Jedwabne nici, odcinek 25, „Wszystko, czego nie wolno powiedzieć”
I Pożegnanie z Europą,
Rozdział 3 Zapach lawendy,
Co w tym odcinku: Za kulisami paryskiej sceny rodzi się nie tylko nowy kostium, lecz także niepokój, który Madeleine będzie musiała ukrywać przed całym światem. Gdy Scholl odkrywa jej sekret, a wuj zaczyna planować jej przyszłość bez jej zgody, dziewczyna staje przed wyborem, którego nie chciała podejmować.
Zarejestruj się i opisuj swoje podróże
Następnego dnia przy przymiarce okazało się, że zapomniano o jeszcze jednym kostiumie − sukni wieczorowej dla głównej bohaterki; musiała być czarna, aktorka miała w niej wystąpić jako wdowa. Załatwienie tej sprawy zdawało się przerastać siły Pierre’a de Burrego. Poprosił Micheline Scholl, żeby pospiesznie ustaliła z krawcowymi, jak ma wyglądać suknia. Do teatru przyjechała jednak tylko Madeleine. Oczekiwanie na Jeanine Gaudet zabrałoby trochę czasu, a do tego za chwilę miały rozpocząć się dalsze próby. Scholl zdecydowała oddać sprawę projektu sukni w ręce Madeleine. Poprosiła aktorkę i siostrzenicę madame Gaudet do gabinetu dyrektora. Krótko wyjaśniła dziewczynie zadanie i poleciła jej naszkicowanie modelu sukni, dodając, że ma tylko pół godziny, bo potem zaczynają się próby. Madeleine, przejęta szansą, jaką dawała jej ta sytuacja, poddała się zadaniu z entuzjazmem i od razu poprosiła aktorkę, żeby się przeszła po garderobie. Gwiazda w odpowiedzi nie wykonała najmniejszego ruchu, za to pytająco popatrzyła na Micheline.
− Droga Simon, to wszystko po to, żeby zrozumieć, jaką jesteś osobą, żeby suknia idealnie pasowała do twojej osoby – Scholl usiłowała uspokoić zdezorientowaną kobietę.
− Do tego bierze się przecież rozmiary – stwierdziła tamta wyniośle.
− Zaufaj mi – poprosiła Scholl.
Madeleine wzięła blok do ręki i wprawnym ruchem nakreśliła kilka kresek, obserwując poruszającą się aktorkę. Następnie poprosiła ją, żeby usiadła i odsłoniła rękę do łokcia. Gwiazda teatralnym gestem wyrzuciła ręce w powietrze, głęboko przy tym wzdychając na znak, że jeszcze nie spotkała się z taką metodą zdejmowania miary.
Madeleine, pochłonięta rysowaniem, nie zwracała zbytnio uwagi na jej reakcje. Chciała jak najszybciej wykonać zadanie, w bistrze czekał przecież Dominik. W końcu podała projekt Micheline Scholl.
− Nieźle, nieźle – Scholl pokręciła głową z uznaniem. − Simon, popatrz. Podoba ci się ten model?
− Ależ to jest mój portret! – wykrzyknęła wyraźnie zadowolona z rysunku.
− Pytam o suknię – rezolutnie zwróciła uwagę Scholl.
− Tak, tak. Suknia jest w porządku – powiedziała, nie odrywając oczu od modelu. –
Czy mademoiselle jest malarką? – zwróciła się z pytaniem do Micheline.
− Simon, widzisz, dostaniesz suknię zaprojektowaną przez wschodzącą gwiazdę sztuki malarskiej – zakończyła z dumą Scholl, jakby chodziło o jej własną przyszłość.
Aktorka była teraz gotowa poddać się pobieraniu miary. Jak tylko Madeleine skończyła, zadowolona Simon wróciła na scenę.
− Zawieź jak najszybciej szkic do pracowni, liczy się każda godzina. Nie musisz iść do bistra. Dominik pewnie już poszedł. – rzuciła rzeczowo Scholl.

Madeleine popatrzyła na nią jak wryta.
− O czym pani mówi, madame Scholl? – udawała, że nie wie, o co chodzi.
− Madeleine, musisz wiedzieć, że mnie jest trudno zmylić. Wiesz dobrze, o co chodzi.
− Nie, nie… − twarz dziewczyny oblał rumieniec.
