Jedwabne nici, odcinek 24, „Sekrety i niewysłane odpowiedzi”
I Pożegnanie z Europą,
Rozdział 3 Zapach lawendy,
Co w tym odcinku: W paryskim teatrze, gdzie światło reflektorów odsłania cudze role, Madeleine musi ukrywać własną. Miłość, która powinna rozkwitać, staje się sekretem, a list z Warszawy przynosi więcej pytań niż odpowiedzi.
Zarejestruj się i opisuj swoje podróże
Aktualne wycieczki (link afiliacyjny Wakacje.pl)
Sklep madame Gaudet był zamknięty już od jakiegoś czasu. Jeanine wolała poświęcać czas konkretnym zleceniom, jak to z teatru, niż liczyć na przypadkową klientkę z ulicy. Na zapleczu studiowała notatki Madeleine, rysując na ich podstawie szablony. Chodziło o uszycie kilkunastu sukni, bluzek i spódnic. Pokazywała siostrzenicy, jak powinna przetwarzać zebrane informacje na szablony, lecz myśli dziewczyny były daleko od stołu krajalnego.
− Jesteś jakaś rokojarzona. Skup się wreszcie, musimy po południu pojechać z przymiarką do teatru – strofowała ją ciotka.
− Mogę sama to załatwić – zaproponowała Madeleine.
− Nie, moja droga, jeszcze za wcześnie, żebyś przymiarki robiła osobiście − stwierdziła stanowczo Jeanine.
Madeleine starała się jak najuważniej rysować, kroić i szyć, żeby nie wzbudzać jakichkolwiek podejrzeń. Trudno jej było nosić tajemnicę dotyczącą Dominika, obawiała się, że nie wytrzyma i opowie ciotce o swoim szczęściu. Koło południa pierwsze modele były gotowe do przymiarki i pojechały do teatru.
Trwała właśnie przerwa. Ich przybycie zostało przyjęte z radością, nareszcie jakieś miłe zajęcie, a nie nudne powtarzanie kwestii i próby wyciągnięcia jakiegoś nowego sensu z banalnych dialogów. Aktorki z entuzjazmem rzuciły się do przymierzania strojów. Micheline Scholl, jak zwykle obecna przy ważnych decyzjach, z zainteresowaniem oglądała przyniesione ubrania.
− Niezła robota, madame Gaudet – stwierdziła z uznaniem.
Po chwili reżyser pojawił się w garderobie.
− No i co o tym powiesz? – zagadnęła madame Scholl, wskazując na jedną z aktorek.
− Niezłe. A co ty sądzisz?
− Myślę, że pomysły madame Gaudet idą w dobrym kierunku. Nie trzeba nic zmieniać. Teraz liczy się, żeby kostiumy uszyte były na czas.
− No, madame Gaudet. Z tym, myślę, to nie będzie kłopotu? − odezwał się de Burre tonem nieznoszącym sprzeciwu.
− Postaram się. Będę codziennie przysyłać siostrzenicę z przymiarką – przyrzekła solennie ciotka Jeanine.
− No dobrze, już dobrze. Zgadzam się – mruknął de Burre bez specjalnego zainteresowania, jakby chciał mieć sprawę kostiumów jak najszybciej za sobą.
Drzwi garderoby otworzyły się z trzaskiem i ukazała się głowa Dominika.
− Co ten tutaj robi? – wypowiedziały równocześnie Micheline Scholl i Jeanine Gaudet. Zaskoczone tym faktem, spojrzały najpierw na siebie, po czym na Madeleine.
Poczuła ich wzrok na sobie i w jednej chwili zaczęła wpatrywać się w podłogę jakby szukała tam czegoś niezwykle cennego.
− Ach, tutaj są wszyscy! Teatr jest jak wymarły – zawołał z udanym zdziwieniem.
− Dominik, co za niespodzianka! Przyszedłeś zobaczyć naszą próbę? – dowiadywał się de Burre wyraźnie mile połechtany jego obecnością w teatrze.
− Tak, słyszałem od wuja, że przygotowujesz znakomitą sztukę – Dominik pozorował zainteresowanie, ale wszyscy przeczuwali, że nie sztuka zwabiła młodego de Mauvoisana do teatru. Jego słabość do młodych, pięknych kobiet była znana w artystycznym światku Paryża.
− Oczywiście, oczywiście! Od wuja, to wspaniale. Wiesz, że jesteś zawsze mile widziany – de Burre był nadzwyczaj uprzejmy, licząc na to, że Dominik dobrym słowem o teatrze może wpłynąć na hojność wuja, właściciela instytucji.
− Widzę, że przeszkadzam – stwierdził skromnie.
− Ależ skąd, zakończyliśmy właśnie przymiarkę kostiumów i zaraz zaczynamy – de Burre chciał go koniecznie zatrzymać.
Dominik rozejrzał się po garderobie i błyskawicznie ocenił sytuację. Dzisiaj nie miał szans na rozmowę z Madeleine. Przeczuwał, że Jeanine Gaudet i Micheline Scholl nie są po jego stronie. Należało uśpić ich czujność.
− Dobrze, usiądę z tyłu na widowni, żeby nie przeszkadzać – odpowiedział, udając, że de Burre go przekonał.
Aktorzy poszli z powrotem na scenę i znowu zaczęła się próba. Jeanine i Madeleine zostały same w garderobie.
− Po co ten Mauvoisan przyszedł do teatru? – zapytała ciotka znienacka.
− Nie wiem – Madeleine próbowała zachować zimną krew.
− To z twojego powodu – wyczuła instynktownie ciotka.
Madeleine wiedziała, że to niemożliwe, by ciotka coś wiedziała o ich planie spotkania. Postanowiła kłamać.
− Nie rozumiem, dlaczego tak sądzisz? – brnęła, odgrywając zdziwienie.
− Madeleine, nie udawaj głupiej. Widziałam, jak tańczyliście – rzuciła ciotka ostro.
− Sama mi ciocia mówiła, że nie jestem partią dla Dominika de Mauvoisana. On był tylko miły, nic poza tym. Nie chcę sobie zawracać nim głowy. Myślę, że ja go też specjalnie nie interesuję. – Madeleine zdecydowała użyć do obrony argumentów ciotki.
Udało się. Jeanine Gaudet zamilkła, bo takie jasne zajęcie stanowiska całkowicie ją zaskoczyło. Czyżby Madeleine zrozumiała jej obawy? Nie miała wyjścia, musiała jej zaufać. Nie mogła przecież zamknąć dziewczyny w domu.
reklama
Madeleine swoimi słowami uspokoiła ciotkę i mogła codziennie jeździć do teatru z nowymi kostiumami. Jak tylko kończyła pracę z aktorami, składała ubrania do samochodu i biegła do bistra po drugiej stronie ulicy, żeby spotkać się z Dominikiem. Wypijali kawę, zjadali po rogaliku i po godzinie się rozstawali. Godzina niewyjaśnionej nieobecności nie zwracała niczyjej uwagi. Zawarli umowę, że nie będą prowokować otoczenia. Zbliżała się jednak premiera i obawiali się, że wkrótce skończą się spotkania w bistro. I co dalej? Niezamierzenie z pomocą przyszedł de Burre, prosząc Jeanine Gaudet, żeby przychodziła do teatru także po premierze. „Zawsze jest coś do roboty – argumentował – a to komuś pęknie kostium, a to trzeba podszyć jakąś oderwaną falbankę”. Jeanine chętnie przyjęła tę propozycję, bo była to szansa, żeby dać zatrudnienie Madeleine, w ten sposób ona sama mogła dalej szyć dla swoich najbardziej wiernych klientek i nie tracić szans na nowe zlecenia. Madeleine powoli zaczęła wierzyć, że los jej sprzyja. Była szczęśliwa, że mogła kontynuować spotkania z Dominikiem. Fakt, że ciotka zgodziła się, żeby po premierze wypełniała drobne zadania w teatrze, dowodził, że nic nie podejrzewała.

Dominik… Uwielbiała te spotkania w bistrze, już od rana była w dobrym nastroju, ciesząc się na tę jedną godzinę. Z zamiłowaniem zapadała się w jego niebieskich oczach, wpatrywała się w jego arystokratyczne rysy twarzy i dyskretnie sprawdzała, czy udało mu się dobrze posmarować włosy pomadą, żeby ujarzmić niesforne loki. Lubiła go za to, że jej słuchał, nie krytykował, nie wyśmiewał. Nareszcie znalazła kogoś, kto poważnie potraktował jej pytania na temat Pustelni parmeńskiej. Opowiadała mu o madame Menieure, o jej opowieściach o fioletowych polach w Prowansji, o wyższości kultury francuskiej nad innymi. Dominik podzielał zdanie guwernantki, że fioletowe pola to coś szczególnego. O wyższości kultury francuskiej nad wszystkim innym nie był specjalnie przekonany. Podobało się jej, że w jego świecie nie było lepszych i gorszych, każdy miał równe prawo do życia. Cały czas się śmiała, kiedy coś opowiadał. Czasami były to poważne przeżycia, ale sposób, w jaki o nich mówił, był przepełniony autoironią i dystansem, dzięki czemu nawet najbardziej ponure historie stawały się humorystycznymi anegdotami. Dominik okazywał, że Madeleine mu się podoba. Czasem w rozmowie głaskał jej rękę i mówił o nieskazitelnej skórze. Innym razem, muskając włosy, dotykał niby przez przypadek twarzy i wtedy mówił o jej urodzie. Najbardziej fascynowało oboje, że ich oczy były w takim samym intensywnie niebieskim odcieniu, jakby byli rodzeństwem. Madeleine przyłapywała się coraz częściej na tym, że subtelne dotknięcia Dominika wywoływały w niej pożądanie bliższego kontaktu. Zdecydowanie był kimś, kto ją oczarował.
Ciotka przywitała ją niecierpliwymi pytaniami, gdzie się tak długo podziewała. Madeleine tłumaczyła się nieskładnie, kiedy ciotka podała jej otwartą kopertę – list z Warszawy. Wzięła go do ręki, trzęsąc się z przejęcia. Nadal pisywała listy, ale bardziej dla uspokojenia sumienia niż z wiarą, że dostanie odpowiedź. Minęło już prawie dziesięć miesięcy, od kiedy rozmawiała z ojcem. Więc jednak to coś dało! Dobrze, że nie poddała się własnym wątpliwościom. Przeszył ją cień niepokoju. Powrót do Warszawy? A co wtedy z Dominikiem?
Rozpoznała pismo ojca. Jej uwagę zwróciło to, że niektóre zdania albo wyrazy były przekreślone czarnym tuszem.
− Otwarta koperta? Co znaczą te przekreślenia? Przecież tego nie można odczytać – była wyraźnie poirytowana.
− Cenzura – odpowiedziała sucho ciotka.
− Cenzura? Czy to znaczy, że ktoś obcy odtworzył list, przeczytał i zrobił skreślenia? – ciotka skinęła głową.
− Ciociu, czy w Polsce jest tak źle? – jej głos nabrał histerycznego tonu.
− Czytaj – rozkazała ciotka.

Droga Magdaleno,
dziękujemy za list. U nas wszystko dobrze. Pracuję teraz u piekarza Borowskiego, tego na rogu ulicy. Romek rozwozi ziemniaki od rolników do warzywniaków. Mama sama prowadzi dom, wiesz, gotowanie i pranie. Pewnie niedługo wyprowadzimy się z mieszkania na Miodowej. Mam wrażenie, że nas zapominasz. Pisz częściej, co u Ciebie słychać.
Pozdrowienia
Ojciec
− To wszystko? – Ani słowa o powrocie. I to „pisz częściej”. Nic nie rozumiem – jej rozczarowanie sięgnęło zenitu. Łzy popłynęły strumieniami.
− Nie płacz, też nic nie rozumiem – uspokajała ją ciotka. Chciała podnieść Madeleine na duchu, ale też była bezradna.
− Ale co to znaczy „pisz częściej”? Czy moje listy nie dochodzą? – siostrzenica próbowała zrozumieć to, co przeczytała.
− Prawdopodobnie nie.
− Ojciec pracuje u piekarza, Romek rozwozi ziemniaki, a mama sama robi pranie! Co się tam dzieje? Zamierzają opuścić mieszkanie. Dlaczego? – szukała wyjaśnienia.
− Nie pytaj mnie! Skąd mogę to wiedzieć? – ciotka była bezsilna wobec jej dociekań.
− Nie wytrzymam tak dłużej! Co mam robić? Wracać? – Madeleine głośno szlochała.
− Przecież ojciec nic nie mówi o powrocie!
− W ogóle nic nie mówi! Ten list jest tak bezosobowy jakby nie do mnie!
Jej ciałem wstrząsały spazmy, ciotka przytuliła ją do siebie i próbowała pocieszyć.
− Proszę, nie płacz. To nic nie da. Dopóki nie dostaniesz wyraźnego polecenia powrotu do Warszawy, pozostaniesz tutaj. Przecież nie jest ci tutaj tak źle – Jeanine tłumaczyła z cierpliwością. − Madeleine, oni są w nadzwyczajnej sytuacji. Twój ojciec jest serdecznym człowiekiem. Jeżeli jest tak zdawkowy, to coś jest nie w porządku. Musimy być cierpliwe. Pisz nadal listy, jakby się nic nie stało. Któregoś dnia wszystko się wyjaśni.
− Któregoś dnia! − żachnęła się Madeleine. − Moje życie płynie, chcę wiedzieć, jaka będzie moja przyszłość. Nie mogę czekać w nieskończoność! Albo wracam do Polski, albo buduję swoje życie tutaj.
− Co się z tobą dzieje? − tym razem nie wytrzymała ciotka Jeanine. − W Polsce jest wojna. Widzisz, że nie wiedzie im się dobrze. Jak możesz być tak egoistyczna!
− To nie jest egoizm! – krzyczała Madeleine. – Chcę po prostu wiedzieć, co mam robić!
Wieczorem, już uspokojona, napisała odpowiedź.
Co w następnym odcinku: Kiedy odłożyła pióro, poczuła, że jej słowa lecą w pustkę, jakby nikt na nie czekał. Madeleine przez chwilę siedziała w ciemności. Czy dostanie odpowiedź? A jeśli tak, czy będzie tą, której pragnie czy tą, której się najbardziej boi?

Inne odcinki powieści i teksty Katarzyny Poznakow znajdziesz tutaj
Książka „Jedwabne nici” tutaj
E-book „Jedwabne nici” tutaj
Zarejestruj się i opisuj swoje podróże

Komentarze