Jedwabne nici, odcinek 20, Pierwszy września

I Pożegnanie z Europą,

Rozdział 3 Zapach lawendy,

Co w tym odcinku:

Madeleine usłyszy opowieść, która zmieni jej obraz całej rodziny. A gdy Europa budzi się w cieniu wojny, po raz pierwszy doświadcza, jak wielka historia wdziera się w życie zwykłych ludzi. Jej własny świat — dotąd bezpieczny i pełen marzeń — zaczyna się rozpadać.

Zarejestruj się i opisuj swoje podróże

−     Wuj François miał ciężkie dzieciństwo – zaczęła ciotka swoją opowieść. − Pochodzi ze skromnej rodziny, jego ojciec był robotnikiem portowym w Marsylii. Kiedy miał dwanaście lat, jego matka zmarła na gruźlicę. Ojciec, pozostawiony sam z czwórką dzieci, ożenił się ponownie z wdową po koledze z portu. Wdowa wniosła do związku czwórkę własnych dzieci. Ojciec nie był w stanie wyżywić dziesięcioosobowej rodziny, dlatego zdecydował się oddać wszystkie swoje dzieci na parobków u zamożnych właścicieli winnic. Wuj François trafił wyjątkowo do rodziny chłopskiej hodującej krowy. Jako dwunastoletnie dziecko pilnował krów na pastwisku i oporządzał je. Jako zapłatę otrzymywał wikt i miejsce do spania w zagrodzie, razem z krowami. Jego los trochę się polepszył, kiedy został oddany przez swojego bogobojnego pracodawcę do klasztoru dominikanów. Tam pomagał braciszkom w gospodarstwie. Dopiero w klasztorze nauczył się czytać i pisać. Braciszkowie prowadzili interesy, sprzedając wino i sery, i wuj poznał dzięki temu zasady rządzące handlem. W wieku osiemnastu lat stanął przed wyborem: albo pozostać w klasztorze i przyjąć śluby, albo opuścić klasztor i rozpocząć życie na własną rękę. Chciał żyć na własną rękę. Nie było to łatwe bez pieniędzy i poparcia. W tej sytuacji postanowił zaciągnąć się do Legii Cudzoziemskiej. W ten sposób miał ponownie zapewniony wikt, no i dostawał trochę żołdu. Myślę, że to były dla niego szczególnie ciężkie lata. Niechętnie o nich opowiada. W każdym razie, kiedy opuścił Legię, dzięki nawiązanym tam kontaktom rozpoczął handel winem, serami i ostrygami. Przez pewien czas eksportował francuskie tkaniny, między innymi do Polski. W ten sposób poznał Sobniewskiego. Te przejścia zrobiły z niego zamkniętego i nieufnego człowieka. Potrzebuje czasu, żeby się do kogoś przekonać.

Aktualne wycieczki (link afiliacyjny Wakacje.pl)

Lato-2026

−     Ciociu, jak ty poznałaś wuja François? – Madeleine chciała wykorzystać sytuację i poznać tajemnice ciotki.

−     To też skomplikowana historia, ale moja droga, jesteś wystarczająco dorosła, żeby to zrozumieć. Sobniewski umówił się ze mną, że mam wyjechać do Paryża i czekać na niego. Zamierzał się rozmówić z żoną, złożyć pozew o rozwód i przyjechać do mnie. Chciał nawiązać kontakty we Francji, żeby importować francuskie towary do Polski. Wuj François miał mu w tym pomóc. Zamierzaliśmy się tu pobrać i wrócić do Polski, jak tylko cała ta afera ucichnie. Gdy przyjechałam, na dworcu w Paryżu czekał na mnie wuj François, wtedy naturalnie monsieur François Gaudet. Zamieszkałam w jego mieszkaniu, czekając na Sobniewskiego.

−     Ciociu, nie obawiałaś się zamieszkać u obcego mężczyzny? – zapytała Madeleine z zaciekawieniem.

−     Wierzyłam, że Sobniewski oddaje mnie w ręce honorowego kolegi. Poza tym wuj zatrudniał wtedy panią do prowadzenia domu.

−     Z tego, co wiem, Sobniewski nie pojechał do Francji.