− Każdego dnia po wyjściu z teatru spotykasz się z Dominikiem de Mauvoisan w bistrze naprzeciwko – ciągnęła Scholl, przyglądając się reakcji Madeleine.
Madeleine myślała gorączkowo, co odpowiedzieć, lecz Scholl uprzedziła ją pytaniami.
− Czy twoja ciotka wie o tym? – zapytała jadowicie.
Struchlała. Gdyby ciotka się o tym dowiedziała, oznaczałoby to poważne kłopoty.
− Czy pochwaliłaby te spotkania? – Scholl chciała w Madeleine utwierdzić przekonanie, że robi coś niestosownego.
− Nie rozumiem, dlaczego wszyscy mają coś przeciwko Dominikowi? – wydusiła w końcu z siebie dziewczyna.
− Madeleine, nie znasz go. To jest typ szarmanckiego i bezwzględnego uwodziciela. Podobasz mu się, dlatego cię adoruje. Jak mu się znudzisz, to odstawi cię jak zbędny przedmiot – stwierdziła nagle Scholl z troską w głosie.
− A skąd pani o tym wie, madame?
− Moja droga, znam kilka przypadków młodych kobiet, które potraktował w ten sposób…
− Może ich nie kochał?
− Czy naprawdę myślisz, że ciebie potraktuje inaczej? – Scholl stała się teraz dla odmiany szydercza. − To jest zdeprawowany arystokratyczny próżniak. W sprawach miłości czy małżeństwa postąpi tak, jak nakaże mu rodzina. Nie marnuj sobie młodości. Jesteś ładna i utalentowana, poszukaj sobie kogoś innego, bardziej godnego zaufania i twoich uczuć.
− Muszę już iść – zakończyła rozmowę Madeleine, umęczona wykładem kobiety i własną huśtawką uczuć.
Zarejestruj się i opisuj swoje podróże
Wyszła na ulicę i zaczerpnęła głęboko powietrza. Serce kołatało, jakby chciało się wyrwać z piersi. Nie wiedziała, czy zajrzeć do bistra, czy nie. Spojrzała na zegarek. Była już spóźniona ponad godzinę, postanowiła jednak tam zajść.
Niepewnie otworzyła drzwi i zobaczyła Dominika czytającego książkę przy tym samym stoliku, co zwykle. Podszedł do niej.
− Co się stało? – zapytał z troską w głosie i ujął jej rękę.
− Musiałam zostać dłużej w teatrze. Jeszcze jedna suknia, którą trzeba uszyć na wczoraj – starała się normalnie rozmawiać, ale czuła, że jeszcze chwila, a nie wytrzyma i się rozpłacze.
− Madeleine, co z tobą? Jesteś jakaś inna – Dominik przepatrywał się jej z uwagą, prowadząc do stolika, gdzie od razu poprosiła o kieliszek absyntu.
− Madame Scholl wie, że się spotykamy – wypowiedziała beznamiętnie, upijając łyk aperitifu.
− Pewnie jak zwykle sączyła ci do ucha truciznę na mój temat – Dominik starał się dowiedzieć, co tak zbiło ją z tropu.
− Tak – odpowiedziała Madeleine, nie relacjonując dokładnie rozmowy. − Nie wiem, co mam zrobić. Przecież nie możemy tych potajemnych spotkań ciągnąć w nieskończoność. Obawiam się jednak, że moja ciotka nie wyrazi zgody, żebym się z tobą oficjalnie spotykała.
− No widzisz. To po co cokolwiek zmieniać? – Prawdę mówiąc, Dominikowi również było na rękę, że warunki nie pozwalały Madeleine na zmianę charakteru ich spotkań. Dobrze wiedział, że ona go szczerze kocha, lecz był też w pełni świadomy swojej sytuacji – mógł jej zaofiarować najwyżej namiętny romans. O żadnym oficjalnym związku nie mogło być mowy.
− Dominik, nie mogę tak dalej. Jak ciotka się o tym dowie od madame Scholl, to będzie jeszcze gorzej – Madeleine męczyło sumienie.
− To zmieńmy miejsce spotkań – zaproponował zaniepokojony Dominik, wyczuwając, że Madeleine jest gotowa zerwać kontakt w imię uniknięcia konfliktu. − Przestaniesz chodzić do bistra i ta żmija Scholl pomyśli, że się już nie spotykamy. Powiesz jej, że się rozmówiliśmy i że to koniec.
− Musielibyśmy się spotykać w innej dzielnicy… – rozważała propozycję Madeleine. Nie chciała rezygnować ze spotkań z Dominikiem, ale dręczyły ją wyrzuty sumienia, że tak bezczelnie oszukuje ciotkę.
− Mam pomysł – ucieszył się nagle Dominik jakby znalazł sto franków na ulicy. − Mój ojciec ma niewielkie mieszkanie koło Pałacu Elizejskiego. W ciągu dnia pracuje i go nie używa. Czasami nocuje tam, jak nie może wrócić do domu. − Delikatnie pogłaskał jej rękę i popatrzył na nią z pytająco.
Popatrzyła na niego z rozmarzeniem. Tę propozycję odbierała jako dowód jego uczuć.
− Dominik – uścisnęła jego rękę uszczęśliwiona − nie wiesz, jak się cieszę, że muszę pozostać w Paryżu i nie mogę wrócić do domu. Czasami rzeczy, których nie chcemy, obracają się w końcu na dobre.
Popatrzył na nią pytająco, nie rozumiejąc, co ma na myśli.
− Kiedyś ci to wytłumaczę.
Wiosna już na dobre rozkwitła, kiedy wuj François pojawił się znowu w domu. Madeleine zauważyła, że zawsze, kiedy przyjeżdżał, wydarzało się coś nadzwyczajnego. Jakby wuj miał nosa do specjalnych wydarzeń i wracał do domu, żeby ostrzec ciotkę Janinę albo pomóc przetrzymać trudną sytuację. Tym razem mówił cały czas o wojnie. O Niemcach, którzy opanowali całą Europę, i o tym, że lada dzień wkroczą do Francji. Omawiał z ciotką, jakie powinna zrobić zapasy, i mówił, że za wszelką cenę musi wyciągnąć zaległe opłaty od klientek. Polecił jej także pozbyć się salonu krawieckiego. Ciotkę wyraźnie to zabolało, salon był symbolem urzeczywistnienia się jej marzeń i źródłem finansowej niezależności. W salonie to ona była panią swego losu, sama podejmowała decyzje, nie musiała o nic pytać ani prosić wuja François. Wuj rozumiał ją, jednak jego do bólu trzeźwa ocena sytuacji nie pozostawiała miejsca na sentymenty czy złudne marzenia. Madeleine wciąż nie mogła zrozumieć, dlaczego ciotka, osoba o wyrobionym poglądzie na wiele spraw, tak rzadko sprzeciwiała się wujowi w czymkolwiek. Najczęściej milcząco zgadzała się z jego zdaniem.
Zarejestruj się i opisuj swoje podróże

Pewnego razu Madeleine usłyszała, że wujostwo rozmawiają i że wuj mówi właśnie o niej. Tonem nieznoszącym żadnego sprzeciwu zapowiedział ciotce, że Madeleine musi się pozbyć polskiego paszportu i za wszelką cenę zdobyć francuski, musi przejąć nazwisko Gaudet. Najlepiej, żeby podawać ją za ich córkę, nic nie wspominać o rodzinie w Polsce. Ciotka nieśmiało zapytała o powody. Wuj spokojnie wyjaśnił, że w wypadku wojny załatwienie francuskich dokumentów dla Polki będzie o wiele droższe.
Madeleine weszła demonstracyjnie do kuchni, żeby sprawdzić, czy wuj podtrzyma temat.
− Dobrze, że jesteś. Właśnie rozmawiamy o tobie – zagadnął ją bez żenady.
− O mnie? − udawała zdziwioną.
− Tak. Musimy zmienić twoją tożsamość – padła sucha odpowiedź wuja.
− Moją tożsamość? – w jednej chwili doznała zawstydzającego wrażenia, jakby ktoś chciał zerwać z niej ubranie.
− Tak. Nazwisko i narodowość – ciągnął wuj, jakby chodziło o zmianę śrubki w budziku.
− Czy wuj myśli, że się na to zgodzę? Nie jestem przedmiotem, który się nagle przemalowuje na inny kolor, bo ten stary już się nie podoba − podjęła desperacką próbę obrony.
