Jedwabne nici, odcinek 10, Maskarada uczuć
I Pożegnanie z Europą,
Rozdział 2 Jedwabne nici,
Janina,
Co w tym odcinku:
Tam, gdzie jedwabne nici łączą nie tylko tkaniny, ale i ludzkie losy, jedno przyjęcie może zmienić wszystko. Janeczka błyszczy jak nigdy dotąd, a Zofia snuje plany. Gdy pojawia się Sobniewski, nici pozorów zaczynają się rozpruwać.
Służąca podała kawę i deser. Siostry rozmawiały z dziećmi i madame Menieure, jakby awantura sprzed kilku minut w ogóle się nie wydarzyła. Wkrótce zadzwonił dzwonek do drzwi. Krawcowa od Sobniewskiej pojawiła się punktualnie i po chwili Zofia z radością przymierzyła suknię. Krawcowa znała Janeczkę i bez problemu pozwalała na podpinanie i podszywanie sukni.
Książka „Jedwabne nici” tutaj
Zarejestruj się i dołącz do naszej społeczności
– Podoba mi się ten trenik – Zofia oglądała się w lustrze. – Ale obawiam się, że mogę tę cienką listwę u dołu oberwać obcasem.
– Nic się nie martw. Listwę przyszyjemy jedwabnymi nićmi – przekonywała Janeczka.
– To w czymś pomoże?
– Tak, madame – wtrąciła się krawcowa – jedwabne nici są najsilniejsze.
– I najdroższe. Jak się zszyje dwa kawałki materiału jedwabnymi nićmi, to nie ma szansy na ich rozerwanie obcasem. Potrzebujesz ostrych nożyczek – ciągnęła Janeczka.
Magdalena postanowiła sprawdzić siłę tych nici. Niezauważona przez kobiety zajęte przymierzaniem wzięła ze stołu małą rolkę. Owinęła kawałek nici wokół dłoni i próbowała go oderwać. Na próżno. Tak długo siłowała się z nićmi aż cienka skóra na dziecięcej ręce ustąpiła i z rany popłynęła krew. Dziewczynka z płaczem podbiegła do matki przymierzającej następną suknię. Zofia gwałtownie odsunęła dziecko.
Aktualne wycieczki (link afiliacyjny Wakacje.pl)
– Magdusiu, kochaneczko, uważaj, poplamisz mi suknię.
Janeczka wzięła dziecko za skrwawioną rękę i przytuliła do siebie.
– A nie mówiłam – zaczęła ze śmiechem, głaszcząc małą pocieszająco. – Bez nożyczek nie da rady. Te nici są tak silne, że mogłabyś przyszyć do siebie osobę i zawsze miałabyś ją przy sobie. Jakbyś chciała się od tej osoby oddalić, to musiałabyś wyrwać dziurę w ubraniu.
– To ja wolę ubranie bez tych nici – stwierdziła zapłakana Magdalena.
– Wiesz, te nici mogą być też niewidzialne. Z osobami, które bardzo lubisz, jak mama czy Romek, też jesteś związana takimi silnymi nićmi. I też jest trudno je rozerwać.
– Najlepiej to tych nici nie rozrywać, bo to boli – rezolutnie stwierdziła dziewczynka.
– Tak, kochanie. Tych nici nie należy rozrywać.
W dniu przyjęcia nerwowe podniecenie pani domu jak zwykle obróciło się w przesądność. Każde wydarzenie było złym znakiem dla powodzenia imprezy. To, że kucharz się spóźnił, miało znaczyć, że jedzenie dla gości będzie złe. Pyłek sypiący się z zamówionych lilii miał oznaczać, że gościom nie będzie się podobać wystrój mieszkania. Przyjemny majowy wiatr miał być zwiastunem ciężkiego gradobicia, które powybija szyby w oknach. Stanisław jak zwykle z anielską cierpliwością uspokajał żonę.
Późnym popołudniem zaczęli pojawiać się pierwsi goście. Gospodarze domu wylewnie witali przybyłych. W gabinecie pana domu podawano zakąski i aperitif, w salonie dyskretnie przygrywał pianista, a w jadalni królował długi stół, przy którym miało biesiadować trzydzieści zaproszonych osób. Zamówieni kelnerzy krążyli pomiędzy gośćmi z tacami pełnymi kieliszków i zakąsek.
Janeczka przyszła ubrana w błękitną suknię z tafty. Góra była skrojona bez dekoltu i dyskretnie osłaniała ramiona. Długi dół korzystnie podkreślał jej zgrabną figurę, a każdy jej krok powodował, że tafta szeleściła. Poza tym światło załamywało się w fałdach, wywołując efekt, jakby suknia miejscami błyszczała. Wyglądała zjawiskowo. Zofia prowadziła siostrę do gabinetu i oglądała ją z dezaprobatą.
– To pewnie model od Sobniewskiej. Czy ty musiałaś się dzisiaj tak ubrać? Z tym dekoltem na plecach? Wszyscy będą na ciebie patrzeć.
– Nie przesadzaj. Może w tej sukni znajdę męża? – zaśmiała się Janeczka.
Kiedy przechodziły przez salon do gabinetu, obecni obracali się za nimi, żeby ku swojemu zaskoczeniu podziwiać jeszcze głęboki dekolt na plecach Janeczki. Kelner podał Zofii i Janeczce kieliszki z aperitifem. Zofia podeszła do grupy mężczyzn i zaczęła przestawiać siostrę. Wśród nich stał Juliusz Raszyński, do którego Zofia zwróciła się na końcu.
– Panie Juliuszu, proszę, niech się pan zajmie moją siostrzyczką i pilnuje, żeby pańscy koledzy za bardzo jej nie adorowali.
– Juliusz, ty to dopiero jesteś szczęściarz. Takie zadanie! Musisz dobrze pilnować panny Janiny – odezwał się jeden z towarzyszy Raszyńskiego, Bodniewski. – Gdybym nie był żonaty, z pewnością bym zaczął czarować pannę Janinkę.
Raszyński wyraźnie uradowany zadaniem ujął Janinę pod rękę i poprowadził do pozostałych gości.
– Pan zna tutaj wszystkich.
– Tak, ale jak to się stało, że pani do tej pory nie poznałem?
– Moja siostra zaprasza zasadniczo pary małżeńskie. Jestem panną i to nigdy nie pasowało do schematu.
Raszyński był zaskoczony jej odpowiedzią.
– Och, to się cieszę, że pani Zofia zrobiła dzisiaj wyjątek. Też nie za bardzo pasuję do schematu, bo jestem kawalerem. Za zdrowie dwojga niepasujących do schematu! – wzniósł kieliszek.
Janinie spodobał się ten mężczyzna, który bez cienia zażenowania i nawet błyskotliwie odpowiedział na jej prowokację. Juliusz z kolei poczuł, że spotkał bratnią duszę. Rozmowa potoczyła się, jakby byli znajomymi od lat. Gestykulowali, śmiali się głośno, nie zwracając uwagi na otoczenie, zajęci sobą. Po jakimś czasie przeszli do salonu, żeby potańczyć.
Zofia obserwowała siostrę.
– Mam wrażenie, że amorek ustrzelił oboje na raz – szepnęła do męża.
– Nie pochwalam twoich metod, Zosieńko, ale tym razem miałaś naprawdę rację.
Dzwonek do drzwi zwiastował przybycie ostatnich gości. Oboje udali się do przedpokoju.
– Madame Sobniewska, cieszę się, że państwo przyszliście.
– Proszę nam wybaczyć spóźnienie, ale mój mąż był do późna zajęty interesami. Państwo pozwolą, Władysław Sobniewski, mój mąż.
Sobniewski ujął dłoń Zofii i patrząc jej głęboko w oczy, prawie wyszeptał niskim głosem:
– Dobry wieczór, cieszę się, że mogę panią poznać. Żona dużo mi o pani opowiadała – przeniósł wzrok na Stanisława. – A to, rozumiem, szlachetny małżonek?
Mężczyźni podali sobie ręce. Reck był zachwycony. To był ten Sobniewski, o którym szemrało całe Ministerstwo Handlu.
Zofia i Stanisław dumnie kroczyli z Sobniewskimi, przedstawiając ich jak trofeum. Wszystkim była znana ta niezwykła para. Sobniewscy byli świadomi swojej towarzyskiej rangi i poddawali się tej procedurze z uprzejmością dobrze wychowanych ludzi.
Magdalena, pod opieką madame Menieure, z zachwytem obserwowała przyjęcie – wszędzie piękne kwiaty, muzyka i elegancko ubrani goście, a wśród nich najpiękniejsza była ciotka Janeczka, jak księżniczka. Skrycie liczyła na to, że uda się jej dzisiaj z nią porozmawiać, a wtedy na pewno będzie mogła opowiedzieć wszystko, co wiedziała. Rozczarowanie z powodu niedoszłego spotkania z ciotką dawno już poszło w niepamięć. Magdalena nagle zdrętwiała, widząc rodziców z Sobniewskimi, w mężu krawcowej rozpoznała bowiem nieznajomego z parku Saskiego. Złapała guwernantkę za rękę, a ta spojrzała oburzona zuchwałością dziewczynki.
– Madame, pani zna tego pana – stwierdziła, połykając głośno ślinę.
– Madeleine, ma chère, co ci przychodzi do głowy. Skąd mogę go znać? – zaprzeczyła Francuzka.
– Wtedy na spacerze w parku Saskim on podszedł do pani i rozmawiał – Magdalena nie dała się zwieść. – Dał pani nawet jakiś list.
– Ma chère, ty majaczysz. Gdzie jest Romek? – Madame usiłowała odwrócić jej uwagę. – Pójdziemy do kuchni po napój miętowy.
Magdalena poczuła się niepewnie. Nie rozumiała, dlaczego madame Menieure znowu – tak jak przy rozmowie z matką – nie mówiła prawdy. Pojęła jednak, że nic nie wskóra teraz swoimi pytaniami i posłusznie ruszyła za guwernantką do kuchni.

Reckowie podeszli z gośćmi do pochłoniętych rozmową Janiny i Juliusza.
Sobniewska wylewnie przywitała się z Janiną, zachwycając się jej wyglądem. Gdy szwagier Janiny chciał dokończyć prezentacji, w pół słowa przerwał mu Sobniewski.
– My się też znamy − odparł. Zofia i Stanisław pytająco spojrzeli na Janeczkę, która sztucznie wyciągnęła rękę przed siebie, żeby podać ją Sobniewskiemu. Mężczyzna powolnym ruchem przybliżył dłoń do ust, podczas gdy Janeczka dziwnie patrzyła gdzieś przed siebie. Gospodarze, madame Sobniewska i Juliusz Raszyński poczuli się nieswojo, zaskoczeni tym demonstracyjnie sztucznym zachowaniem
− A ten dżentelmen to narzeczony? – Sobniewski jakby z niesmakiem wskazał wzrokiem na Raszyńskiego.
− Władku, jak możesz stawiać takie pytania! Przecież nie wypada pytać panny publicznie o takie sprawy. − Żona Sobniewskiego trochę się zawstydziła niestosownego zachowania męża.
− Ależ, madame Sobniewska, jesteśmy otwartymi, nowoczesnymi ludźmi. Możemy o wszystkim rozmawiać – stwierdziła prowokacyjnie Janina.
Reckowie spojrzeli po sobie.
− Panie Juliuszu, czy my jesteśmy narzeczeństwem, czy nie?
Raszyński nie rozumiał sytuacji, lecz chciał za wszelką cenę poprzeć Janinę w słownej potyczce przeciwko Sobniewskiemu:
− Myślę, panno Janino, że jesteśmy narzeczeństwem.
− Panie Juliuszu, co pan opowiada, poznaliście się dopiero przed kilkoma godzinami – zaczęła zdezorientowana Zofia.
− Na tym właśnie polega nowoczesność – odparł Sobniewski i zwrócił się do żony: – Chodź, moja droga, zostawmy nowoczesnych narzeczonych i wznieśmy toast z gospodarzami za ich zdrowie.
Kelner ogłosił, że podano do stołu i wszyscy udali się do jadalni. Goście zasiedli według ustalonego porządku. Naprzeciwko gospodarzy, na honorowym miejscu, siedzieli Sobniewscy. Janina siedziała obok Raszyńskiego, madame Menieure naprzeciwko Janiny. Wbrew obawom Zofii spóźnienie kucharza nie wpłynęło na jakość jego sztuki kulinarnej – podawane dania spotykały się wyłącznie z pochwałami. Stanisław w oficjalnym toaście dziękował gościom za przybycie, a Bodniewski, przyjaciel domu, złożył solenizantce życzenia z okazji imienin. W powszechnej aurze szczęśliwości i zadowolenia Zofia rozmyślała o tym, że pewnie wkrótce zadzwonią dzwony weselne dla Janeczki i że to przyjęcie z pewnością przejdzie do annałów historii rodzinnych.
Juliusz Raszyński, siedząc obok Janiny, niby przypadkowo muskał jej dłoń. Był zachwycony jej prowokacją. Znał Sobniewskiego z opowiadań i podobało mu się, że ten pewny siebie mężczyzna, rozpieszczony powodzeniem u kobiet, musiał się wycofać po odpowiedzi Janiny. Nie uszło jego uwadze, że Sobniewski obserwował ich przy stole. To jednak mu nie przeszkadzało, przeciwnie, Janina nabrała jeszcze więcej uroku w jego oczach. Kończono deser i Zofia zapowiedziała, że kawa i koniak zostaną podane w salonie. Goście wstawali od stołu i przechodzili do salonu. Janina przeprosiła na moment Raszyńskiego, żeby poprawić w łazience makijaż. Po chwili, gdy wracała do niego, w uchylonych drzwiach sypialni ukazał się Sobniewski. Zręcznym ruchem wciągnął ją do pokoju
− Janeczka, wytłumacz mi, co oznacza ta maskarada! − wyrzucił z siebie zduszonym głosem i złapał ją mocno za ramiona, patrząc głęboko w oczy.
− Władku, nie wiem. Jestem tak samo zaskoczona jak ty – odpowiedziała cicho.
− Ten Raszyński, co to za jeden?
− To jest kolega mojego szwagra z ministerstwa. Poznałam go dzisiaj na przyjęciu – uspakajała go, próbując uwolnić się z jego objęcia.
− Nie musiałaś okazywać tak dużego zainteresowania jego osobą – powiedział z wyrzutem.
− Proszę, nie bądź zazdrosny – pogłaskała go czule po policzku. − Co miałam robić?
− Dlaczego Ada i ja zostaliśmy zaproszeni? – Jej gest go uspokoił. Pojął, że Janeczka nie zainscenizowała zajścia z Raszyńskim. Przelotnie pocałował jej rękę. − Przecież twoja siostra zna Adę przelotnie – kontynuował, nadal usiłując wytropić sprawcę intrygi. − I ty też nic nie wiedziałaś! Czy ktoś nie chciał celowo, żebyśmy się tutaj spotkali?
− Moja siostra nic o nas nie wie. Muszę już iść, bo zaczną mnie szukać. – Ruszyła do drzwi, lecz Sobniewski przytrzymał jej rękę, nie pozwalając odejść.
− Janeczka, a Danielle Menieure? Ona wie o nas! – wpadło mu nagle do głowy.
− Danielle? − zastanowiła się krótko. − Masz rację, ale jaki miałaby powód do takiej perfidnej gry? – rozważała z niedowierzaniem.
− Nie wiem, ale tylko ona wchodzi w grę.
− Dobrze, porozmawiam z nią. Naprawdę muszę już iść – odpowiedziała pospiesznie, tym razem uwalniając się z jego uchwytu.
− Chwileczkę… − Sobniewski przyciągnął ją do siebie, ujął w talii, przechylił lekko do tyłu i pocałował.

Madame Menieure była obok Sobniewskiego drugą osobą intensywnie obserwującą Janeczkę i Raszyńskiego. Jak tylko zauważyła, że w pewnym odstępie czasu oboje oddalili się od stołu, zbliżyła się do Raszyńskiego. Uznała, że teraz właśnie nadszedł odpowiedni moment na wdrożenie jej planu.
− Monsieur Juliusz, szuka pan mademoiselle Jeanine? – zapytała niewinnie.
− Nie, czekam tylko na nią, poszła do łazienki.
− Jest pan pewien? − chciała wzbudzić jego podejrzliwość.
− Madame Menieure…
− Proszę, niech pan pójdzie ze mną. Coś panu pokażę.
Raszyński nie wiedział, jak zareagować. Właściwie to był ubawiony przebiegiem przyjęcia i pomyślał, że pewnie chodzi o jakiś drobiazg dotyczący Janeczki, dlatego się zgodził. Danielle Meniuere poprowadziła go w stronę sypialni.
Aktualne wycieczki (link afiliacyjny Wakacje.pl)
− Dokąd mnie pani prowadzi? – zapytał owładnięty nagle niedobrym uczuciem.
− Do sypialni.
− Madame Menieure, nie wiem… – spojrzał niepewnie na jej długie paznokcie.
− Monsieur Juliusz, niech pan będzie spokojny. Chcę panu tylko coś pokazać.
Francuzka pchnęła drzwi sypialni. Struga światła oświetliła Janinę i Sobniewskiego. Oboje raptownie odskoczyli od siebie.
− Ach, to tak! – wykrzyknął Raszyński jak rażony gromem.
Janina odwróciła się w stronę drzwi.
− Panie Juliuszu! – wyrzuciła z siebie przepraszająco, wykonując ruch, jakby chciała go zatrzymać.
− Zostaw go. Co mu chcesz tłumaczyć? Teraz i tak już wszystko wyszło na jaw – zatrzymał ją Sobniewski.
Raszyński niezwłocznie ruszył do wyjścia. Na drodze stanęły mu Zofia Reck i Ada Sobniewska.
− Panie Juliuszu, dokąd panu tak spieszno? – zapytała zdziwiona Zofia.
Raszyński odsunął ją gwałtownie.
− Nie jestem w nastroju do żartów, madame Reck – stwierdził chłodno. − Nie nadaję się do brudnych gierek. Niech mnie pani skreśli z listy gości. Nigdy więcej się u państwa nie pojawię.
Wyszedł, trzasnąwszy drzwiami, a obydwie kobiety popatrzyły po sobie, wzruszając ramionami.
− Ach, to pewnie zawód miłosny! − Zofia próbowała zbyć ten incydent żartem.
W przedpokoju pojawiła się Danielle Menieure.
− Madame Menieure, dobrze, że panią widzę. Co się rozegrało między Janeczką i Juliuszem Raszyńskim? Wypadł jak oparzony! – usiłowała dociec Zofia.
− Nie mam pojęcia, madame Zofia. Nic nie widziałam – odparła Francuzka, zachowując zimną krew, po czym pospiesznie się oddaliła.
Następny wypadł Sobniewski.
− Ada, natychmiast idziemy do domu – ujął żonę pod ramię.
− Władku, o co tu chodzi? – Sobniewska niechętnie poddała się gestowi męża.
− Nie czas teraz na pytania. Musimy iść. Tak jest lepiej – rzucił stanowczo Sobniewski.
Stanisław Reck, poruszony zamieszaniem w przedpokoju, zamierzał opanować sytuację.
− Władku, dokąd wam się tak spieszy?
− Szanowni państwo Reck… – zaczął Sobniewski.
− Władku, skąd ten oficjalny ton… – Reck próbował ratować sytuację.
− Szanowni państwo… – powtórzył Sobniewski – zaproszenie nas na to przyjęcie było dla mnie i dla mojej małżonki nieporozumieniem. Ale gratuluję, intryga się udała. Żegnam państwa.
− Intryga? Zosiu, co to wszystko znaczy? – zapytał Stanisław, obserwując bezradnie, jak jego znamienity, a teraz oburzony gość opuszcza przyjęcie.
− Stasieńku, kochaneczku, wiem tyle samo co ty. Gdzie jest Janeczka? Ona na pewno ma z tym coś wspólnego!
Jak na zawołanie Janeczka pojawiła się w przedpokoju gotowa do wyjścia z lekką peleryną narzuconą na ramiona.
− Janeczka, nie wyjdziesz stąd, dopóki nie otrzymam wyjaśnienia, co zaszło. – Siostra złapała ją mocna za ramię.
− Zostaw mnie w spokoju. – Wyrwała się z uścisku. − Najpierw zrób porządek w swoim domu, wtedy możesz oczekiwać wyjaśnień ode mnie. Nie pozwolę sobą manipulować ani tobie, ani nikomu innemu.
Janeczka trzasnęła za sobą drzwiami.
Co w następnym odcinku:
Skandal, zdrada i tajemnice splatają się w jedwabną sieć, z której niełatwo się wydostać.

Inne odcinki powieści i teksty Katarzyny Poznakow znajdziesz tutaj
Książka „Jedwabne nici” tutaj
E-book „Jedwabne nici” tutaj
Zarejestruj się i dołącz do naszej społeczności

Komentarze