Jedwabne nici, odcinek 17, W objęciach paryskiej elegancji
Jedwabne nici,
I Pożegnanie z Europą,
Rozdział 3 Zapach lawendy,
Co w tym odcinku:
Magdalena trafia do świata, który pachnie lawendą, perfumami i świeżo skrojoną tkaniną. W paryskim mieszkaniu ciotki Jeanine każdy pokój jest jak osobna kraina zmysłów, a butik przy Trocadero — jak brama do nowego życia. To tutaj młoda dziewczyna po raz pierwszy zobaczy, jak wygląda kobiecość, styl i wolność, o których w domu nikt nie mówił.
Zarejestruj się i opisuj swoje podróże
Ciotka Janeczka, którą Magdalena znała jako Janinę Podraziankę, nazywała się we Francji madame Jeanine Gaudet i była żoną niejakiego monsieur François Gaudeta. Magdzie nie przeszkadzało, że wuja François nie było w domu, kiedy przyjechała do Paryża. Podobno przebywał w interesach w Bretanii. Chciała nacieszyć się przede wszystkim ciotką, odrobić rozmowami te lata, kiedy się nie widziały.
Aktualne wycieczki (link afiliacyjny Wakacje.pl)
Z dworca przyjechały do okazałego mieszkania państwa Gaudetów położonego przy bulwarze Sekwany. Duże podłużne okna salonu wychodziły na rzekę. Ściany i sufit zdobiła sztukateria, lekkie meble w ludwikowskim stylu, grube perskie dywany i kominek uzupełniały elegancki wystrój. Ciotka przydzieliła Magdalenie pokój z widokiem na Sekwanę. Sztukateria na jasnych seledynowych ścianach, białe meble i koronkowe firanki sprawiały, że Magda czuła się jak królewna. Największe wrażenie robił na niej „pokój kąpielowy”. W domu, w Polsce łazienka była niewielkim funkcjonalnym pomieszczeniem, w którym czasami brała kąpiel. Stał tam metalowy piecyk z grubą rurą sięgającą do sufitu, na którym nagrzewano wodę w tym celu. Najczęściej jednak kucharka przynosiła jej do pokoju miskę i dzbanek z ciepłą wodą. To była cała jej toaleta.
Pokój kąpielowy ciotki Jeanine był zmysłowym rajem. W dużym pomieszczeniu z oknem na podwórko królowała wielka wanna. Na ścianie wisiały dwa duże lustra, pod nimi zaś umocowano dwie umywalki. Naprzeciwko stała komoda, a obok ustawiono rozłożysty wiklinowy fotel. Pod ścianami stały niskie regały, na których piętrzyły się sterty ręczników. Ściany wyłożone były małymi kwadratowymi kafelkami wielkości mozaikowych kamyków. Przez białą mozaikę ciągnął się na wysokości luster delikatny bladoniebieski wzór. Całe wyposażenie było białe, nawet ręczniki. Jedyny kontrast stanowiła mosiężna armatura, kilka roślin doniczkowych, flakoniki perfum i słoiczki kremów na komodzie. Najbardziej działały na nią lilie w wysokim wazonie – wyglądały jak eteryczna kobieca postać z secesyjnego obrazu, a przy tym wydzielały tak odurzającą woń, że odejmowały wszelką zdolność myślenia. Magdalena uwielbiała brać kąpiel w ogromnej wannie, po czym zstąpić na biały dywan kąpielowy, sięgnąć po puszysty ręcznik, wciągnąć w nozdrza zapach lilii, żeby na koniec opaść na wiklinowy fotel i sięgnąć po łyk orzeźwiającego napoju.

Wizyta w pokoju ciotki była wyprawą do kolejnej krainy zmysłów. Z pozoru zdawał się skromnie wyposażony. Całość umeblowania stanowiły łóżko, sekretarzyk, foteliki i toaletka. Nie było tu nawet szafy, za to w ścianę wbudowano dyskretne drzwi. Za nimi rozpościerało się następne pachnące królestwo – garderoba. Magda czuła się tutaj jak w powiększonej szafie – po obydwu stronach pokoju od sufitu do podłogi tylko półki i wieszaki. Na ścianie naprzeciwko okna znajdowało się lustro wielkości człowieka. W osobno wydzielonych segmentach wisiały płaszcze, żakiety, spódnice, sukienki, bluzki i garderoba wieczorowa. Na półkach leżały starannie złożone swetry, szale, nocne koszule, halki, pończochy. Na najwyższych półkach było miejsce pudeł z kapeluszami, zaś na podłodze od okna do lustra ciągnął się szereg stojaków z butami różnych kolorów i fasonów. Przy wejściu do garderoby czuło się przyjemny, lecz trudny do zidentyfikowania zapach. Dopiero przejście wzdłuż segmentów z ubraniami dawało odpowiedź. Swetry pachniały lawendą. Szale, chustki nasycone były perfumami o kwiatowych zapachach. Bluzki były wypełnione subtelnym zapachem mięty. Płaszcze pachniały jakimś nieznanym jej zapachem.