− Madeleine, jak ty rozmawiasz z wujem? – przerwała jej ciotka.
− Jak? Normalnie, jak człowiek z krwi i kości, a nie potakująca kukła – Madeleine nie potrafiła ukryć swojego oburzenia.
− Madeleine, przecież to dla twojego dobra – ciotka próbowała złagodzić jej wybuch.
− Nie mogę być Magdaleną, bo to trudne do wypowiedzenia. Muszę zmienić nazwisko i narodowość, bo moje polskie jest niebezpieczne. O rodzinie w Polsce też nie mogę rozmawiać. To co mi w końcu wolno? Zastanawiam się, czy nie lepiej wrócić do Polski i przeżyć wojnę, być za to wolnym – Madeleine nie dawała się uspokoić.
− Nie dojechałabyś do Warszawy. Niemcy zatrzymaliby cię w drodze i wsadzili do więzienia – wypowiedział cicho wuj, nieporuszony jej emocjami.
− Do więzienia? Za co? Czy wuj nie przesadza? Przecież nie żyjemy na Marsie – dopytywała z niedowierzaniem.
− Czy ty udajesz, czy naprawdę nie zrozumiałaś, co napisał ci ojciec? – ciągnął nadal wuj, jakby nic nie było w stanie wyprowadzić go z równowagi.
− Co mi napisał? – zapytała z agresją w głosie Madeleine.
− Jesteś ciągle za młoda i zbyt naiwna, żeby pojąć grozę sytuacji – skwitował jej atak wuj.
Jego słowa przeszyły ją jak sztylet. Doskonale zrozumiała słowa ojca. Czuła, że jej najbliżsi narażeni są na poważne niebezpieczeństwo. Swoimi głośno wyrażanymi wątpliwościami chciała pokryć poczucie winy, że mieszka w spokojnym Paryżu. Właściwie to nie chciała teraz wracać do domu. Wstydziła się do tego przyznać przed sobą, nie wspominając o wyjawieniu komukolwiek. Propozycja wuja była jej nawet na rękę. Chciała uchodzić za światową Francuzkę, nosić piękne suknie, nasycić się miłością Dominika, malować obrazy. I te słowa wuja. Nie wiedziała, czy lepiej uchodzić za młodą i głupią, czy też przyznać się do własnych myśli. Nie, młodość i naiwność są przejściowe. Ta zdrada emocjonalna, jakiej dopuszczała się w stosunku do rodziców i brata, była czymś, do czego nie należało się przyznawać. Najlepiej zapomnieć o tych myślach.
− Skąd wuj wie takie rzeczy? – zapytała spokojniej, próbując odwrócić uwagę od siebie.
− Co masz na myśli?
− No, z wojną, więzieniem, francuskim paszportem?
− Czy to ma jakieś znaczenie w tej chwili? – wtrąciła się ciotka.
− Nikt z ulicy nie wie o takich sprawach. Francuski paszport, on byłby przecież fałszywy, prawda? – rozumowała dalej.
− Tak. Miałabyś fałszywy paszport – potwierdził wuj.
− Ciociu, czy ty to pochwalasz? – Madeleine chciała usłyszeć jej zdanie, wiedząc z góry, że ona poprze pomysł wuja.
− Madeleine, jeżeli wuj uważa, że to jest dobre rozwiązanie, to nie robiłabym na twoim miejscu zamieszania – potwierdziła cicho ciotka.
− Dobrze. Zgadzam się – powiedziała zrezygnowana po chwili zastanowienia. – Co mam teraz zrobić?
− Nic. Sam to załatwię – zapewnił wuj.
− No, a ludzie wokół nas?
− Nikogo to nie obchodzi. Nic nikomu nie musisz mówić – polecił.
− Cieszę się, że jesteś rozsądna – ciotka ucałowała ją w policzek.
Co w następnym odcinku: Madeleine wiedziała już, że nic nie będzie takie jak dawniej. Ale nie przeczuwała jeszcze, że decyzje, które inni podejmują za nią, wkrótce zaczną splatać się z jej własnymi pragnieniami …

Inne odcinki powieści i teksty Katarzyny Poznakow znajdziesz tutaj
Książka „Jedwabne nici” tutaj
E-book „Jedwabne nici” tutaj
Zarejestruj się i opisuj swoje podróże

Komentarze