 6, Choinka z ciastek i grzybów
I Pożegnanie z Europą,
Rozdział 2 Jedwabne nici,
Janina,
Co w tym odcinku:
Magdalena, córka Zofii, dorasta w domu pełnym zasad, gdzie matka rządzi twardą ręką, a ojciec pozostaje w cieniu. Magdalena odkryje, że nie każda dorosła jest taka sama — a ciotka Janina może być kimś więcej niż tylko krewną.
Magdalena przyszła na świat jako pierwsze dziecko Zofii i Stanisława w czerwcu tysiąc dziewięćset dwudziestego drugiego roku. Niecałe dwa lata później urodził się jej brat, Romuald. Od kiedy pamiętała, zawsze mieszkali na Miodowej, ojciec był ważnym urzędnikiem w Ministerstwie Rolnictwa, a domem niepodzielnie rządziła matka. Magdalena od początku znała swoje miejsce i możliwości w rodzinnej konstelacji. Wiedziała, że matka nie pozwoli jej przymierzać butów na obcasach, że welonu ślubnego nie można używać jako nakrycia głowy dla księżniczki. Przekonała się też, że ojca nie było sensu o cokolwiek pytać, bo i tak od razu odsyłał ją do matki. Było pewne, że w wypucowanym na glans mieszkaniu nie wolno się bawić z Romkiem w chowanego, żeby nie strącić jakiegoś wazonu albo nie pobrudzić butami perskiego dywanu. Generalnie zabawy z bratem nie były ulubionym zajęciem Magdaleny. Romek zajmował się tylko autami i klockami. Rzadko dawał się namówić na zabawy w króla i królową, choć czasami udawało się jej zrobić z niego króla. Jego rola nie była trudna, musiał prowadzić Magdalenę po pokoju jak po sali balowej. Denerwowało go, że siostra zmusza go do ubierania krępującej ruchy dziadkowej bonżurki sięgającej mu do kostek, i do tego malowała mu węglem wąsy. Magdalena twierdziła uparcie, że bez bonżurki i wąsów nie wygląda na króla i zabawa się nie liczy. Sama w papierowej koronie i w maminej żorżetowej sukience, prowadzona przez króla, pozdrawiała wyniosłym skinięciem głowy wyimaginowanych poddanych. Za tę torturę w bonżurce Romek wymagał od siostry wspólnego budowania wieży z klocków. Najczęściej kończyło się to awanturą, bo Magdalena niezainteresowana zabawą nieopatrznie przewracała budowlę.
Zarejestruj się i dołącz do społeczności podróżniczej
Magdalenę łączyła z Romkiem solidarność wynikająca z konieczności stosowania się do tej samej zasady domowej, którą znali na pamięć. Trzeba się słuchać, w przeciwnym razie groziło postawienie do ciemnego kąta w przedpokoju.
Inaczej było z ciotką Janiną. Ona pozwalała bez problemu na bieganie po mieszkaniu w za dużych butach na obcasach i to właśnie sukienki ciotki były najlepszymi królewskimi kreacjami. Magda mogła jej też opowiedzieć o swoich złych snach. Ciotka zawsze przytuliła i pocieszyła, nie strofując, że złe sny to kara boska za to, że była niegrzeczna albo zjadła za dużo słodyczy. Ciotka po prostu pozwalała na każde szaleństwo.
Magdalena jako dziecko uwielbiała spotkania rodzinne, zwłaszcza kiedy pojawiała się na nich też ciotka Janina. Nie było wtedy nudnych rozmów dorosłych, wszyscy się śmiali, a dzieci mogły robić, co chciały. Zapamiętała pełne temperamentu rozmowy ciotki Janiny i wujka Zenona, brata ojca. Najczęściej nie rozumiała, o czym mówili, ale zawsze była lekko przestraszona, bo myślała, że się kłócą. Kiedyś babcia Marysia zauważyła jej bojaźń i uspokoiła, mówiąc, że ciotka Janina i wujek Zenon potrzebują tego, bo kto się lubi, ten się czubi.
Największym wydarzeniem roku były dla Magdaleny święta Bożego Narodzenia, gdy cała rodzina zbierała się u dziadków Podrazów w Miłosnej. Dwa, trzy dni przed Wigilią rozpoczynało się wielkie gotowanie. Mama, babcia i ciotki razem z kucharką gotowały i piekły bez ustanku. Najbardziej lubiła towarzyszyć przy wyrabianiu ciast i mas do tortów, bo przecież zawsze można było wylizać z misy resztki jakiegoś słodkiego specjału, naturalnie w tajemnicy przed mamą.
