Jedwabne nici, odcinek 8, Suknia, która zdradziła tajemnicę
I Pożegnanie z Europą,
Rozdział 2 Jedwabne nici,
Janina,
Co w tym odcinku:
W samym sercu eleganckiej Warszawy, w salonie pełnym luster, aksamitów i zapachu kawy, rozgrywa się scena, która zmieni spojrzenie Zofii Reck na własną siostrę. Magdalena chłonie świat jak z bajki, Romek psoci, a tajemniczy pakunek ujawnia talent, o którym nikt nie miał pojęcia.
Zarejestruj się i dołącz do naszej społeczności
Radcowa Zofia Reck i Danielle Menieure weszły z dziećmi do pracowni krawieckiej przy Nowym Świecie. Magdalena z zachwytem przekroczyła próg krainy nie z tego świata. Wszędzie wisiały duże lustra w barokowych oprawach, ciężkie aksamitne firany w oknach przypominały kurtynę w teatrze. Nie było tu żyrandola. W narożnikach i przy lustrach stały lampy, których klosze z mlecznego szkła rozjaśniały otoczenie ciepłym światłem. W kilku miejscach stały stoliki, przy nich siedziały w fotelach kobiety i popijały kawę z malutkich filiżanek. Magdalena nigdy nie widziała tylu ładnych pań naraz. Tutaj były tylko królewny z bajki ubrane w piękne suknie i kapelusze.
Recepcjonistka powitała Zofię i Madame Menieure i zaproponowała kawę dla dorosłych, a czekoladę dla dzieci. Magda i Romek, przestępując z nogi na nogę, przyjęli propozycję kobiety.
Link afiliacyjny @wakacjepl
Kiedy recepcjonistka oddaliła się, Zofia fuknęła na dzieci: − Kategorycznie proszę o spokój. Macie się ładnie zachowywać.
Magdalena była gotowa, podobnie jak w kawiarni z ciotką, znieść każdą niewygodę grzecznego zachowania, żeby tylko móc przebywać w tym salonie i patrzeć na to, co się dzieje. Siedziała jak zaczarowana na krześle i obserwowała kobiety wchodzące do salonu z jakiegoś pomieszczenia obok. Wszystkie zdawały się wykonywać te same ruchy. Podchodziły do luster i nagle się zatrzymywały. Oglądały swoje odbicie i zaczynały dyskusje z krawcowymi. Te coś podpinały, zszywały. Kobiety oglądały się znowu w lustrze, po czym znikały, żeby za kilka minut ponownie się pojawić w nowej sukni, którą krawcowa znowu podpinała i zszywała.
Przy stoliku pojawiła się madame Sobniewska, właścicielka salonu, która od razu przykuła uwagę Magdaleny. Była to kobieta raczej niskiego wzrostu, tak jak mama dziewczynki, o ładnej zadbanej twarzy. Nie, to nie sama twarz, lecz farbowane na blond włosy i wyrazisty makijaż zwracały uwagę. Do tego ubrana była w fiołkowy kostium ze śnieżnobiałymi mankietami i kołnierzem. Wyglądała jak kobiety w magazynach mody, które pokazywała jej ciotka Janeczka. Dziewczynka tak uporczywie wpatrywała się w Sobniewską, że matka lekko ją szturchnęła, dając znać, że zachowuje się niestosownie. Magda spuściła wzrok na niedopitą filiżankę czekolady.
− Czym mogę paniom służyć?
− Urządzam przyjęcie i chciałabym sprawić sobie i córce stosowną garderobę. Chętnie skorzystam z pani porady, madame Sobniewska. Cała elegancka Warszawa przecież to robi, nieprawdaż?
Na początek Sobniewska wniosła ciężkie żurnale ze zdjęciami sukien. Kobiety wertowały stronę po stronie, rozpatrując każdy szczegół. Dziewczynka najpierw siedziała na swoim miejscu i wyciągała szyję, próbując dojrzeć każde zdjęcie, chłonęła jak gąbka każdy szczegół. W końcu uznała, że nic nie widzi, zsunęła się z fotela i wepchnęła głowę między matkę i madame Menieure. Zajęte rozmową nie zauważyły jej zachowania. Brat, znudzony niekończącymi się dyskusjami, zainteresował się konstrukcją lampy stojącej. Kiedy matka wreszcie zdecydowała się na dwa fasony, Romek ożywił się, mając nadzieję, że to koniec pobytu w salonie, ale w tym momencie dwie pomocnice zaczęły wnosić bele z materiałami. Ciąg dalszy wizyty rozwinął się w stronę konwersacji o kolorach. Sobniewska zestawiała materiały o różnej barwie i fakturze, a Zofia i madame Menieure próbowały sobie wyobrazić, jak te pasowałyby do wybranych modeli. Cała operacja została niespodziewanie przerwana, gdyż nagle zgasło światło. To Romek dawał znać, że nie może więcej wytrzymać.
− Romeczku kochany, proszę, odejdź od tej lampy. Nie widzisz, że przeszkadzasz nam swoim postępowaniem?
− Mamusiu, ale ja się nudzę – tłumaczył się błagalnym głosem.
− Popatrz na siostrzyczkę, jaka jest grzeczna – obracając się w stronę Magdaleny, zdumiona Zofia dostrzegła, że córka nie siedzi na fotelu, tylko stoi obok niej. Nie miała jednak w tej chwili czasu na dokładną analizę zachowania Magdaleny. Dodatkowa filiżanka czekolady zajęła chłopca na jakiś czas, a kobiety ponownie oddały się wyborowi stosownej tkaniny.
− O, ciocia Janeczka! Ciociu, chodź do nas! – zaczął nagle wykrzykiwać chłopiec.
Zofia zaskoczona spojrzała na siostrę, która pojawiła się w salonie jak spod ziemi.
– Janeczka, co ty tu robisz? – zapytała, uświadamiając sobie, że wybiera suknie na przyjęcie, na którym zamierza wyswatać siostrę, i że siostra jeszcze nic o tym przyjęciu nie wie.
Janina, z dużym pakunkiem pod pachą, także poczuła się jakby została przyłapana na gorącym uczynku.
– Ja właśnie… – wybąkała.
– Dobrze, że cię widzę, moja droga. – Zofia nadrabiała udawaną pewnością siebie. – Musisz koniecznie do nas przyjść. Będziesz tak łaskawa pojawić się jutro?
– Jutro… Dobrze, przyjdę po południu – odpowiedziała krótko, ucieszona, że nie musi dłużej z nią rozmawiać.
Położyła pakunek na jednym ze stolików i spojrzała w stronę madame Sobniewskiej.
– Zgłoszę się jeszcze w tej sprawie – znacząco wskazała wzrokiem na pakiet.
Sobniewska skinęła potakująco, a Janina pospiesznie opuściła pracownię.
– Pani zna Janinę? – była ciekawa Sobniewska.
– Tak, ona jest moją starszą siostrzyczką. Wie pani, trochę mi wstyd, że byłam nieuprzejma. Urządzam niewielkie przyjątko, prawdę mówiąc, dla Janeczki. To ma być niespodzianka. A jeszcze jej nie zaprosiłam. To jest dopiero gafa! Nieprawdaż?
– Ależ, madame Reck, znam Janinę jako niezwykle miłą i wyrozumiałą osobę. I przy tym jest taka utalentowana. Właściwie, dziwi mnie, że mając taką siostrę, przychodzi pani do mnie.
Zofia zastrzygła uszami.
– Serdecznie przepraszam, o czym pani mówi? – za wszelką cenę musiała się dowiedzieć, co Sobniewska ma na myśli.

Madame sięgnęła po pakunek i zręcznym ruchem zdjęła sznurek, ostrożnie wyciągając zawartość. W salonie rozległo się tęskne westchnienie klientek. Zofia zaniemówiła. Magdalena otworzyła buzię ze zdziwienia. Nawet Romek patrzył zainteresowany. Jedynie madame Menieure zdawała się nieporuszona. Sobniewska trzymała przed sobą suknię wieczorową, suknię-marzenie z połyskującego atłasu w kolorze kremowym z szafirowym paskiem. Klientki komentowały jedna przez drugą i z uznaniem kiwały głowami. Zofia Reck oddychała głęboko, łapiąc z trudem powietrze. Odciągnęła Sobniewską na stronę, uciskając ręką pierś, jakby miało jej to pomóc w oddychaniu.
– Co Janeczka ma wspólnego z tą suknią? – dyszała. Nie sądzę, żeby ją było na nią stać. Czyżby ona zadłużyła się u pani?
– Madame Reck, pani pozwoli, że wytłumaczę. To ja jestem dłużniczką panny Janiny.
– Jak to? – Na twarzy Zofii zagościł wyraz najwyższego osłupienia.
– Ona nie tylko jest moją najlepszą krawcową. Ta suknia to jej własny projekt. Janinie wystarczy, że popatrzy na klientkę, po czym tworzy takie kobiece marzenia jak ta suknia.
– Ale Janeczka pracuje w banku! – wykrzyknęła, jakby ten fakt wyjaśniał wszystko.
– Tak, wiem. Już wiele razy jej mówiłam, że może u mnie pracować jako projektantka i krawcowa. Z jakichś powodów nie chce zrezygnować z pracy w banku.
Zofia musiała jak najszybciej opuścić salon, żeby w spokoju przemyśleć to, co usłyszała, i podzielić się wrażeniami z guwernantką.
W drodze do domu dzieci zasypywały matkę i Francuzkę pytaniami.
– Mamo, co to za sukienka? Czy ona należy do cioci Janeczki? Co to znaczy, że suknia to projekt cioci Janeczki?
– Madame Menieure, co mam o tym myśleć? – wciąż zdyszanym głosem Zofia domagała się odpowiedzi.
– Nie wiem, madame Zofia, jak należy to interpretować. Na pani miejscu nie robiłabym zamieszania. To w końcu nic złego, że mademoiselle Janina szyje piękne suknie.
– Ale Janeczka nie jest krawcową! Jest panną z dobrego domu, o nowoczesnych poglądach, pracuje przecież w banku. – Zofia za nic nie mogła pogodzić tych dwóch zajęć. Próbowała wyobrazić sobie Janeczkę w obu rolach na raz, ale jej wyobraźnia sromotnie ją zawiodła. Poczuła, że jeszcze chwila, a zakręci jej się w głowie.
– Widzi pani, madame, sama pani mówi, że siostra jest osobą o nowoczesnych poglądach. To pasuje jedno do drugiego – przekonywała madame Menieure.
– No, ale co rodzice na to powiedzą? Na pewno nie mają o niczym pojęcia.
– Nie muszą o tym nic wiedzieć.
– Ależ, madame, nie mogę okłamywać rodziców.
– Nie musi pani. Wystarczy nic nie mówić.
– Dzieci na pewno wszystko wygadają – załamywała ręce Zofia.
Madame Menieure wydawała się ani trochę nie poruszona tym nowym kłopotem. Kto się przejmuje paplaniną dzieci?
– A co mam powiedzieć mojemu kochanemu Stasieńkowi?
– Prawdę.
– Jak to? Nic nie rozumiem.
– Niech madame potraktuje tę historię jako ciekawostkę. A tak w ogóle, to niech pani zaproponuje mężowi, żeby zaprosić madame Sobniewską z mężem na przyjęcie.
– Stasieniek tego nie zaaprobuje!
– Jeżeli będzie pani wystarczająco mocno argumentować, to monsieur Stanisław z pewnością się zgodzi.
– Ale co to da?
– Osiągnie pani, madame, to, czego pani oczekuje. Z niewygodnego faktu uczyni się normalną rzeczywistość.
– Stasieniek się nie da na to złapać.
– Zobaczymy. – Guwernantka jakby z lekkim uśmiechem popatrzyła na Zofię. – Będę panią wspierać. Musi pani tylko spokojnie rozmawiać.
Co w następnym odcinku:
Czy Zofia potrafi zaakceptować siostrę taką, jaką jest? A przyjęcie, które ma być niespodzianką, może okazać się początkiem zupełnie nowej historii…

Inne odcinki powieści i teksty Katarzyny Poznakow znajdziesz tutaj
Książka „Jedwabne nici” tutaj
E-book „Jedwabne nici” tutaj
Zarejestruj się i dołącz do naszej społeczności

Komentarze