Jedwabne nici, odcinek 18, Granice, których nie widać
I Pożegnanie z Europą,
Rozdział 3 Zapach lawendy,
Co w tym odcinku:
W świecie, gdzie elegancja bywa bronią, a nazwisko otwiera lub zamyka drzwi, młoda Polka staje twarzą w twarz z francuską hierarchią — i z kimś, kto nie spuszcza z niej wzroku.
Kolejny dzwonek do drzwi oznajmił, że pojawiła się następna klientka. Ciotka spojrzała w tę stronę i zamarła. Ruch w sklepie nagle ustał, a wszystkie klientki popatrzyły na przybyłą. Była to starsza kobieta wsparta na lasce, z wyraźnie rzucającym się w oczy wyrazem niezadowolenia na twarzy. Towarzyszył jej młody mężczyzna, który − jakby dla kontrastu – pogodnie patrzył przed siebie.
Zarejestruj się i opisuj swoje podróże
− Bonjour, madame de Mauvoisan, bonjour monsieur – nad wyraz uprzejmie powitała przybyłych madame Gaudet.
− Bonjour, Jeanine, bonjour – odpowiedziała niedbale klientka.
− Co panią do mnie dzisiaj sprowadza, madame? Przymiarka jest dopiero pojutrze. – Ciotka Jeanine nerwowo sprawdzała terminy w kalendarzu.
− Tak, tak, wiem. Moja synowa kupiła jedną z tych nowoczesnych, gotowych bluzek. Chciałabym taką samą. – Rozglądała się, szukając wzrokiem bluzki.
− Ależ oczywiście, zaraz ustalimy, jaki to był model, i przygotuję przymiarkę na pojutrze – odpowiedziała pospiesznie ciotka.
reklama
− Jeanine, niech pani każe swoim sklepowym przynieść coś do picia dla tego dżentelmena – starsza pani poleciła niecierpiącym sprzeciwu głosem, jakby to ona była właścicielką salonu. − Ach, zupełnie zapomniałam. Jeanine, to jest monsieur Dominik de Mauvoisan, mój wnuk – rzuciła i zajęła się oglądaniem modeli.
Madeleine stanęła w kącie za regałem, żeby nikt jej nie widział i śledziła rozwój wydarzeń. Ciotka zdawała się znacznie bardziej uprzejma dla madame de Mauvoisan niż dla innych klientek, ta robiła za to wrażenie najbardziej nieuprzejmej i nadąsanej klientki, jaką można sobie wyobrazić. Nie uszło także jej uwadze, że wszyscy w sklepie chyłkiem obserwowali starszą panią. Nagle natrafiła na wpatrzone w nią oczy Dominika de Mauvoisan. Wstydliwie spuściła wzrok i wcisnęła się głęboko w kąt. Po chwili, mając nadzieję, że młody de Mauvoisan stracił zainteresowanie jej osobą, wysunęła się z kąta i znowu napotkała jego niebieskie oczy. Onieśmielona tą natarczywą inspekcją swojej osoby postanowiła opuścić punkt obserwacyjny i ruszyła w stronę zaplecza.
− Kim jest ta mała, Jeanine? – zapytała z zainteresowaniem madame de Mauvoisan, wskazując na dziewczynę laską.
− To moja siostrzenica z Polski, mademoiselle Madeleine Reck.
Dziewczyna zatrzymała się na krótko i dygnęła.
− Ładna – stwierdziła krótko. − Dominik, idziemy – rozkazała i zaczęła zbierać się do wyjścia.
Jak tylko madame opuściła salon, wszyscy odetchnęli z ulgą, a madame Gaudet wkrótce zamknęła sklep, żeby przygotować bluzkę dla madame de Mauvoisan na następny dzień.

Madeleine stała w oknie salonu, opierając się o framugę. Głęboko oddychała, napełniając nozdrza ciepłym powietrzem letniego wieczoru. Czuła lekki wiatr na policzkach. Przyglądała się, jak po Sekwanie leniwie przesuwały się łodzie z amatorami wrażeń letnich nocy. Na ulicy również odczuwało się lato – samochody sunęły z otwartymi oknami, a w powietrzu furkotały zwiewne szale i chustki pasażerek kabrioletów. Chciała, żeby ten wieczór trwał wiecznie. Przysunęła fotel do okna, żeby delektować się tym widokiem, dopóki nie zrobi się ciemno. Przymknęła oczy. „Jaki to był piękny dzień − myślała. – Tak dużo nowych odczuć, myśli, ludzi, miejsc”. Była teraz mademoiselle Madeleine, a nie Magdusią. Pomyślała, że nowe brzmienie imienia to jak nowa tożsamość, jakby się było innym człowiekiem. I wszyscy traktowali ją jak dorosłą. No, może z wyjątkiem madame de Mauvoisan, ale ona jest nieuprzejma i to się nie liczy. Nie było ciotki Janeczki, tylko madame Gaudet. No i Dominik de Mauvoisan… Niebieskie oczy i czarne falujące włosy. Tak musiał wyglądać lord Byron. Znowu widziała jego wpatrujące się w nią oczy. Poczuła szarpnięcie.
− Madeleine, idź spać do łóżka – ciotka Jeanine pomagała zaspanej Magdzie wstać z fotela.
− Ciociu, ty już w domu? Która jest godzina?
− Około jedenastej. Jadłaś coś?
− Nie… zapomniałam. Usiadłam, był taki ładny wieczór…
− Jestem głodna jak wilk. Poszukamy czegoś do zjedzenia.
Ciotka podała ser, resztę bagietki z rana i postawiła dwa kieliszki. Otworzyła butelkę wina.
− Nie piję alkoholu – stwierdziła Magda kategorycznie.
− Nie proponuję ci wina, żebyś się upiła, tylko do jedzenia. Jesteś dorosła. A poza tym jesteśmy we Francji.
− Dobrze, napiję się trochę – powiedziała niepewnie, przyłapując się na tym, że znowu robi coś, co było inne od jej polskich zasad dobrego wychowania.
− Podobało mi się u cioci w sklepie – zaczęła opowiadać o swoich wrażeniach. − Ale to jest ciężka praca. Doradzać klientkom, wyszukiwać modele, organizować dostawy materiałów, wysyłać gotowe ubrania… – zakończyła z uznaniem.
− Tak, ta praca wymaga energii, ale jak się ją lubi, to liczy się efekt końcowy, to, że klientki są zadowolone i znowu przychodzą – przyznała ciotka, ucieszona, że Magda zrozumiała istotę jej zajęcia.
− Kim jest ta madame de Mauvoisan? Jak weszła do sklepu, to wszyscy się inaczej zachowywali – zapytała siostrzenica zaintrygowana.
− Madame de Mauvoisan jest moją najlepszą, ale i najtrudniejszą klientką.
− Nie może być najlepsza, skoro jest najtrudniejsza – odrzekła Magda.
− Jest najlepsza, bo najwięcej zamawia i najwięcej płaci. A najtrudniejsza, hm… sama widziałaś. Po takich ludziach nie oczekujesz niczego innego.
− Co to znaczy? – siostrzenica wydawała się nieusatysfakcjonowana odpowiedzią. – Po takiej dostojnej damie można by oczekiwać więcej uprzejmości – dodała.
− Madame de Mauvoisan należy do bogatej klasy burżuazji francuskiej, o pochodzeniu arystokratycznym. Jej mąż jest w rządzie, a syn jest właścicielem kilku fabryk. Ci ludzie uznają za równych sobie tylko arystokratów i to tak samo bogatych. Pozostali to klasa niższa. Zauważyłaś, jak ona unikała zwracania się do mnie per madame? Poza tym jestem cudzoziemką. Kobiety z jej pozycją chodzą do madame Chanel, ale ona przychodzi do mojego salonu, bo może sobie pozwolić na ekstrawaganckie zachowanie wbrew regułom. Myślę też, że jest zadowolona z tego, co dla niej szyję.
− Ależ to jest brutalne! – skwitowała Magda po chwili milczenia.
− Być może, ale prawdziwe – odpowiedziała Jeanine głosem osoby pozbawionej złudzeń. − Widziałam, że młody de Mauvoisan nie odrywał od ciebie oczu. Jego babka też to zauważyła – ciotka jakby pozornie zmieniła temat.
− Tak ciocia myśli… − Madeleine starała się ukryć zmieszanie.
− Ale to nic nie znaczy – ciotka Jeanine chciała jasno postawić sprawę. − I tak nie mógłby się do ciebie zbliżyć. Rodzina by mu na to nie pozwoliła. On może adorować tylko panny ze swojej sfery.
Słowa ciotki podziałały na Madeleine jak uderzenie w głowę tępym narzędziem. Nie pojmowała, dlaczego mówi jej coś takiego. Przecież to są konserwatywne poglądy z tanich romansów, to nie może być prawda w takim nowoczesnym świecie jak Francja. Oczy Madeleine wypełniły się łzami.
− Ciociu, to brzmi tak zgorzkniale − próbowała zapanować nad głosem.
