Jedwabne nici, odcinek 14, Kordian czy Pan Tadeusz?

I Pożegnanie z Europą,

Rozdział 2 Jedwabne nici,

Magdalena,

Co w tym odcinku:

Styczeń przynosi nie tylko mróz i szkolne bale, ale też decyzje, które mogą zmienić bieg młodzieńczych serc. Magda i Zuza knują plan, który wymaga odwagi, konspiracji i… odrobiny koniaku. Ale w cieniu dziewczęcych intryg kryje się sekret, który od lat nie powinien ujrzeć światła dziennego. Czy list w sekretarzyku matki obudzi duchy przeszłości?

Zarejestruj się i opisuj swoje podróże

Aktualne wycieczki (link afiliacyjny Wakacje.pl)

Najlepsze oferty Last Minute

Koniec ferii świątecznych miał swoje dobre strony. Nareszcie nadszedł kres nadmiernego pałaszowania świątecznych specjałów, rodzinne więzi zostały zacieśnione i można było z noworocznym spojrzeniem na świat zająć się czymś innym. Magda była uradowana, że mogła spotkać Zuzę i w końcu omówić ważne sprawy. Jak co roku styczeń był okresem, kiedy szkoły organizowały bale karnawałowe i szykowała się szansa na bezpośredni kontakt z kawalerami ze szkoły męskiej. Przyjaciółki musiały ustalić strategię postępowania. Kiedy Zuza próbowała się czegoś dowiedzieć o pobycie u dziadków, Magda zwięźle podsumowała spotkanie jako nic specjalnego, przemilczając rozmowę ojca i dziadka. Nie czuła się jeszcze gotowa, żeby o tym porozmawiać.

Aktualne wycieczki (link afiliacyjny Wakacje.pl)

Najpopularniejsze hotele w Egipcie

−     Ach, Zuza, cieszę się na ten bal! – to był temat, którym Magda chciała się teraz zająć.

−     Na co tu się cieszyć? Dookoła będą belfrowie, nawet luźno nie pogadasz. – Wzruszyła ramionami Zuza.

−     Ale lepsze to niż nic.

−     W białych bluzkach i granatowych spódniczkach!? Wcale mnie to nie zachwyca − skrzywiła się Zuza. Ale zaraz zaświeciły się jej oczy. − Mam lepszy pomysł. Wygląda na to, że ojciec będzie miał w tym czasie koncert w Brukseli. Rodzice chcą zabrać ze sobą Karolinę, żeby poznała kogoś ważnego. Mogę też odprawić w tym dniu kucharkę. Nikogo nie będzie w domu. Możemy wyjść wcześniej z balu z Romkiem i Januszem i pójść do mnie.

−     Zuza, oszalałaś! Jako panienki nie możemy zapraszać kawalerów do domu, w którym nie ma dorosłych! – Magda była zdumiona zuchwałością pomysłu.

−     Panno Magdaleno, panna ma obiekcje jak nowicjuszka ścisłego klasztoru żeńskiego – przemówiła Zuza, naśladując nabożny ton głosu.

−     Zuza, dla ciebie wszystko jest łatwe. O czym ty chcesz z Romkiem rozmawiać?

−     Jak to o czym? O miłości! − Puściła oko przyjaciółce.

−     Nie miałabym odwagi rozmawiać z Januszem o czymś takim – stwierdziła Magda z zawstydzeniem.

−     Magda, nie martw się. Podwędzę ojcu butelkę koniaku. Wypijemy po kieliszku i będziemy luźniejsi.

Magda miała wątpliwości, czy wypada im pannom jako pierwszym okazywać zainteresowanie płcią męską. Jej zdaniem inicjatywa powinna wyjść ze strony kawalerów. Zuza zdawała się wcale nie zwracać na to uwagi. Magda widziała wszędzie trudności w realizacji pomysłu, Zuza miała za to na wszystko gotową odpowiedź. Na przykład zaproponowała, żeby młodsza siostra Janusza odegrała rolę posłańca. Magdzie coś takiego w ogóle nie przyszłoby do głowy. Potem ustaliły, że Magda napisze list do Janusza i przekaże dziewczynce w drodze do szkoły. Janusz miał przekazać odpowiedź, kiedy będą przechodzić obok „stodoły”. Magda obawiała się konsekwencji w razie wykrycia ich planu, jednak zarażona entuzjazmem Zuzy zgodziła się na wszystko.

Kartka świąteczna od ciotki Janeczki

Następnego dnia Magdalena przeszukiwała szuflady w sekretarzyku mamy w poszukiwaniu papieru listowego. Pomiędzy starymi zaproszeniami na czyjś ślub, uroczystą kolację, kartkami z wakacji, znalazła listy ojca do matki z okresu, kiedy byli narzeczeństwem. Uśmiechnęła się w myślach, bo nie potrafiła sobie wyobrazić rodziców jako panny i kawalera. Z zaciekawieniem otworzyła jeden z nich, żeby go przeczytać, a z listu wypadła kartka świąteczna. Podniosła ją z podłogi i spojrzała na podpis. Pocztówka z życzeniami bożonarodzeniowymi od ciotki Janiny zaadresowana na nazwisko Zofia Reck! Z datą dwudziestego piątego grudnia tysiąc dziewięćset trzydziestego ósmego roku! Przebiegła wzrokiem pierwsze linijki listu, który był w kopercie. Był ze stycznia tysiąc dziewięćset dwudziestego pierwszego roku.

Nagle poczuła gorąco, starła krople potu z czoła. Matka przemilczała fakt, że otrzymała korespondencję od ciotki Janeczki i dlatego schowała kartkę do starego listu. Zaintrygowana przeczytała kartkę od ciotki.

Aktualne wycieczki (link afiliacyjny Wakacje.pl)

Lato-2026

−     Czego ty szukasz w moim sekretarzyku? – Usłyszała nagle za sobą podniesiony głos matki. Przestraszona, podskoczyła na krześle.

−     Hm, szukam papieru listowego… – tłumaczyła się niepewnie, jak ktoś przyłapany na gorącym uczynku.

−     Papieru listowego? Po co? Do kogo zamierzasz napisać? – ostro wypytywała matka.

Magdalena zamarła, bo chodziło o list do Janusza. Nie mogła przecież powiedzieć prawdy i gorączkowo szukała w myślach wiarygodnego wykrętu.

−     Do Zuzy – wyrzuciła z siebie.

−     Do Zuzy? Czy ona gdzieś wyjeżdża? – dociekała nieustępliwie matka.

−     Nie… Na lekcji polskiego będziemy pisać list… – plątała się Magda.

−     Na papierze listowym, nie w zeszycie? Co ty masz w ręce?

−     List taty do ciebie – stwierdziła nagle wprost, nie wiedząc, jak dalej kłamać. Zauważyła, jak matka pobladła.

−     Kto ci pozwolił przeglądać moją korespondencję? – Zofia zaczęła nagle krzyczeć. – To jest kompletny brak wychowania, czytać cudze listy! − Z impetem wyrwała córce kartkę z ręki.

−     Mamo, a jak ty nazwiesz ukrywanie kartki świątecznej od cioci Janeczki? – zapytała ją córka głosem pełnym wyrzutu. − Okłamujesz wszystkich. Dlaczego to robisz? Przecież to twoja siostra. Co ona takiego zrobiła, że nie chcesz utrzymywać z nią kontaktu? Babcia Marysia zamartwia się do tej pory, a ty nic nie mówisz, że ona się odezwała. Ciocia Janeczka chce się z nami skontaktować, jest przecież adres na kartce.

−     Wystarczy, bezczelna dziewczyno! – krzyczała dalej Zofia. – Jak śmiesz się wtrącać w nie swoje sprawy? Nie wiesz, co się wydarzyło.

−     Mamo, ta historia z Sobniewskim to wczorajszy śnieg, nikogo to już nie interesuje – Magda próbowała ją przekonać.

−     Wystarczy, powiedziałam. Wyjdź natychmiast z pokoju.

Zofia została sama. Posunęła się ciężkim krokiem do okna i oparła o parapet, wyglądając na ulicę, jakby spodziewała się czyjegoś nadejścia. Przycisnęła kartkę do piersi, głośno szlochając.

Magda i Zuza przesuwały się wolno wzdłuż płotu szkoły męskiej. Poruszanie się było nie lada wysiłkiem, bo chodnik był niemiłosiernie oblodzony, stąpały więc subtelnie jak baletnice. Wiedziały, że każdy nieostrożny krok groził spektakularnym wywaleniem się na oczach publiczności ze „stodoły”. Napięte jak struny rozglądały się wkoło, żeby nie przegapić Janusza, który miał przekazać odpowiedź. Było umówione, że musiały dostrzec, jaką książkę trzyma w ręce. Jeżeli byłby to Kordian Słowackiego, to odpowiedź byłaby: „tak”. Jeżeli jednak byłby to Pan Tadeusz Mickiewicza, to oznaczałoby: „nie”.

Kordian czy Pan Tadeusz?

Był mroźny styczniowy poranek i Janusz spacerował zawadiacko po szkolnym podwórzu w samym tylko szkolnym mundurku. Za to dłonie zapakował w grube wełniane rękawiczki. Dziewczyny wymieniły ze sobą zdziwione spojrzenia, próbując z trudem dojrzeć tytuł książki.

−     Ten to ma nerwy jak postronki – przerwała milczącą obserwację Zuza. − Co on tak paraduje? Czy ty widzisz tytuł?

−     Nie, ale sądząc po kolorze, musi to być Pan Tadeusz – wycedziła przez zęby zmarznięta Magda. − Ciemnozielona okładka ze złotymi literami. Mam to samo wydanie.

−     Czyli odpowiedź brzmi: „nie”. Nie wierzę w to. Magda, pokaż Januszowi, że my nie widzimy tytułu.

−     Jak mam pokazać?

−     Nie wiem, wzrusz ramionami.

Magda teatralnym gestem wzruszyła ramionami. Janusz odpowiedział tak samo. Stały przez chwilę zrezygnowane, nie wiedząc, jak to interpretować. Wyglądało na to, że konspiracja jest trudniejsza niż myślały. Nagle Zuza jakby doznała olśnienia – sięgnęła do teczki i wyszarpała gorączkowo zeszyt. Nie zważając na sekretny charakter przedsięwzięcia, zdecydowanym ruchem podniosła go do góry i wskazała na okładkę. Janusz pojął jej zamiar i uczynił to samo z książką. Na okładce widniało Kordian.

Co w następnym odcinku:

Złote litery błyszczą w styczniowym słońcu. Magda czuje, jak serce zamiera. Czy to „Kordian”? Czy to „tak”? A może tylko echo nadziei? Zuza milczy, a śnieg skrzypi pod ich stopami. Odpowiedź zmusza przyjaciółki do działania.

Inne odcinki powieści i teksty Katarzyny Poznakow znajdziesz tutaj

Książka „Jedwabne nici” tutaj

E-book „Jedwabne nici” tutaj   

Aktualne wycieczki (link afiliacyjny Wakacje.pl)

Najpopularniejsze hotele w Egipcie

Zarejestruj się i opisuj swoje podróże

Powiązane Artykuły

Komentarze

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *