Jedwabne nici, odcinek 19, Prowansalskie lato
I Pożegnanie z Europą,
Rozdział 3 Zapach lawendy,
Co w tym odcinku:
Wyruszając na południe Francji, Madeleine nie spodziewa się, że ta podróż stanie się jednym z najważniejszych doświadczeń jej młodości. Wśród lawendowych pól, pod platanami i nad granatowym morzem odkrywa nie tylko Prowansję, lecz także kierunek, w którym chce podążać.
Na wyprawę do Prowansji wyruszyły samochodem w sierpniowy poranek. Celem było Aix, gdzie wujostwo posiadało dom letniskowy, ale umówiły się, że będą się zatrzymywać tam, gdzie im się spodoba. Początkowo jechały monotonną doliną Rodanu, a nizinny pejzaż niewiele różnił się od płaskich pól Mazowsza. Wyblakłe żółtozielone pola zdawały się ciągnąć w nieskończoność, krajobraz zmieniał się dopiero w miarę drogi na południe. Zaczynały dominować falujące pagórki, powoli znikała też wypłowiała żółć, zastępowana zielenią i łagodnymi brązami. Późnym popołudniem zatrzymały się w Montélimar, gdzie ciotka namówiła Madeleine na spróbowanie nugatu – miejscowej specjalności, która według obiegowej opinii miała być czymś najlepszym na świecie. Pałaszując kremowy specjał, przypomniała sobie nugat babci Marii, konstatując z zawstydzeniem, że ten francuski bardziej jej smakuje.
Zarejestruj się i opisuj swoje podróże
Następnego dnia zostawiły za sobą Montélimar i kontynuowały podróż wzdłuż Rodanu. Madeleine koniecznie chciała zahaczyć o Awinion, żeby zobaczyć średniowieczną stolicę papiestwa, którą tak dobrze pamiętała z lekcji historii. Kiedy przechadzała się po słynnym moście, z którego pozostały tylko cztery przęsła, w uszach dzwoniła jej piosenka Sur le pont d’Avignon[1], którą często śpiewała jako dziecko z madame Menieure. Późnym popołudniem dotarły wreszcie do Aix. Jadąc powoli platanową aleją Mirabeau, Madeleine podziwiała wytworne pałacyki i eleganckich przechodniów. Wkrótce opuściły centrum miasta i podążając wąską drogą wśród pagórków, pokonywały ostatni etap podróży.
− Góra Sainte-Victoire, ulubiony motyw Paula Cézanne’a. Aix było miastem tego malarza. Jesteśmy prawie na miejscu – komentowała ciotka widok widocznej w oddali góry.

Dom stał na wzgórzu. Od drogi dzielił go płot uformowany przez starannie przycięty bukszpan, podjazd był wysypany drobnym żwirem. Kiedy podjechały, ciotka przez chwilę szukała w torebce kluczy, a skoro tylko wniosły bagaże, od razu poleciła otworzyć wszystkie okna. Madeleine przystanęła na moment i zaciągnęła się zapachem tego wnętrza. Poczuła woń drewna i mieszanki ziół, jakby ktoś suszył je w domu. Chodziła od pokoju do pokoju, otwierając okiennice. Znowu te duże okna do samej podłogi, każde jak szklane drzwi do ogrodu. Dom prezentował się przytulnie, bez wielkomiejskiego snobizmu i elegancji. Łazienka z drewnianą wanną i małą umywalką wyglądała nad wyraz skromnie w porównaniu z paryskim „pokojem kąpielowym”. Była przekonana, że na taki zbytek jak garderoba nie ma tu na pewno miejsca. Nic z tego! Jeden z pokoi był zastawiony regałami na ubrania i tym samym spełniał rolę letniskowej garderoby. Krążąc po salonie, znalazła między oknami wyjście do ogrodu. W cieniu rozłożystych platanów zobaczyła drewniany stół i kilka krzeseł. Ogromne liście użyczały przyjaznego cienia. Usiadła i wstrzymała oddech. Przed nią rozpościerał się przesycony światłem widok na miasto w dolinie, a w tle okazale górował szczyt Sainte-Victoire. Przyglądała się, jak na otaczających wzgórzach mieszały się fiolet lawendy, żółć słoneczników i dojrzała zieleń ziół. Wyciągnęła się na krześle i patrzyła przed siebie, chłonąc urodę tego miejsca. Zanurzyła się w myślach, wspominając obrazy Prowansji, które kiedyś pokazywała jej madame Menieure. Guwernantka miała wówczas rację – Prowansja była najpiękniejszym miejscem na świecie.

reklama
Nazajutrz, zaopatrzone w koszyk z prowiantem i pled, wybrały się na wędrówkę po okolicy. Nie zaszły daleko – Madeleine szybko znalazła miejsce, gdzie ustawiła sztalugę i zaczęła malować. Zachłannie chłonęła widok i kładła pospiesznie farby na płótno, jak gdyby pejzaż miał się za chwilę rozwiać niczym mgła. Jak okiem sięgnąć, wszędzie było widać lawendowe pola. Opowieści z dzieciństwa o Prowansji stały się odurzająco wonną rzeczywistością. Znowu próbowała sobie przypomnieć, jak wyobrażała sobie tę okolicę jako dziecko; z lubością poddawała się swoim doznaniom, a oszalały mózg wysyłał bezustannie komunikat: „Jest jeszcze ładniej niż sądziłaś!”. Czas zdawał się stać w miejscu. Ciotka Jeanine wylegiwała się na pledzie i uważnie obserwowała malarskie poczynania siostrzenicy. Nie miała cienia wątpliwości, że Madeleine jest utalentowana i że powinna szukać szczęścia w tym kierunku.
Wieczorem przy kolacji, popijając wino, rozmawiały o wrażeniach z całego dnia. Ciotka, słysząc po raz setny, jak Madeleine podobają się fioletowe pola lawendy, stwierdziła, że Prowansja ma więcej do zaoferowania, na przykład fantastyczne wybrzeże Morza Śródziemnego. Madeleine odpowiedziała z zawstydzeniem, że jeszcze nigdy nie widziała morza, licząc, że może uda się zorganizować taką wyprawę. Ciotka w jednej chwili wyczuła jej chęci i zakomenderowała, że jutro wybiorą się nad morze.
Następnego dnia wyruszyły z samego rana. Jechały powoli, delektując się chłodem poranka. Upał miał dać się we znaki dopiero za jakiś czas. Droga prowadziła wśród pagórków i pól lawendy. Jej cierpki zapach wybijał się najbardziej, chociaż wkoło rosły też rozmaryn i tymianek. „Właściwie fioletowy kolor lawendy nie pasuje do lata – myślała Magdalena. – Fioletowy jest kolorem zimy”. Tutaj, w pejzażu zdominowanym gorącem, był jak kostka lodu na rozgrzanym ciele – wywoływał złudzenie chłodu.
Dotarły do celu pod wieczór i zatrzymały się w niewielkim hoteliku nieopodal plaży. Mimo zmęczenia podróżą pobiegły nad morze, gdzie szybko znalazły malowniczą zatokę z dziką plażą. Madeleine stanęła oniemiała – całą przestrzeń po horyzont wypełniała granatowa otchłań. Masy wody zadawały się pełznąć w stronę lądu, niewielkie fale uderzały o brzeg. Rozważała, co by było, gdyby siła, która powstrzymywała wodę przed niekontrolowanym wtargnięciem na ląd, nagle przestała działać. Natura była czymś wielkim, wywoływała strach i zachwyt zarazem.
Zarejestruj się i opisuj swoje podróże
− Ciociu, wiem, nic specjalnego nie robimy. Trochę jeździmy po okolicy, trochę rozmawiamy, trochę maluję. A czuję się taka szczęśliwa. Tak mi się wszystko podoba – Madeleine próbowała opisać swój stan.
− Cieszę się. Wiesz, właściwie nie trzeba robić nic specjalnego w życiu, żeby być szczęśliwym. Trzeba tylko robić to, co się naprawdę chce robić.
− Tak, to prawda – rzekła Madeleine. – Jak ciebie słucham, to wszystko wydaje się takie proste.
− Jak się idzie prostą drogą, to się jest szczęśliwym. Najpierw trzeba jednak tę drogę znaleźć. I to jest faktycznie trudne – oznajmiła ciotka. − Myślę, że byłaś tu, we Francji, kilka razy na swojej prostej drodze. Robiłaś, co chciałaś, nie musiałaś się ciągle zastanawiać, czy twoje postępowanie komuś przeszkadza. Bez tego uczucia, że trzeba ciągle usprawiedliwiać własne czyny, żyje się łatwiej.
− Czy myślisz, że znalazłam swoją prostą drogę? – ciekawiło ją.
− Jeszcze nie. Doświadczyłaś jedynie tego, co oznacza być na niej. Tej drogi szuka się latami. Są ludzie, którzy jej nigdy nie znajdują.
− A ty, ciociu? Znalazłaś już swoją?
Ciotka zamyśliła się przez chwilę.
− Tak. Znalazłam ją – odpowiedziała zdecydowanie. − Mam od czasu do czasu momenty zwątpienia. Ale to tylko stres, który mi odbiera pewność siebie.
− Trudno mi to zrozumieć, ciociu. Mieszkasz w obcym kraju, masz męża, ale on nie jest cały czas z tobą. Nie masz dzieci. Ciężko pracujesz. Wszystko jest inaczej niż się oczekuje – Magdalena opisywała świat ciotki.
− Czy inaczej znaczy gorzej? – ciotka popatrzyła na nią z powagą, oczekując jej opinii.
Madeleine wychwyciła jej spojrzenie i ucichła na chwilę, zastanawiając się nad odpowiedzią.
− Masz rację, inaczej nie znaczy gorzej – odparła wreszcie.
Rozmowa nagle się urwała i zatrzymały się, obserwując, jak słońce powoli znikało za horyzontem.

Nadszedł czas powrotu do Paryża. Ponownie jechały tą samą drogą, tyle że na północ. Ciotka prowadziła samochód, Madeleine przeglądała rysunki i akwarele, myśląc, że na pewno zrobią wrażenie na Zuzie. Na dnie teczki leżały szkice sukienek i bluzek. Rozważała, czy powinna je pokazać, czy nie. Czy Zuza zrozumie, że projektowanie ubrań to też moment kreacji? No, Zuzie może je pokazać, ale rodzicom lepiej nie. Musiałaby zbyt dużo tłumaczyć. Postanowiła, że po powrocie do domu musi z nimi otwarcie porozmawiać o planach na przyszłość. Musi zrobić maturę, żeby pójść na Akademię Sztuk Pięknych. Jej drogą jest malarstwo, a może i projektowanie przedmiotów. Ale nie ma co mówić o tym za wcześnie. Ważne, żeby rodzice wyrazili zgodę na Akademię. Chce przeżyć wielką, romantyczną miłość, nie wychodzić za mąż zaraz po szkole. Spotkać kogoś takiego jak Dominik de Mauvoisan. Jak Dominik de Mauvoisan? Dlaczego jak Dominik de Mauvoisan? Nie potrafiła sobie tego wytłumaczyć.
Aktualne wycieczki (link afiliacyjny Wakacje.pl)
Ciotka wyrwała ją z zamyślenia.
− Jak dojedziemy do domu, to będziesz miała w końcu okazję poznać wuja François – zapowiedziała oficjalnie ciotka.
− Cieszę się na to spotkanie – odpowiedziała grzecznie.
− Muszę cię uprzedzić. Wuj François robi w pierwszym kontakcie wrażenie surowego człowieka. Nie poddawaj się temu. On jest dobry i serdeczny, niechętnie jednak to okazuje – ciotka na zapas tłumaczyła wuja.
− Co mam robić? – czuła się lekko zdezorientowana jej zapowiedzią.
− Nic nie musisz robić. Lecz nie oczekuj emocjonalnej wylewności. Będzie zapewne bardzo poprawny i trochę sztywny.
− Ach, ciociu, to mi nie przeszkadza – zapewniła. Zamierzała powtórnie zająć się własnymi myślami, lecz ciotka Jeanine ciągnęła dalej temat wuja François.
− Mam dla niego sporo wyrozumiałości, bo znam jego przeszłość. Wiem też, jak bardzo jest gotowy pomóc, kiedy ktoś jest w potrzebie. On był tą osobą, która pomogła mi po przyjeździe do Francji. Nie Sobniewski.
Madeleine złożyła teczkę z rysunkami i wyostrzyła słuch. Czyżby miała usłyszeć historię, która zajmowała całą rodzinę? Od początku intrygowało ją, co się wtedy wydarzyło. Nie miała jednak odwagi otwarcie zapytać.
− Tak… – spojrzała skupiona na ciotkę.
Co w następnym odcinku:
Madeleine wpatrywała się w ciotkę, czując, że za chwilę usłyszy coś, co zmieni jej obraz całej rodziny. Serce zabiło jej szybciej.
[1] Sur le pont d’Avignon – [fr.] Na moście w Awinionie.

Inne odcinki powieści i teksty Katarzyny Poznakow znajdziesz tutaj
Książka „Jedwabne nici” tutaj
E-book „Jedwabne nici” tutaj
Zarejestruj się i opisuj swoje podróże

Komentarze