−     No właśnie – ciągnęła ciotka. − Czekałam i czekałam. Myślałam, że oszaleję. Żadnej informacji. Nic. Wuj mnie pocieszał, że najprawdopodobniej sprawy w Polsce się przeciągają. Było mi nieprzyjemnie, bo w końcu żyłam na koszt obcego mężczyzny. Nie chciałam popaść w niezręczną sytuację. Wpadłam na pomysł, żeby wysłać Sobniewskiemu depeszę z ultimatum, że jak nie przyjedzie do tego i tego dnia, to czuję się zwolniona ze wszelkich zobowiązań wobec niego. Dostałam odpowiedź. Pamiętam, jakby to było wczoraj. Siedzieliśmy z wujem przy kolacji, zadzwonił dzwonek do drzwi. Posłaniec przyniósł depeszę i przeczytałam tekst: „Kochana Janeczko, nie mogę zostawić Ady. Proszę, wybacz mi. Zawsze będę cię kochać. Władek”.

Zobaczyła, że po policzku ciotki potoczyła się łza, którą ta dyskretnie otarła, po czym nagle zamilkła.

−     I co było dalej? – drążyła Madeleine.

−     Dalej? − ciotka westchnęła. − Trudno mi było dojść do siebie. Takie rozczarowanie. Poza tym nie mogłam wrócić do Polski w atmosferze skandalu. Postanowiłam przeczekać. Wuj François pomógł mi znaleźć pracę. Pracowałam jako krawcowa w jednej z pracowni, do której dostarczał tkaniny. Chciałam się wyprowadzić, François powiedział, że dalej mogę mieszkać u niego. Było mi to na rękę. Płaciłam mu skromną kwotę za pokój, żeby uniknąć zależności i nie czuć się na jego łasce. Powoli wyrosło z tej sytuacji uczucie, że należymy do siebie. I tak się pobraliśmy.

−     Ciocia dużo osiągnęła we Francji – stwierdziła jakby nie na temat Madeleine.

−     Nie byłoby to możliwe bez pomocy wuja François – ciotka zmieniła ton głosu. – Radził mi i podpowiadał, co mam robić. W ten sposób uniknęłam wielu błędów, które popełniłabym, będąc sama.

−     Nie myślała ciocia o powrocie do Polski?

−     Na początku myślałam o tym każdego dnia. Kiedy się pobraliśmy, plan powrotu stracił na ważności. Dzisiaj po prawie jedenastu latach nie myślę o powrocie.

−     To ciocia nie tęskni za Polską? – spytała niedowierzająco.

−     Jeżeli tęsknię, to za ludźmi, za rodziną. Za krajem? Trudno mi powiedzieć – ciotka zamilkła, zastanawiając się nad odpowiedzią. − Wspominam czasami niektóre miejsca, Warszawę, Miłosną. Ale to nie jest chęć powrotu. Trudno mi to wyjaśnić. Pewne jest, że po tylu latach chciałabym odwiedzić rodziców, siostrę.

−     Ciociu, moja wizyta potwierdza, że pierwsze lody zostały przełamane – chciała przekonać ciotkę.

−     Tak sądzisz?

−     Tak. Widziałam, jak mama i babcia cierpiały. Teraz się na pewno wszystko ułoży – stwierdziła Madeleine pełna optymizmu.

Pierwszy września

reklama

Wuj François nie zrobił na Madeleine dobrego wrażenia. Wysoki, barczysty, z zaciętym wyrazem twarzy. Nie był sympatycznym typem, którego się lubi od pierwszego spotkania. Poza chłodnym podaniem ręki na powitanie nie zdobył się na żaden serdeczniejszy gest. Pomyślała, że dobrze się złożyło, że poznała go krótko przed wyjazdem do Polski. Nie czułaby się dobrze w jego obecności, nie mówiąc już o tym, że nie umiałaby z nim rozmawiać tak, jak z ciotką Jeanine. Moment powrotu do domu zbliżał się nieuchronnie. Madeleine z ciotką biegały po sklepach, żeby zakupić ostatnie prezenty dla rodziny w Polsce. Wyjazd do Warszawy został ustalony na piątek pierwszego września.

Rodzice wyrazili zgodę, żeby wyjechała z Paryża dopiero tego dnia, opuszczając pierwszy dzień w szkole.

W piątek Madeleine wstała późno. Leniwie snując się po pokoju, wyglądała na ulicę i przyglądała się ludziom i samochodom. Przeglądała rzeczy włożone do walizki i rozmyślała o powrocie do domu. Pociąg odjeżdżał dopiero o siódmej wieczorem, miała więc jeszcze sporo czasu, postanowiła więc po raz ostatni wziąć kąpiel w wytwornym pokoju kąpielowym. Przez chwilę nasłuchiwała, czy wuj François jest jeszcze w domu, lecz słyszała tylko krzątającą się ciotkę. Napuściła wody i leżąc w wannie, uruchomiła w pamięci film z francuskich wakacji. Pierwszy portret wykonany na Polach Elizejskich, salon krawiecki ciotki, Prowansja, Morze Śródziemne, Dominik de Mauvoisan… Było jej żal opuszczać ten świat. W domu czekały ją trudne rozmowy. Z rodzicami o planach edukacyjnych, o ciotce Jeanine, nie… o ciotce Janeczce. Wiedziała, że musi je przeprowadzić. Spodziewała się, że zmienią jej życie, że wreszcie runie mur milczenia na temat ciotki i że rodzice zaakceptują jej pomysł, by studiowała malarstwo.

Zadzwonił telefon. Madeleine usłyszała, jak ciotka nerwowo coś wykrzykuje. Nie mogła jej zrozumieć, ta jednak już po chwili zamawiała rozmowę na centrali. Bez pukania wpadła do łazienki.

−     Pospiesz się. Zamówiłam rozmowę do Polski – wyrzuciła z siebie.

−     Dlaczego? Co się stało? – zapytała zaskoczona nerwowym zachowaniem ciotki.

−     W Polsce jest wojna.

−     Wojna? – powtórzyła.

−     Hitler napadł dzisiaj rano na Polskę.

−     Hitler? O czym ciocia mówi? – tysiąc myśli kłębiło się jej w głowie.

−     Niemcy. Niemcy napadli na Polskę – tłumaczyła ciotka.

−     Czy to jest groźne? – Madeleine próbowała zrozumieć, co oznacza dla niej ta wiadomość.

−     Nie mam pojęcia. Wuj słuchał radia i podali tę wiadomość. Za jakieś dwie godziny powinnam dostać połączenie.

−     Dzwoni ciocia do mamy?

−     Tak, pospiesz się.

Madeleine jadła śniadanie w milczeniu, ciągle nie mogąc pojąć, co to oznaczało. Wojnę znała tylko z lekcji historii. Dwie armie naprzeciwko siebie, pole bitewne. Może gdzieś na granicy są jakieś potyczki, ale nie w Warszawie, to jest przecież stolica kraju. „No tak, w kraju pisano w gazetach, że wojna wisi w powietrzu – rozważała. – Ale ojciec mówił zawsze, że to tylko głos ulicy. Tutaj nikt nic nie mówił o wojnie. A może to nic poważnego?”. Chciała zapytać ciotkę, co ona o tym sądzi. Zauważyła jednak, że ta była jeszcze bardziej podenerwowana niż ona, dlatego zaniechała dalszych pytań, czekając na to, co się wydarzy.

W domu pojawił się wuj François i – równie przejęty jak ciotka – zapytał od razu, czy nawiązała już połączenie. Przekonywał, że trzeba koniecznie wiedzieć, co się dzieje w Polsce, bo nie ma sensu wysyłać Madeleine w ciemno.

Przez głowę Madeleine przemknęła jak błyskawica myśl o tym, że prawdopodobnie nie będzie mogła wrócić do domu. Tak samo błyskawicznie ją odepchnęła w przekonaniu, że to niemożliwe. Wtem zaterkotał dzwonek telefonu i ciotka rzuciła się do słuchawki. Oboje z wujem chłonęli każde dobiegające z niej słowo.

−     Tak, rozumiem. Czy mogę zamówić połączenie ponownie za dwie godziny? Dobrze, będę czekać.

−     Co jest? – dopytywał się wuj.

−     Nikt się nie zgłasza – odpowiedziała ciotka zgaszona.

−     O, Boże… – Madeleine ukryła twarz w dłoniach.

−     Tylko spokojnie – wuj zdawał się nieporuszony sytuacją.

−     A może by zadzwonić do taty, do ministerstwa? – wpadła na pomysł.

−     Masz numer? – dowiadywał się wuj.

Madeleine znikła na krótko w swoim pokoju. Po chwili wróciła z notesem w ręce i wuj zamówił połączenie z Ministerstwem Rolnictwa w Warszawie.