Letnią i zimową garderobę rozpoznawała po fakturze materiałów i kolorach. Ciemne płaszcze, spódnice czy swetry z grubej wełny były przeznaczone na zimę. Jasne, lekkie, wzorzyste, kolorowe ubrania były na lato. Najdelikatniejsza była garderoba wieczorowa. Z błyszczącego przezroczystego materiału, lekka jak piórko. Magdalena mogła godzinami podziwiać ubrania – ich krój, kolor, teksturę. Po raz pierwszy uświadomiła sobie, że piękno sukienki zależy także od tego, jak została uszyta. Dzierganie, które znała ze szkoły, było czymś nudnym, żmudnym i pozbawionym jakiejkolwiek fantazji. Opowiedziała ciotce o swoich doznaniach, ta była wyraźnie z tego zadowolona i zaprowadziła ją do garderoby wuja François. Magdalena od razu zauważyła różnicę. Po pierwsze panował tu zdecydowanie inny zapach – nic z kwiatowych niuansów, przypominał bardziej wodę kolońską ojca. Po drugie ubrania były przeważnie w ciemnych kolorach. Przeglądała i dotykała garnitury, zdumiona tym, ile odcieni mogą mieć kolory granatowy, szary czy brązowy.
Zarejestruj się i opisuj swoje podróże
Któregoś ranka Magdalena leżała jeszcze w łóżku, delektując się swoim seledynowym pokojem, kiedy usłyszała pukanie do drzwi i w pokoju pojawiła się ciotka, zapowiadając, że dzisiaj muszą pójść do jej butiku.
Magdalena posłusznie poddała się poleceniom i pospiesznie uporała z poranną toaletą. W kuchni śniadanie stało już na stole. Upiła łyk kawy, przełknęła kilka kęsów bułeczki drożdżowej i poszła do pokoju ciotki. Zobaczyła uchylone drzwi do garderoby. Zapukała. Zastała ciotkę stojącą w halce, z nogą opartą na taborecie i zapinającą pończochę na żabki.
Magdalena przyglądała się jej. Była to już kobieta lekko po czterdziestce, ale w porównaniu z matką wyglądała znacznie młodziej, raczej średniego wzrostu, o szczupłej sylwetce. Starannie ufarbowane włosy upinała w kok, odsłaniając owalną twarz o regularnych rysach. Ciotka miała wyraźnie pomalowane rzęsy, usta podkreśliła szminką w odcieniu makowej czerwieni. Sięgnęła właśnie po szary kostium z cienkiej wełny i powiesiła gdzieś na wieszaku. Przebierała wśród rozłożonych akcesoriów, szukając pasującego kapelusza. Z gracją podpięła pończochy. Gotowa do wyjścia w kostiumie, niewielkim kapeluszu z długimi biało-czarnymi piórami i czerwonymi ustami robiła wrażenie dystyngowanej damy. Magdalena przyglądała się jej jak zauroczona. Chciała być taką kobietą jak ona.

Madame Jeanine Gaudet była właścicielką butiku z ekskluzywną garderobą damską. Na drodze od Trocadero do Łuku Triumfalnego każda paryżanka musiała chociażby na krótko zajrzeć do madame Jeanine, żeby zobaczyć, co nowego wisi na wieszakach. Madame zatrudniała dwie panny, które pomagały w obsłudze klientek. Jej specjalnością były gotowe modele uszyte według najnowszych trendów. Klientka wchodziła do sklepu, wyszukiwała z pomocą obsługi jakiś model dla siebie i przymierzała. Jeżeli znajdowała swój rozmiar, nabytek zostawał od razu dostarczony na adres domowy. Jeżeli nie, klientka otrzymywała w przeciągu kilku dni kopię upragnionego modelu w swoim rozmiarze. Klientki mogły od razu zobaczyć gotowy model, ocenić, czy kolor i krój im odpowiadają, bez udręki wybierania materiału z krawcową, wyboru fasonu i przymiarek. W ten sposób madame Jeanine przyciągała młode zamożne kobiety, które chciały jak najszybciej być modnie ubrane. Drugą grupę jej klientek stanowiły panie, które chętnie poddawały się procedurze wyszukiwania stosownego modelu, wyboru materiału i przymiarek. Stanowiły one przeciwieństwo pierwszej grupy, co prawda zamożne, ale już niemłode, bardziej zorientowane na własny styl niż na nowości.
