Jedwabne nici, odcinek 23, Pierwszy krok ku tajemnicy

I Pożegnanie z Europą,

Rozdział 3 Zapach lawendy,

Co w tym odcinku: W paryskiej bohemie prawda była tylko jedną z masek. Madeleine trafia w sam środek świata, w którym sztuka miesza się z namiętnościami, a prawda z pozą. W Grand Gilbert i Café du Paris odkrywa nie tylko nowe obyczaje, ale też ludzi, którzy potrafią jednym słowem zachwycić, zranić albo… całkowicie odmienić jej spojrzenie na siebie. Madeleine poczuje, że jej los zaczyna wymykać się spod kontroli — i że to wcale nie musi być złe.

Zarejestruj się i opisuj swoje podróże

Jeanine całe popołudnie przepytywała aktorów odnośnie do ich roli, różnych scen, które muszą odegrać, ich preferencji dotyczących kostiumu, jakiego koloru nie lubią, co chcieliby wyrazić swoim strojem. Madeleine to się podobało. Pilnie notowała wypowiedzi aktorów i uwagi ciotki, z których miał powstać projekt kostiumu. Wieczorem, kiedy zamierzały opuścić teatr, okazało się, że próby właśnie się zakończyły i Pierre de Burre zaprasza wszystkich do pobliskiej restauracji na kolację. Jeanine była zmęczona i przyjęła zaproszenie z ulgą. Wuj François był i tak w interesach w Bretanii, ucieszyła się, że nie musiała gotować kolacji.

Aktualne wycieczki (link afiliacyjny Wakacje.pl)

Lato-2026

Klientami restauracji Grand Gilbert była bohema artystyczna. Schodziły się tutaj samozwańcze gwiazdy wszelkiej maści, żeby w równym sobie towarzystwie deliberować o poważnych intelektualnych zagadnieniach. Silna stymulacja alkoholowa należała do reguły tych spotkań, każdy, kto zamówił herbatę zamiast wina czy absyntu, był od razu pytany o stan zdrowia. Zdrowe osobniki zdecydowanie nie piły herbaty.

Zespół z teatru Populaire usiadł razem przy jednym stole. Madeleine siedziała obok ciotki i jednego z aktorów, naprzeciwko niej usiadła Micheline Scholl. Była pod wrażeniem jej osoby, do tej pory nie widziała żadnej kobiety, która tak bezpośrednio krytykowałaby mężczyznę. Uważała ciotkę Jeanine za swój wzór kobiety – szanowana, doskonale znająca swoje silne i słabe strony, z sukcesem finansowym; była królową w salonie, którym władała niepodzielnie. Cień wątpliwości rzucało dopiero pojawienie się wuja François. Nie potrafiła się mu przeciwstawić. Nie oceniała tego jako jej słabości, lecz akceptację dla faktu, iż była odeń zależna. Micheline Scholl zdawała się inna – bezkompromisowa, twarda, jakby nie istniało dla niej nic poza obranym celem. Postanowiła dyskretnie wypytać sąsiada na jej temat, a ten od razu był gotów wyrzucić z siebie wszystko, co wiedział o Micheline – że była znaną artystką fotografiki, że fotografuje próby teatralne do gazet i modę znanych krawców. Madeleine intrygowało też zajście między Scholl i de Burrem, lecz dopiero ośmielona kieliszkami wypitego wina odważyła się podjąć ten temat. Mężczyzna wyraził opinię, że ta ostra rozmowa to nic poważnego – w teatrze powszechnie wiadomo, że ci oboje się nie znoszą i że Micheline krytykuje de Burrego, bo sama chciałyby być na jego miejscu. Poza tym dodał bez żenady, że de Burre jako homoseksualista na pewno nie przejął się zbytnio obelgami Micheline, która jest lesbijką, i że atak heteroseksualnego mężczyzny byłby znacznie boleśniejszy. Madeleine nagle nie miała dalszych pytań. Siedziała bez ruchu, wpatrując się tępo w obraz na ścianie. Była zdezorientowana tym, co usłyszała. W dzieciństwie słowa „homoseksualista” i „lesbijka” należały do zakazanych i długo nie rozumiała ich znaczenia. Kiedyś Zuza pokazała jej we francuskiej encyklopedii ich znaczenie. Wyobrażała sobie, że tacy ludzie wyglądają jakoś specjalnie, odróżniają się i zmuszeni są żyć w ukryciu, by uniknąć potępienia. A tutaj wszyscy o tym wiedzieli i nic sobie z tego nie robili.