Zimą u dziadków na wsi wielką atrakcją był śnieg i dzieci z innych domów. Na zabawy na śniegu Magdalena i Romek zawsze mieli ochotę. Wtedy trzymali się razem: on nie musiał być królem, ona nie musiała budować wieży. Bez ograniczeń mogli biegać po okolicy, bez narażania odświętnych ubrań na zniszczenie, nie musieli nikogo pytać o pozwolenie na to czy tamto, tutaj bez kontroli dorosłych kłócili się i bili z innymi dziećmi.
Co roku przy okazji świąt wybuchał ten sam konflikt – kto ma ubierać choinkę. Dzieci miały swojego faworyta i była nim ciotka Janina. Ubieranie choinki z mamą albo z dziadkiem było zmarnowaną uciechą – oboje traktowali dekorowanie drzewka jak kolejne rutynowe zadanie w przygotowaniach świątecznych. Z ciotką Janiną było inaczej. Przy wieszaniu bombek snuła różne opowieści, a Magdalena i Romek z wypiekami na twarzach słuchali tego, że to wieszanie ozdób i płodów ziemi nie jest czynnością bez znaczenia: jabłka, orzechy, suszone owoce i ciastka są tym, co urodziła ziemia w tym roku. Babcia ususzyła owoce. Ciastka mamy zostały upieczone z mąki, a mąkę otrzymuje się z zebranych zbóż. Taka choinka stała przed żłóbkiem dzieciątka Jezus. Pasterze powiesili na choince dary ziemi, żeby Maria i Józef mieli co jeść.
− To znaczy, że ciastka na choince są do jedzenia? – zapytała chytrze Magdalena.
Ciotka Janina przejrzała zamiar siostrzenicy: − Tak. Ale nie od razu. Najwcześniej w pierwszy dzień świąt.
Magdalena słyszała, jak mama strofowała ciotkę.
− Janeczko, nie opowiadaj dzieciom takich rzeczy. Napychają się tymi ciastkami i nie chcą nic innego jeść. Poza tym z dzieciątkiem Jezus i choinką to też nie jest prawda.
Kiedy następnego roku ciotka Janina zapowiedziała, że na choince zostaną powieszone suszone grzyby zamiast ciastek, Magdalena i Romek stanowczo zaprotestowali.
− Ależ, ciociu! – oburzała się dziewczynka. – Suszone grzyby są nie do jedzenia.
− Jak to nie do jedzenia!? Są przecież w zupie grzybowej, pierogach – z uśmiechem argumentowała ciotka.
− No tak, ale ugotowane. Jak Maria i Józef mogliby gotować w stajence? Suszone grzyby się nie liczą. Potrzebne są ciastka − dowodziła zapalczywie Madzia.
Ciotka Janina przyznała jej rację i upiekła ciastka. Już w pierwszy dzień świąt nie zostało po nich nawet śladu.

We wspomnieniach kolacja wigilijna pozostała dla Magdaleny wydarzeniem, na które warto było czekać cały rok. Zaczynało się od nakrywania do stołu. Zawsze nakrywano o jedno nakrycie więcej niż wynosiła liczba biesiadników, żeby być gotowym na przyjęcie niezapowiedzianego gościa. W Wigilię nie można było zostawić człowieka w potrzebie bez pomocy. Dwanaście postnych potraw. Tu ścierały się różne opinie: babcia Antonina, matka ojca, mówiła, że dwanaście potraw symbolizuje dwanaście miesięcy roku i za każdy przeżyty miesiąc trzeba zjeść jedną potrawę. Babcia Maria, ze strony mamy, twierdziła natomiast, że dwanaście potraw symbolizuje dwunastu apostołów, a każdą z dwunastu potraw trzeba zjeść za powodzenie kolejnego apostoła. Przy podawaniu także obowiązywał ustalony porządek. Dziadek, najstarszy męski członek rodziny, był obsługiwany pierwszy. Obydwie babcie się zgadzały, że po kolacji należy szukać prezentów pod choinką, i że prezenty są od dzieciątka Jezus. Wtedy też wszyscy zasiadali przy choince i śpiewali kolędy. Potem dzieci szły spać, a dorośli udawali się do kościoła na pasterkę. Dalsze dni świąteczne upływały na odwiedzinach, przyjęciach i objadaniu się różnymi smakołykami.
Magdalena szczególnie lubiła te święta. Wtedy najbardziej czuła bliskość rodziny i instynktownie rozumiała, że jest jej członkiem, że ona gwarantuje jej bezpieczeństwo, że tutaj może się schować przed każdą zawieruchą. Wyczuwała, że należy przestrzegać reguł panujących w rodzinie, żeby nie stracić jej poparcia.
Ciotka Janina, matka chrzestna, zajmowała specjalne miejsce w jej życiu. Magdalena chętnie spędzała z nią czas. Ciotka nie była tak rygorystyczna jak rodzice. Mała nie musiała ciągle słuchać bajek o ptaszkach i dobrych dziewczynkach. Ciotka pozwalała jej oglądać kolorowe magazyny z modą dla dorosłych, pokazywała jej książki o dalekich krajach, piękne rysunki oraz zdjęcia nieznanych i egzotycznych krajobrazów. Magda mogła ją o wszystko pytać i powierzać swoje dziecięce problemy bez obawy, że zostanie źle zrozumiana albo skarcona. Największym wydarzeniem było, kiedy ciotka zabierała ją do kawiarni. Tutaj Magda musiała być tak grzeczna jak w domu, gdy chciała coś wziąć ze stołu, musiała o to poprosić. Ciotka Janina mówiła, że to konieczne, gdy się jest dzieckiem w kawiarni. Chrześnica była gotowa przestrzegać każdej sztywnej reguły, byle tylko razem z nią być w świecie dorosłych. Najbardziej interesujące były spotkania ciotki z koleżankami. Ich rozmowy były czasami głośne i żywiołowe, a czasami ciche, przekazywane prawie szeptem. Nie rozumiała wszystkiego, zauważyła jednak, że szeptane rozmowy są o jakimś mężczyźnie.
− Ciociu, czasami to ja nie rozumiem, o czym wy rozmawiacie – zagadnęła kiedyś ciotkę.
− Ach, Magduniu, to są sprawy dorosłych, których ty nie zrozumiesz.
− Ale ty mówiłaś, że każdą rzecz można wytłumaczyć.
− Ale nie uczucia. Uczucia ludzi dorosłych są niemożliwe do wytłumaczenia.
− To chodzi o tego pana, o którym rozmawiacie? Prawda?
− Tak, Magduniu – ciotka była wyraźnie przestraszona. − Przyrzeknij mi, że nikomu o tym nie powiesz. W domu ani nigdzie. To będzie nasza tajemnica. Dobrze?
− Tak, przysięgam. Nikomu nic nie powiem – przytaknęła bardziej przestraszona niż ciotka.
Nagle spotkania z ciotką Janiną, która wymawiała się brakiem czasu, stały się rzadsze.
Pewnego dnia przy obiedzie Romek grymasił. Służąca próbowała namówić chłopca na nietknięte warzywa, a rodzice, nie zwracając na to uwagi, rozmawiali ze sobą. Magdalena, niemrawo grzebiąc widelcem w talerzu, wychwyciła, że wymówili imię ciotki i jakiegoś mężczyzny. Struchlała. Przecież nic nie powiedziała. Skąd oni to wiedzą? Ciotka pomyśli, że to ona zdradziła tajemnicę.
− Mamusiu, kiedy przyjdzie do nas ciocia Janeczka? – zapytała.
− Nie wiem, Magdusiu, kochaneczko. Nie przerywaj, jak dorośli rozmawiają.
− Czy ciocia Janeczka jest chora? – dziewczynka drążyła badawczo dalej.
− Dziecko drogie, skąd ci to przyszło do głowy? − zainteresowała się matka.
− Bo mamusia tak dziwnie rozmawia o cioci.
Matka spojrzała z zaciekawieniem na córkę. Przez chwilę milczała i w końcu odparła:
− Tak, kochaneczko, ciocia jest w dziwnym stanie. To jest jak choroba.
Co w następnym odcinku:
Czy Francja naprawdę jest lepsza od Polski? Magdalena poza tym zobaczy, że deszcz może przynieść coś więcej niż kałuże — może przynieść sekret, który zmieni wszystko.

Zarejestruj się i dołącz do społeczności podróżniczej
Inne odcinki powieści i teksty Katarzyny Poznakow znajdziesz tutaj
Książka „Jedwabne nici” tutaj
E-book „Jedwabne nici” tutaj

Komentarze