reklama
Madame Jeanine w ciągu dnia pracowała w sklepie. Po zamknięciu zasiadała w pracowni na tyłach butiku i studiowała magazyny mody. Wybierała i projektowała modele, sama kroiła i szyła prototypy, po czym przygotowany materiał wraz z instrukcjami oddawała do szycia chałupniczym krawcowym. Jej system funkcjonował, bo dobrze znała środowisko i wiedziała, na której krawcowej może polegać. Poza tym miała znakomite referencje, bo na początku, po przyjeździe do Paryża, przez jakiś czas pracowała jako krawcowa u madame Chanel. Podczas przymiarek osobiście dokładała ręki do procesu szycia, korygując modele. Klientki widziały ją tylko doradzającą w sklepie, bez świadomości, jak działał ten system. François Gaudet, działając dyskretnie w tle, nie tylko pomógł żonie znaleźć solidnych dostawców materiałów, lecz także przywoził nowinki tekstylne. Młode klientki ceniły styl i wyczucie mody madame Jeanine, panie w średnim wieku – solidność jej krawiectwa.
Przed wejściem do sklepu ciotka Jeanine zatrzymała Magdalenę, instruując ją, jak się ma zachowywać.
− Przedstawię cię jako mademoiselle Madeleine Reck. Musisz się przyzwyczaić, że moje panny będą cię nazywać mademoiselle Madeleine – zakomunikowała stanowczo. – Zawsze, kiedy ktoś będzie przy nas, będę rozmawiać z tobą po francusku. Ty musisz mi też odpowiadać po francusku. Jest wysoce niekulturalne w takiej sytuacji mówić po polsku, bo ludzie mogą pomyśleć, że ich obgadujemy. Pamiętaj o tym!
Magdalena była przerażona, bo nie czuła, by opanowała język na tyle dobrze, żeby cały czas rozmawiać po francusku, do tego na losowe tematy. Ciotka od razu znalazła na to radę, mówiąc, że w najgorszym wypadku będzie musiała – po francusku – przeprosić obecnych i poprosić ją o pomoc. Tylko wtedy mogą zamienić kilka słów po polsku. Magdalena nabrała wątpliwości, jak sobie poradzi. Właściwie to najchętniej uciekłaby stąd, ale korciło ją, żeby wejść do tego innego świata. Z ciężkim sercem przekroczyła próg butiku.
Séverine i Marie, pannice z butiku ciotki, widząc swoją szefową, podbiegły do niej, szczebiocąc: „Bonjour, madame Jeanine!”. Ciotka, nic sobie nie robiąc z ich świergotu i pląsów powitalnych, przedstawiła siostrzenicę. Uwaga wciąż szczebiocących panien przeniosła się od razu na mademoiselle Madeleine. Chciały koniecznie wiedzieć, jak się jej podoba Paryż, lecz madame Jeanine, słysząc monosylabowe odpowiedzi siostrzenicy i widząc krople potu na jej czole, poprosiła je, żeby dały jej trochę czasu, zanim zacznie wyrażać opinie o Francji. Magda odetchnęła z ulgą, posyłając ciotce spojrzenie pełne wdzięczności.
Zaraz potem madame Jeanine zajęła się przeglądaniem rachunków, zamówień i nadesłanych gotowych ubrań. Sklep był jeszcze zamknięty i Madeleine mogła swobodnie się rozejrzeć. Dotykała gotowych sukni i bluzek, muskała opuszkami palców bele materiałów, zaglądała do rozlicznych skrzyneczek wypełnionych nićmi, guzikami, haftkami, tasiemkami. Nasunęło się jej wspomnienie dawnej wizyty u madame Sobniewskiej − teatralnych firanek, przyciężkich fotelików i lamp stojących. Salon ciotki Jeanine wyglądał bardziej snobistycznie i nowocześnie, był urządzony w modnym stylu art déco. Wkrótce pojawiły się klientki.
Madeleine obserwowała zamieszanie wywołane radosnym podekscytowaniem z powodu oglądania i przymierzania ubrań. Kilka razy została przedstawiona klientkom zainteresowanym jej osobą. Zadawały te same pytania, w związku z czym po jakimś czasie potrafiła płynnie na nie odpowiedzieć. Wsłuchiwała się w rozmowy i niekiedy udawało się jej pomóc poprzez podanie poszukiwanych szpilek czy nici.
Co w następnym odcinku:
Magdalena stała w butiku, wciąż czując na sobie spojrzenia Séverine i Marie. Jeszcze nie przeczuwała, że właśnie tutaj zaczyna się jej własna historia.

Inne odcinki powieści i teksty Katarzyny Poznakow znajdziesz tutaj
Książka „Jedwabne nici” tutaj
E-book „Jedwabne nici” tutaj
Zarejestruj się i opisuj swoje podróże

Komentarze