− Moja droga, nie należy zamykać oczu przed prawdą – odpowiedziała twardo ciotka. W ten sposób chciała uchronić siostrzenicę przed bólem złamanego serca, z którym, jak podpowiadała jej kobieca intuicja, wiązałaby się bliższa znajomość z młodym de Mauvoisanem.
− W takim razie nie mam szansy na szczęście – westchnęła Magda.
− Nie, to nie tak, ale musisz sobie prosto w oczy powiedzieć: „Tutaj nie mam szans” i opuścić teren. Poszukać sobie za to innego miejsca, gdzie masz szansę – snuła ciotka, jakby to, o czym mówiła, było czymś najłatwiejszym w świecie. Nie chciała jej zniechęcać tylko chronić i oszczędzić upokorzeń, których sama zaznała.
− Nie widzę dla siebie żadnego terenu – oznajmiła Magda zrezygnowana.
− Bo go jeszcze nie szukałaś.

Następne dni Madeleine znów spędziła w sklepie, pomagając ciotce Jeanine. Parzyła kawę dla klientek, omiatała szybko sklep, skoro tylko na podłodze pojawiły się resztki materiału, biegała po rogaliki do piekarni po sąsiedzku, znosiła bele tkanin albo przygotowywała paczki do wysyłki. Wcześniej uznałaby takie prace za mało interesujące, nawet bezsensowne, teraz robiła wszystko, żeby czuć się potrzebna i na każde „dziękuję” cieszyła się jak dziecko. Za pieniądze od Amerykanina zakupiły sztalugę oraz farby i ciotka pozwoliła jej wykonywać portrety w sklepie. Czasami przytrafiła się nawet mała zapłata od zachwyconej klientki. Zostawała z ciotką w butiku do późna, kiedy tamta musiała wykończyć jakąś pracę. Studiowała wtedy katalogi mody i robiła szkice nowych modeli, aby dobrać do nich na końcu stosowną tkaninę.
Madame Gaudet, zauważywszy to zainteresowanie siostrzenicy, podarowała jej cienki żakard i zachęciła do uszycia sobie modnej sukienki. Bursztynowa tkanina zdawała się cudem. Madeleine, pocierając nią o policzek, cieszyła się miękkim splotem tkaniny. Natychmiast zabrała się do szycia. Z duszą na ramieniu powoli kroiła model, pozwalając ciotce na korekty, bo bała się zmarnować tak cenny prezent. „Moja pierwsza sukienka będzie na pewno czymś specjalnym” − myślała. Przypomniały się jej opowieści z dzieciństwa o jedwabnych niciach, o ich specjalnej trwałości. Zdecydowała użyć tych, które wzięła ze sobą z Polski. Kiedy brała je do ręki, myślała o rodzicach, o Warszawie. Przyłapała się na tym, że wcale za nimi nie tęskni. Pamiętnik rysunkowy, który miał opisywać jej pobyt we Francji, był pełen modeli ubrań, nie mogła go użyć jako dziennika podróży. Rodzice będą mieli pretensje, że zajmowała się modą, a nie zabytkami. Miała poczucie winy, że za mało o nich myśli, że kompletnie zadurzyła się w nowym otoczeniu.
Wieczorem po kolacji, nękana wyrzutami sumienia, usiadła w swoim pokoju z silnym postanowieniem napisania listu. Nie wiedziała jednak, co relacjonować. Zaczęła streszczać historię z portretem kobiety w kawiarni na Polach Elizejskich. Nie, o tym nie może wspomnieć. Rodzice będą oburzeni jej śmiałością. Porwała list i wyrzuciła go do kosza. Zaczęła następny, w którym opisywała, co widziała, co jadła, jaka była pogoda. Szło jej ciężko. W drzwiach pojawiła się ciotka, ale widząc Madeleine przy biurku wycofała się dyskretnie. Na odchodnym krótko zakomunikowała, że zamyka sklep na kilka dni i że pojadą na południe do Prowansji. Dziewczyna spojrzała na ciotkę z wdzięcznością, jakby uwolniła ją od mozolnej pracy. Pospiesznie dokończyła list i zakleiła kopertę.
Co w następnym odcinku:
W Paryżu nawet hierarchie mają zapach perfum i jedwabiu. W myślach Magdalena wciąż powracała scena ze sklepu i pytania: dlaczego on patrzył właśnie na nią?

Zarejestruj się i opisuj swoje podróże
Inne odcinki powieści i teksty Katarzyny Poznakow znajdziesz tutaj
Książka „Jedwabne nici” tutaj
E-book „Jedwabne nici” tutaj

Komentarze