reklama

Atmosfera rozluźniała się wraz z ilością wypitego wina. Goście wstawali od stołów, towarzystwa mieszały się między sobą. Ktoś rzucił hasło, żeby pójść dalej potańczyć do kabaretu i wszyscy bez wyjątku ruszyli do Café du Paris. Tam od razu zaczęły się tańce. Madeleine znalazła się przy stole, przy którym kilku przyszłych wielkich pisarzy dyskutowało równie wielkie tematy literackie. Ośmielona przyswojonym winem postanowiła włączyć się do dyskusji. Zapytała jednego z towarzyszy konwersacji, jak on interpretuje los Fabrycego z Pustelni parmeńskiej, który jako biskup nadal spotyka się z ukochaną. Usłyszała, że Stendhal to staromodna ramota; jest co prawda klasykiem, należy go jednak traktować warsztatowo, jako wprawkę pisarską. Ducha aktualnej, nowoczesnej literatury oddają inni pisarze: Apollinaire, Cocteau, Gide, Genet. Pilnie słuchała tych wywodów, opróżniając kolejną lampkę. Koło niej pojawiła się Micheline Scholl i Madeleine ustąpiła jej miejsca przy stole, sądząc, że ona też chce się przysłuchiwać literackim dywagacjom. Scholl wydawała się jednak zainteresowana Madeleine i odciągnęła ją od rozmowy.

Rozmowa z Micheline Scholl

−     Skąd jesteś? – zapytała bez wstępnych ceregieli.

−     Z Warszawy, z Polski… − wyjąkała zaskoczona.

−     Tak myślałam. Znałam tu kilku Polaków, mieli podobny akcent. Jak się nazywasz?

−     Madeleine Gaudet.

−     Ale to przecież francuskie nazwisko.

−     Po polsku nazywam się Magdalena Reck. Jeanine Gaudet jest moją ciotką.

−     Reck to też nie jest polskie nazwisko, bardziej niemieckie.

−     Tak, zgadza się. Mój ojciec pochodzi z Wielkopolski. Urodził się w Wirach. To były przed pierwszą wojną światową tereny niemieckie.

−     Tak, wiem, też się tam urodziłam − z uśmiechem odpowiedziała Scholl.

−     Pani, madame Scholl, urodziła się w Wirach!? Czy mogę o coś zapytać? − Madeleine była zaskoczona tym zbiegiem okoliczności. − To pani też nie jest Francuzką?

−     Nie, jestem Niemką, ale mam holenderski paszport. Mieszkam we Francji od dwudziestu lat.

−     Ja jestem tu tutaj zaledwie kilka miesięcy. Nie mogę wrócić do domu, bo w Polsce jest wojna.

−     Wkrótce będziemy mieli ją we Francji – skonstatowała Scholl nieporuszona tym faktem.

−     Wszyscy tak mówią. Nie obawia się pani tej sytuacji? – zaskoczyła ją własna odwaga. − Przecież powiedziała pani, że jest Niemką.

 − Ależ skąd! Nikogo to nie obchodzi – wzruszyła ramionami Scholl. − W kręgach bohemy ceni się osiągnięcia artystyczne, a nie pochodzenie. Poza tym nie mogę brać odpowiedzialności za to, co wyprawiają moi rodacy. I do tego mój paszport mnie chroni.

−     Słyszałam, że pani robi artystyczne zdjęcia. Nigdy nie widziałam takich zdjęć, tylko takie normalne, na ślub, na pierwszą komunię.

−     Muszę przyznać, że twoje zainteresowania są raczej nietypowe jak na zwyczajną krawcową – po raz pierwszy Madeleine zobaczyła jej uśmiech.

−     Właściwie nie jestem krawcową. Pomagam ciotce, bo nie mam nic innego do roboty. W domu chciałam zrobić maturę i studiować malarstwo i może projektowanie przedmiotów – zwierzyła się nagle.

−     Ho, ho. Mam do czynienia ze wschodzącą gwiazdą malarstwa. Projektowanie, hm, to niebanalny i nowoczesny pomysł – zauważyła z uznaniem Scholl.

−     W tej chwili nie widzę żadnych szans na zrealizowanie tych marzeń, dlatego szyję. Ale nie jest tak źle – Madeleine nie chciała narzekać. − Są prace, które mi się podobają, na przykład przelewanie tego, czego chcą klientki, najpierw na papier, a później praca z tkaniną.

−     No, no, ciekawa jestem, jak będą wyglądać nasze kostiumy.

Zrobiło się późno i Madeleine poszukała wzrokiem ciotki. Kiedy zobaczyła ją tańczącą z jakimś mężczyzną, postanowiła kontynuować rozmowę. Wtem dostrzegła u wejścia Dominika de Mauvoisana w towarzystwie kolegów. Jej policzki w oka mgnieniu ogarnęła gorąca fala. Micheline Scholl natychmiast wychwyciła zmianę na twarzy dziewczyny.

−     Ach, ty też znasz młodego de Mauvoisana – stwierdziła z przekąsem. – I też jesteś pod wpływem jego uwodzicielskich sztuczek.