Siedzieli w trójkę w kuchni i nie odważyli się rozmawiać ze sobą, żeby przez przypadek nie przegapić telefonu. Magdę ogarniało powoli uczucie, że sytuacja jest poważna, nie chciała jednak okazać niepokoju. Wujostwo też siedzieli osowiali. Trwali tak razem milcząco w nieznośnym oczekiwaniu.

Madeleine i wuj

Telefon w końcu zadzwonił, ciotka Jeanine poderwała się i pobiegła do przedpokoju. Na linii było ministerstwo.

−     Dzwonię z Paryża. Chciałabym rozmawiać z moim szwagrem, Stanisławem Reckiem.

Madeleine z wujem obserwowali ciotkę intensywnie wsłuchującą się w głos po drugiej stronie.

−     Ach, Stanisław, mówi Janeczka − Madeleine chłonęła każde jej słowo. − Przykro mi, że po tylu latach dzwonię w takich okolicznościach…

Stanisław Reck jej przerwał i ciotka milcząco trwała przy słuchawce.

−     Dobrze, zatrzymam ją u nas – przytaknęła posłusznie.

Madeleine zrozumiała, że mowa była o niej. Przyskoczyła do ciotki.

−     Muszę koniecznie porozmawiać z tatą – próbowała jej wyrwać słuchawkę z ręki.

−     Stanisław, Magdalena chce z tobą porozmawiać – powiedziała ciotka i szybko oddała słuchawkę, widząc desperację siostrzenicy.

−     Tato, chcę do domu! – krzyczała jak przestraszone dziecko. − Co to wszystko znaczy? Przecież mówiłeś, że wojny nie będzie – robiła mu wyrzuty. Zamilkła na chwilę, słuchając ojca. − Przyślesz depeszę, że mogę wrócić, dobrze? Obiecujesz? Dwa miesiące? Na pewno, na Boże Narodzenie? Dobrze. Będę pisać listy. Ciociu, tata chce jeszcze z tobą rozmawiać – przekazała zrezygnowana słuchawkę.

Ciężko opadła na krzesło w kącie przedpokoju. „Ta wojna to musiało być coś poważnego – myślała – skoro ojciec nakazał jej pozostać w Paryżu”. Przez moment śledziła rozmowę ciotki, po czym oddała się wspomnieniom: kłótni z mamą, spacerów nad Wisłą, widziała znowu Kolumnę Zygmunta, Zuzę, szkołę, park Łazienkowski, dziadków w Miłosnej i w Wirach. W czerwcu myślała o tym, żeby to wszystko zostawić za sobą i poddać się urokowi Paryża i Francji. Teraz bolało, że musi się z tym rozstać. Może nawet na zawsze? Jedwabne nici! Tak, to są te niewidzialne nici, którymi jest związana ze swoim życiem w Warszawie. Poderwała się z krzesła i pobiegła do swojego pokoju. Wróciła po chwili całkowicie roztrzęsiona, konstatując z płaczem, że zgubiła jedwabne nici, które matka dała jej przed wyjazdem.

Ciotka podeszła do rozedrganej dziewczyny i przytuliła ją do siebie.

−     Moje dziecko, nie zgubiłaś tych nici. Uszyłaś sobie nimi sukienkę. Nie pamiętasz?

−     Ciociu, dlaczego mi na to pozwoliłaś? Nie mam teraz nic, co by mnie łączyło z domem, z Warszawą. Już nigdy tam nie wrócę! – szlochała. Raptownie wyrwała się z jej objęć. − Chcę do domu, chcę do domu! – krzyczała, trzymając się za głowę.

Wuj François nie rozumiał rozmowy prowadzonej po polsku, natomiast znakomicie wyczuł sytuację. Podszedł szybko do Madeleine, złapał ją za ręce, w ojcowsko czułym geście przyciągnął do siebie i zaczął głaskać po głowie. Wtulona w jego masywne ciało łkała jak dziecko.

 

Co w następnym odcinku:

W domu panowała cisza, ale Madeleine dręczyło jedno pytanie. Jeśli nici z Warszawą naprawdę się przerwały, to kim teraz jest?

Inne odcinki powieści i teksty Katarzyny Poznakow znajdziesz tutaj

Książka „Jedwabne nici” tutaj

E-book „Jedwabne nici” tutaj 

Zarejestruj się i opisuj swoje podróże

Powiązane Artykuły

Komentarze

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *