Jedwabne nici, odcinek 16, Paryska lekcja odwagi
I Pożegnanie z Europą,
Rozdział 3 Zapach lawendy,
Co w tym odcinku:
W cieniu Wieży Eiffla Magdalena czuje się mała i zagubiona. Kilka godzin później — silna i pełna wiary. Wśród monumentalnych budowli, eleganckich ulic i gwaru kawiarni odkrywa coś, czego nikt nie nauczył jej w domu: że talent może być przepustką do innego życia.
Zarejestruj się i opisuj swoje podróże
Magdalena stała przed wieżą Eiffla i z zaciekawieniem przyglądała się budowli. Zadzierała głowę do góry, żeby dojrzeć wierzchołek. Kilkoma kreskami naszkicowała w bloku jej kształt. Pamiętała z dzieciństwa ilustracje wieży i swoje zafascynowanie, teraz ogarniały ją mieszane uczucia. Ogrom i majestatyczność budowli imponowały, była to najwyższa wieża, jaką do tej pory widziała, jednak konstrukcja sprawiała na niej ponure wrażenie. Była zbudowana z grubych metalowych prętów i pomalowana na bury kolor, po prostu przytłaczający kolos. Wstydziła się przyznać do swojego zdania, żeby nie wyjść na prowincjuszkę. Dyskretnie wypytywała ciotkę, żeby poznać jej opinię. Ciotka bez ogródek stwierdziła, że budowla może się jej nie podobać, bo nie zna z Polski tego rodzaju konstrukcji, ale jest to nowoczesna architektura i nie ma o czym dyskutować. Magdalena nadal wierciła pytaniami ciotce dziurę w brzuchu. Janina w końcu ucięła dyskusję i zaproponowała, żeby poszły w stronę Łuku Triumfalnego, zapewniając, że ten na pewno się jej spodoba.
Szły ulicami, mijając wysokie domy. Magdalena przypatrywała im się z zachwytem. Co było w nich niezwykłego? Te wysokie i smukłe okna? Tynk w kolorze ochry? Czy może te starannie przycięte drzewa wzdłuż ulicy? Każdy szczegół chłonęła jak gąbka. Myślała o warszawskich domach, które nie były takie strzeliste, za to bardziej rozległe, okna też były szersze i nie tak wysokie. Paryskie domy wyglądały tak, jakby rwały się gdzieś do góry, te warszawskie pozostawiały wspomnienie przysadzistych gmachów.
reklama
Jak tylko dotarły do celu, Magdalena zajrzała do przewodnika: „Łuk Triumfalny wybudowany ku czci Napoleona na wzór łuków budowanych dla cesarzy rzymskich”. Z badawczą uwagą przyglądała się płaskorzeźbom zdobiącym obiekt i skrupulatnie odnajdywała opisy w przewodniku. Stanęła plecami do łuku, spojrzała w stronę Pól Elizejskich i instynktownie wyrwał się jej krótki okrzyk zachwytu. W lot pojęła, dlaczego postawiono go właśnie w tym miejscu. Przed nią rozciągała się szeroka aleja ze starannie przyciętymi drzewami. W dali ulica kończyła się placem. Za strefą drzew stały eleganckie, strzeliste domy z podłużnymi oknami. Zastanawiała się, co czuł Napoleon, kiedy tutaj stał. Na pewno triumf, że to miejsce należy do niego. Fakt, że ona, Magdalena Reck, syci się tym samym widokiem, co Napoleon, wypełniał ją bezbrzeżną radością. Uśmiechała się do własnych myśli i rysowała pospiesznie, żeby oddać atmosferę tego miejsca. Obiecała rodzicom, że będzie prowadzić dziennik podróży, jednak zamiast tekstu, będą rysunki. Chciała, żeby Pola Elizejskie też im się spodobały. Następnym celem turystycznym były Ogrody Luksemburskie. Jak w transie podążyła za ciotką. Łapczywa na wszelkie wrażenia wpatrywała się w każdą szybę wystawową, każdą dekorację budynku. Obie kobiety, trochę zmęczone długim marszem, zdecydowały się gdzieś odpocząć.
Usiadły pod parasolami przed wejściem do kawiarni i Magdalena zdziwiła się, że nie weszły do środka. Ciotka, obyta w paryskich zwyczajach, stwierdziła, że paryżanie chętnie siedzą na zewnątrz i plotkują. Siostrzenica grzecznie zauważyła, że dobre wychowanie nie pozwala przypatrywać się innym, a co dopiero jeszcze plotkować! Ciotka zaśmiała się serdecznie, ubawiona jej uwagą, odpowiadając, że tutaj przychodzi się po to, żeby łamać zasady dobrego wychowania. Magdalena przyglądała się jej przez chwilę i pomyślała, że do tej pory nikt z nią nie rozmawiał w taki sposób. Poczuła się dorosła. Nasunęło się jej wspomnienie warszawskich wypadów z ciotką do kawiarni. Wtedy też − mimo swego dziecięcego wieku − czuła się jak dorosła. Nie mogła oprzeć się wrażeniu, że ciotka traktuje ją poważniej niż inni. To pewnie dlatego zawsze tak chętnie szukała jej towarzystwa.

Ciotka zamówiła kawę ze śmietanką i bułeczki drożdżowe, a Magdalena rysowała dalej jakieś detale drzew i ulicy. Janina, przypatrując się chwilę jej pracy, zwróciła uwagę, że na jej rysunkach dominują drzewa, pomniki i budynki, ale brakuje ludzi. Magdalena tłumaczyła się, że rysowanie ludzi wymaga dłuższej obserwacji i na ulicy nigdy by się nie odważyła tak długo w kogoś wpatrywać. Ciotka ponownie się zaśmiała, stwierdzając, że nikomu by to nie przeszkadzało. Na dowód tego zwróciła jej uwagę na atrakcyjną kobietę siedzącą nieopodal, namawiając siostrzenicę, żeby narysowała jej portret.
− Popatrz na tę kobietę w kapeluszu z woalką. Jest ładna jak aktorka. Zobacz, jak podnosi kieliszek do ust, tyle w tym gracji – zachęcała ją ciotka.
− Ciociu, boję się, że na mnie nakrzyczy, jak zauważy, że ją rysuję – przyznała z zawstydzeniem Magdalena.
− Tu możesz spróbować. Nikt nie będzie się obruszał.
− Naprawdę? – dziewczyna jeszcze raz nieśmiało spojrzała w stronę nieznajomej. Przez chwilę przyglądała się kobiecie, popijając kawę.
Nagle ośmielona zapewnieniami ciotki wzięła ołówek i zaczęła szkicować. Intensywnie wpatrywała się w ładną twarz kobiety, trochę przysłoniętą dużym kapeluszem z woalką. Uważnie obserwowała jej pełne elegancji ruchy, kiedy podnosiła kieliszek, i bez wytchnienia pędziła po papierze, jakby miał to być ostatni rysunek w jej życiu. Ciotka Janeczka w milczeniu przypatrywała się siostrzenicy. Zamówiła jeszcze po lemoniadzie. Magdalena wypiła duszkiem i rysowała dalej. W końcu dziewczyna podsunęła dzieło do oceny, w napięciu czekając na reakcję Janiny. Ciotka lustrowała dokładnie portret, nie odzywając się przez dłuższą chwilę. Magdalenę opadły wątpliwości. Może jednak nie jest tak dobra w rysunku, jak do tej pory myślała. W końcu Janina, kręcąc głową jakby z niedowierzaniem, potwierdziła, że dziewczyna ma talent. Magda widocznie zadowolona z opinii zapakowała blok i zamierzały już odjeść od stolika, kiedy nagle stanął przy nich mężczyzna towarzyszący kobiecie w kapeluszu. Magdalena, obawiając się awantury, złapała ciotkę kurczowo za rękę.
− Pani córka rysowała moją żonę. Czy mógłbym zobaczyć rezultat? – zapytał tubalnym głosem.
− To moja siostrzenica. − Ciotka swobodnie potraktowała pojawienie się mężczyzny i zwróciła do siostrzenicy: − Madeleine, pokaż panu rysunek.
Magdalena zlękniona tonem jego głosu stała bez ruchu jak skamieniała. Spostrzegłszy jej emocjonalną blokadę, ciotka Janeczka zwróciła się do niej po polsku.
− Pokaż rysunek – poprosiła łagodnie.
Dziewczyna trzęsącymi się rękoma wyciągnęła pracę. Mężczyzna przez chwilę przyglądał się rysunkowi, po czym spojrzał na nią.
− Nikt do tej pory nie zrobił tak dobrego portretu mojej żony. Czy mogę go kupić? – zwrócił się do niej z uśmiechem na twarzy.
− Nie wiem… – zaczęła Magdalena niepewnie, ale przerwała jej ciotka Janeczka, głośno oznajmiając nieznajomemu, że oczywiście, może rysunek odkupić.
− Ile płacę? – zapytał od razu, chcąc niezwłocznie dobić targu.
− Monsieur, trudno mi powiedzieć… – negocjowała ciotka.
− Dobrze. Rozumiem. To powinno wystarczyć na wsparcie młodego talentu – stwierdził mężczyzna i podał ciotce plik banknotów.
Zabrał rysunek i oddalił się z powrotem do stolika żony. Kobieta podobnie jak jej mąż najpierw uważnie oglądała portret, po czym spojrzała w stronę Magdaleny. Na jej ustach wykwitł promienny uśmiech.
− Widzisz, też jej się podoba – powiedziała ciotka, klepiąc z uznaniem Magdę po ramieniu.
Opuściły wreszcie kawiarnię i ruszyły dalej do Ogrodów Luksemburskich. Magdalena zasypała ciotkę pytaniami. Nie mogła pojąć, że niepohamowana obserwacja ludzi na ulicy, którą znała z domu jako niestosowne zachowanie, przyniosło tutaj w rezultacie pochwałę i pieniądze.
− Kim byli ci ludzie? – dociekała.
− Pewnie bogaci Amerykanie, znawcy sztuki, którzy szukają nowych talentów w Paryżu – odpowiedziała beznamiętnie ciotka, jakby zupełnie nieporuszona zajściem.

Ciotka zaproponowała, żeby wybrały się następnego dnia na Montparnasse, gdzie Magda mogłaby zobaczyć środowisko malarzy i sama przekonać się, że takie historie jak ta w kawiarni należą w Paryżu do normalności. Weszły do Ogrodu Luksemburskiego, lecz Magda nie była jeszcze gotowa go oglądać. Szukała u ciotki potwierdzenia dla swojego talentu.
− Ciociu, czy na prawdę myślisz, że mam talent?
− Tak, moja droga, masz talent. Ten obcy mężczyzna też to potwierdził.
− Może to była zwykła uprzejmość z jego strony? Może…
− Zapłacił znacznie więcej niż wymaga tego zwykła uprzejmość – przerwała Janina i dodała: − Wiesz, co ci kupimy za te pieniądze? Solidne wyposażenie malarskie: sztalugę, dobre farby, bloki.
− Czy on zapłacił aż tak dużo? – Magdalena ciągle jeszcze niedowierzała.
− Tak. Moja droga, uwierz w końcu w siebie. Masz talent!
Słowa ciotki naładowały ją niewidzialną siłą. Ogarnęła ją pewność, że mogłaby teraz podjąć każde wyzwanie. Szła w milczeniu i upajała się tym odczuciem. Mijane domy, sklepy i ludzie wydawali się jeszcze piękniejsi. Cały świat stał otworem i był pełen możliwości, które trzeba było tylko brać garściami. Skąd to uczucie siły? Dlaczego tego nie doznałam do tej pory? Wśród mijanych przechodniów usłyszała strzępy języka polskiego i myślami wróciła do rodzinnych stron. Dlaczego ani w domu, ani w szkole, nikt nic mi nie powiedział o moim talencie? Przypomniała sobie rozmowę ojca z dziadkiem w Wirach: „Magda ma talent, ale szkoda w nią inwestować, bo i tak wyjdzie za mąż, urodzi dzieci i nie będzie mogła pracować”. Jakby szukając ratunku, potwierdzała na siłę w myślach, że ojciec jest świadom jej talentu. „Ale czy to coś pomoże?” − wątpiła. W domu nie ma raczej szansy, żeby zostać malarką. Rodzice i tak się nie zgodzą. A tutaj wszyscy zdają się taki talent doceniać i popierać. Który z tych światów jest realny, a który jest tylko iluzją?
− Ciociu, w domu nikt mi nie powiedział, że mam talent, a tutaj obcy ludzie płacą za mój rysunek. Dlaczego tak jest? – skołatana własnymi myślami szukała odpowiedzi.
− To są inne światy – usłyszała prostą odpowiedź.
− Ale który jest prawdziwy?
− Obydwa. Z tą różnicą, że te światy są zamieszkałe przez różnych ludzi.
− Mnie się bardziej podoba ten świat tutaj, mimo że należę do innego – przymierzała do siebie to, co usłyszała.
− To się zdarza. Czasami ludzie są niezadowoleni z życia, wtedy decydują się na wyjazd do innego świata – odpowiedziała ciotka.
− Tak jak ty wtedy zdecydowałaś się na wyjazd do Francji.
− No właśnie, podobnie – zakończyła z uśmiechem.
Co w następnym odcinku:
Dwa światy — ten, z którego Magdalena przyjechała i ten, który właśnie ją przyjął — ścierały się w jej myślach. W głowie pulsowało jedno pytanie: jeśli Paryż potrafi zobaczyć we mnie artystkę… to kim jestem naprawdę?

Inne odcinki powieści i teksty Katarzyny Poznakow znajdziesz tutaj
Książka „Jedwabne nici” tutaj
E-book „Jedwabne nici” tutaj
Zarejestruj się i opisuj swoje podróże

Komentarze