−     Nie, nie… − próbowała zaprzeczyć.

Dominik zauważył ją, rzucił coś krótko kolegom i szybko podszedł do dziewczyny.

−     Mademoiselle Madeleine, cieszę się, że panią znowu widzę. Czy mogę zapytać, co pani tutaj robi? Na dodatek w towarzystwie madame Scholl? – był wyraźnie zaskoczony.

Zanim Madeleine otworzyła usta, żeby dać jakąś odpowiedź, Micheline wystrzeliła jak z broni maszynowej:

−     A co ty tutaj robisz? Szukasz swojej kolejnej ofiary? – rzuciła agresywnie.

−     Micheline, nie rozumiem, o czym ty mówisz − odpowiedział niewinnym głosem Dominik, patrząc cały czas na Madeleine.

−     Zostaw tę dziewczynę w spokoju! – Scholl szarpnęła go za rękaw marynarki.

−     Coś takiego! − odburknął oburzony. − Czyżbyś była przyzwoitką mademoiselle Madeleine? Z twoimi rozlicznymi aferami? – otrząsnął się z niesmakiem z jej uchwytu.

−     Dominik, nie jesteś niczym więcej jak tylko aroganckim próżniakiem – Scholl wycedziła z wściekłością przez zęby. − Szkoda dla ciebie każdej przyzwoitej dziewczyny, idź lepiej do burdelu. Tam pasujesz idealnie.

−     Ty też – w odpowiedzi Dominik zaśmiał się szyderczo.

Madeleine była pewna, że ci oboje zdecydowanie nie byli przyjaciółmi. Nie wiedziała, jak ma zareagować. Postanowiła pójść poszukać ciotki.

−     Mademoiselle, czy mogę panią prosić do tańca? – zapytał ją uprzejmie Dominik, zatrzymując, jakby wyczuł jej zamiar.

reklama

Przyzwoitość nakazywała odmówić mu po takiej wymianie zdań z madame Scholl, powinna była wziąć jej stronę, ale nie potrafiła się na to zdobyć. Usłyszała tylko, jak mówi: „Tak, monsieur de Mauvoisan”. Odchodząc z nim, uchwyciła zdumione spojrzenie Scholl.

Taniec z Dominikiem

Madeleine była w tańcu oczarowana Dominikiem. Uważała, że zna wszystkie modne kroki taneczne, w końcu wystarczająco ćwiczyły z Zuzą. On był jednak bardziej doświadczonym tancerzem, prowadził ją zdecydowanie po parkiecie i był przy tym taki delikatny. Imponowało jej to, przypomniała sobie niezdarne ruchy Janusza na nieszczęsnej prywatce u Zuzy. Dominik w tańcu subtelnie muskał jej włosy albo dyskretnie gładził po plecach. Sam niewiele mówił, za to słuchał uważnie, co mówiła Madeleine i zadawał pytania żywo zainteresowany odpowiedzią. Nie mogła zrozumieć, jak ktoś tak uprzejmy i subtelny mógł prowadzić tę bezpardonową rozmowę z madame Scholl. Dominik poprosił ją, żeby się spotkali. W pierwszej chwili pełna szczęścia pomyślała, że czekała na tę propozycję latami, zaraz potem wpadła w popłoch. Pamiętała ostrzeżenia ciotki i czuła, że nie mogłaby jej o tym otwarcie powiedzieć. Wiedziała, że jeżeli zgodzi się na spotkanie, to będzie oznaczało konspirację. Tajemnicę. Przez chwilę rozważała, czy sobie poradzi z taką sytuacją. Tak, na pewno tak. W końcu do tej pory też miała kilka tajemnic przed rodzicami. Wreszcie wyraziła zgodę, prosząc z zawstydzeniem o dyskrecję. Myślała, że prośba naruszy jego honor, że to niegodne takiej osoby jak on. Dominikowi zdawało się to wcale nie przeszkadzać i wspaniałomyślnie przystał na jej propozycję. Umówili się, że spotkają się w teatrze Populaire.

Zarejestruj się i opisuj swoje podróże

Co w następnym odcinku: Kiedy Dominik prowadził ją po parkiecie, Madeleine czuła, jakby świat zwęził się do rytmu muzyki i ciepła jego dłoni. A jednak gdzieś pod skórą drżało ostrzeżenie — echo słów ciotki, gniew Micheline, własne wątpliwości. Zgodziła się na spotkanie, choć wiedziała, że będzie musiała je ukryć.

Inne odcinki powieści i teksty Katarzyny Poznakow znajdziesz tutaj

Książka „Jedwabne nici” tutaj

E-book „Jedwabne nici” tutaj 

Zarejestruj się i opisuj swoje podróże

Powiązane Artykuły

Komentarze

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *