Jedwabne nici, odcinek 11, Urwana nić
I Pożegnanie z Europą,
Rozdział 2 Jedwabne nici,
Janina,
Co w tym odcinku:
Dom Recków pogrąża się w ciszy, która mówi więcej niż słowa. Gdy madame Menieure zostaje wyrzucona, a Janeczka znika w cieniu Paryża, Zofia musi zmierzyć się z konsekwencjami własnych decyzji. Nadchodzą święta, ale czy rodzinna kolacja w Miłosnej będzie jeszcze możliwa?
Zarejestruj się i opisuj swoje podróże
Nastały dni milczenia. Nikt nie rozumiał, co się stało. Zofia snuła się bez celu po mieszkaniu, bolejąc nad tym, że przyjęcie imieninowe okazało się towarzyską katastrofą. Nieustannie analizowała przegapione oznaki nadchodzącego nieszczęścia. Próbowała wciągnąć męża w swoje rozważania, lecz Staś bronił się z powodzeniem przed szukaniem przyczyn zajścia w gwiazdach czy też w sypiącym się pyłku z lilii. Stanowczo był w takich sytuacjach zwolennikiem racjonalnego myślenia. Wiedział, że tym razem musi jak najszybciej przyłożyć się do wyjaśnienia sprawy, bo atmosfera w domu stała się nie do zniesienia. Zofia wstydziła pokazać się na mieście i w swojej frustracji terroryzowała domowników. Dzieci i służba schodzili jej z drogi, żeby przez przypadek nie okazać się współwinnymi. Po kilku tygodniach domowego stanu wyjątkowego udało się Stanisławowi wreszcie rozwiązać zagadkę.
Aktualne wycieczki (link afiliacyjny Wakacje.pl)
Zarejestruj się i opisuj swoje podróże
Tego dnia Staś wpadł do domu w porze obiadowej, rzucił pokojówce niedbale płaszcz i pociągnął Zofię w stronę gabinetu, zapowiadając jej, że musi porozmawiać z nią na osobności.
− Musimy się pozbyć madame Menieure – wyrzucił z siebie Stanisław.
− Stasieńku, kochaneczku, myślałam, że się dowiedziałeś od Raszyńskiego, co zaszło. – Popatrzyła na niego pytająco.
− A jakże! Raszyński powiedział mi, że do sypialni zaprowadziła go madame Menieure.
− Do sypialni? – Oczy Zofii zrobiły się okrągłe ze zdziwienia.
− Tak. On czekał na Janeczkę i madame Menieure zaproponowała mu, że coś mu pokaże.
− I on, człowiek bez honoru, poszedł za nią? – palnęła.
− Zosieńko, nie pleć głupstw. Raszyński zachował się normalnie. W sypialni zobaczył Janeczkę i Sobniewskiego w niedwuznacznej sytuacji.
− Co takiego? − Zofia opadła ciężko na fotel.
− To nie wszystko – kontynuował.
− Zadzwoniłem do Sobniewskiego, żeby z nim po męsku porozmawiać. On potwierdził, że ma romans z Janeczką i że poznał ją w salonie żony. Ukrywali ten związek, korzystając z usług kurierskich madame Menieure.
− Madame Menieure, ta żmija, okłamywała mnie cały czas, mówiąc, że nie wie, z kim Janeczka się spotyka. Jak ona mogła? – zaczęła nagle lamentować Zofia.
− Zosieńko, tylko spokojnie. Ada Sobniewska nic nie wie o romansie. Sobniewski prosił, żeby jej na razie nic nie mówić. On chce z Janeczką założyć rodzinę. Podobno Sobniewska nie może mieć dzieci.
− O, Boże drogi, jestem kompletnie skołowana. Nie wiem, kogo mam potępić. Janeczkę, Sobniewską, Sobniewskiego, nie wiem…
− To oczywiste, że madame Menieure! Musisz jej dać jak najszybciej wypowiedzenie, najlepiej jeszcze dzisiaj.
− Jaki mam podać powód? – nawet jeśli Zofia zgadzała się z małżonkiem w kwestii tego, kto powinien ponieść winę za ten niemożebny skandal, było jej żal pozbywać się francuskiej guwernantki, którą przecież skrycie podziwiała. Stanisław w duchu tryumfował na myśl, że jednak instynkt go nie zwiódł. Od początku czuł, że obecność tej demonicznej kobiety w jego domu oznacza kłopoty.
− Powiedz otwarcie, że cię okłamywała, że to dla ciebie utrata zaufania i tak dalej, coś wymyślisz.
− A co z Janeczką?
− Dopóki ta sprawa jakoś się nie ułoży, ochłodzimy kontakty. Radziłbym ci też poszukać nowej krawcowej. Nie wiesz, jak Sobniewska zareaguje, kiedy się o wszystkim dowie. Może się wtedy stać nieprzyjemna. − Stanisław zakończył rozmowę, a między małżonkami zapadła cisza.
Zofia jadła milcząco kolację, wpatrując się intensywnie we własny talerz, jakby czegoś tam szukała. Dzieci i madame Menieure przyglądali się jej podejrzliwie. Brakowało im typowego dyrygowania i pouczających uwag matki. Nikt nie miał jednak odwagi zapytać jej o cokolwiek. Za to Stanisław, co prawda też milczący, cieszył się dobrym apetytem i zdawał się być w dobrym humorze. Po kolacji Zofia ciężkim głosem poprosiła madame Menieure do gabinetu. Po chwili dobiegł ich stamtąd głośny płacz madame.
− Co się stało madame Menieure? – zapytała przestraszona Magdalena. – Dlaczego madame płacze?
Ojciec bez odpowiedzi wzruszył ramionami.
Po chwili Zofia wyszła zrezygnowana z pokoju.
− Stasieńku, kochaneczku, nie potrafię tego zrobić. Ona nie ma nikogo poza nami. Nie mogę być taka bez serca!
− Bez serca? – wybuchnął wzburzony. − A gdzie ona miała serce, jak kłamała i manipulowała? Ja to załatwię – zarządził. Wkroczył zdecydowanie do gabinetu i zatrzasnął za sobą drzwi. Przez jakiś czas panowała tam cisza. Zofia, siedząc z dziećmi, sączyła każdy dochodzący odgłos.
− Mamusiu, nic nie słyszę – wyszeptała córka.
− Psst! – zganiła ją matka, kładąc palec na ustach.
Po chwili usłyszeli, że madame już nie płakała, za to rozmawiała podniesionym głosem. Zza ściany dochodziły odgłosy kłótni. Stanisław Reck wyraźnie krzyczał na madame Menieure. Dzieci patrzyły na matkę ogromnymi oczami pełnymi strachu. Jeszcze nigdy nie słyszały, żeby ojciec mówił podniesionym głosem i na dodatek używał brzydkich słów. Romek podbiegł do matki, przytulił się do niej mocno i zaczął płakać.
− Czy tatuś bije madame Menieure?
− Nie, syneczku. Tatuś z nią rozmawia… – niepewnie pocieszała syna, wpatrując się uporczywie w drzwi.
Stanisław z impetem wypadł z gabinetu, zostawiając płaczącą madame Menieure samą w pokoju.
− Załatwione – orzekł.
− Tatusiu, dlaczego ty… − zaczęła równie płaczliwie Magdalena.
− Magdusiu, stop! – ojciec podniósł rękę, wskazując, że nie dopuszcza żadnej dyskusji.
− Moi drodzy – kontynuował − proszę was, aby dziś nie wymieniano w moim domu imienia madame Menieure. O mojej rozmowie z tą osobą też nie chcę słyszeć ani słowa. A ciebie, Zofio… – zwrócił się oficjalnie do żony – upraszam, żebyś zaniechała zwracania się do mnie: „Stasieńku, kochaneczku”. Na chrzcie dano mi Stanisław.
− Stasi… − zająknęła się Reckowa.
− To wszystko − przerwał jej. – Życzę wam dobrej nocy!
Zofia i dzieci posłusznie opuściły jadalnię i milcząco udały się do łóżek. Następnego dnia Danielle Menieure bez pożegnania opuściła dom Recków.

Nadchodziły święta Bożego Narodzenia. Jak zwykle cała rodzina zamierzała się spotkać u dziadków Podrazów. Dom w Miłosnej rządził się swoimi prawami, czas biegł tu wolniej, a echo skandalu wywołanego przez Janeczkę jeszcze tutaj nie dotarło. Podrazowie wprawdzie ciągle narzekali, że starsza córka ich nie odwiedza, wymawiając się pracą, lecz Zofia snuła uspokajające opowieści o regularnych spotkaniach z siostrą i pocieszała ich, że do Bożego Narodzenia sytuacja się na pewno polepszy. Święta były tuż-tuż i Zofia, chcąc nie chcąc, musiała nawiązać kontakt z siostrą. Nie było nic bardziej świętego w tej rodzinie niż wspólna kolacja wigilijna. Janeczka koniecznie musiała się pojawić w Miłosnej. Zofia była zła na samą siebie, że miesiącami kłamała, ukrywając fakty. W duchu wiedziała jednak, że nie potrafiłaby powiedzieć prawdy, że nie zniosłaby wyrzutów rodziców. Co prawda to Janeczka miała romans z Sobniewskim, ale to ona, Zofia, chciała wyswatać siostrę z Juliuszem Raszyńskim. Czuła, że wina za to całe zamieszanie leży częściowo także po jej stronie. Dla niczego nieświadomych rodziców była zmuszona wymyślić taką wersję zdarzeń, która by ich nie zszokowała. Na Stanisława mogła liczyć. No tak, jeśli już, to raczej na jego milczenie niż na aktywne wsparcie. Właściwie to Janeczka powinna jej pomóc, w końcu to ona miała problem i musiała go dyskretnie zatuszować.
Aktualne wycieczki (link afiliacyjny Wakacje.pl)
Zofia siedziała przy biurku męża i pisała list do siostry. Palce jej zdrętwiały od trzymania pióra, które zdawało się jakby z ołowiu. Odłożyła je i spojrzała na piętrzące się przed nią pogniecione kartki papieru, wszystkie ozdobione kleksami, jakby list pisał pierwszoklasista. Nie wiedziała, jak się zwrócić do siostry. Udawać, że nic się nie stało, czy też przenieść na nią ciężar wszystkich kłamstw, którymi karmiła rodziców? Szukała natchnienia za oknem, obserwując cicho padające płatki śniegu. Z zamyślenia wyrwało ją pukanie do drzwi. Weszła pokojówka i podała pocztę. Zofia niedbale przerzucała koperty. Na jednej rozpoznała pismo Janeczki. Gorączkowo rozejrzała się za nożykiem, ale nie było go w pobliżu, więc drżącymi placami rozerwała kopertę.
Moja droga!
Zbliżają się święta i jak Cię znam, będziesz chciała się ze mną skontaktować. Dlatego uprzedzam Twoje kroki. W chwili, kiedy będziesz czytać mój list, będę w drodze do Paryża. Sytuacja stała się tak skomplikowana, że nie mam innego wyjścia. Jestem w ciąży. Ada Sobniewska nic nie wie o moim związku z Władkiem i dziecku. Władek ma obawy, że ona coś sobie zrobi, jak jej o tym powie. We Francji zatrzymam się u jego znajomych. On dojedzie do mnie, jak tylko rozmówi się z Adą. Tak się cieszę na tę ciążę! To jest niewymowne uczucie szczęścia, świadomość, że nowe życie rozwija się w tobie. Trochę martwi mnie, że Władek nie może być przy mnie. Jestem jednak pewna, że do czasu rozwiązania wszystko się ułoży.
Nie mów nic rodzicom o mojej sytuacji. Nie chcę ich martwić. Powiedz im, że wyjechałam na rok do koleżanki z pracy, że będę pracować w banku. Odezwę się z Francji. Serdecznie pozdrawiam i do zobaczenia… kiedyś w przyszłości.
Twoja siostra Janina
Zofia miała oczy pełne łez.
Co w następnym odcinku:
Czy odkrycie prawdy będzie rozwiązaniem dla wszystkich?

Inne odcinki powieści i teksty Katarzyny Poznakow znajdziesz tutaj
Książka „Jedwabne nici” tutaj
E-book „Jedwabne nici” tutaj
Zarejestruj się i opisuj swoje podróże

Komentarze