Jedwabne nici, odcinek 27, „Ostatnie lato w Prowansji”
I Pożegnanie z Europą,
Rozdział 3 Zapach lawendy,
Co w tym odcinku: Po roku spędzonym w Paryżu Madeleine wraca do Aix — miasta, które pamiętała inaczej, niż je teraz widzi. Znowu wracają dawne emocje i niewypowiedziane słowa. Kiedy przeszłość zjawia się pod drzwiami w postaci Dominika, Madeleine musi zmierzyć się z pytaniem, jak długo można żyć w ukryciu.
Nadszedł dzień wyjazdu. Opuszczały miasto w milczeniu, smutno przypatrując się paryskim ulicom. Droga na południe wydawała się uciążliwa i bardziej nudna niż wtedy przed rokiem. Wuj wyjechał pierwszy, żeby odebrać część rzeczy i mebli na miejscu. Kiedy dotarły do Aix, Madeleine przyglądała się miastu, jakby widziała je po raz pierwszy. Jej uwagę przykuwały okazałe fontanny, liczne pałacyki, sklepy, butiki, kawiarnie i ogromne platany. Dziwiła się, że prawie nic z tego nie zapamiętała, jedynie drzewa kołatały się gdzieś w zakamarkach pamięci. Kiedy dotarły do domu na wzgórzu, Madeleine pobiegła od razu do ogrodu i rozejrzała się po okolicy. Te fioletowe pola! Jest tak pięknie jak przed rokiem, kiedy przyjechała tutaj pierwszy raz! Znowu przypomniała sobie madame Menieure, a jej oczy napełniły się łzami. Uradowana widokiem lawendowych pól i góry Sainte-Victoire obsypała pocałunkami wuja François. Oniemiały mężczyzna nieśmiało ucałował ją w odpowiedzi. Widząc go onieśmielonego jej emocjonalnym wybuchem, Madeleine przyrzekła sobie, że nie będzie więcej podawać w wątpliwość jego intencji. Po raz kolejny przekonała się, że wszystko co robił, wychodziło na dobre. Nie był sympatycznym typem, dobrze o tym wiedziała, ale musiała przyznać, że miał do niej nawet więcej cierpliwości niż ciotka. Rozterki dotyczące przyszłości też zapadły się gdzieś na dno duszy i teraz chciała tylko być tutaj, malować, chodzić na spacery między polami lawendy i rozkoszować się krajobrazem.
Dni w domu na wzgórzu spowszedniały. Wuj wyjechał w interesach i wprawdzie zostawił trochę pieniędzy, ale wiadomo było, że nie wystarczą na długo. Do tego nie było jasne, kiedy wróci, dlatego ciotka zarządziła, że trzeba poszukać pracy. Wybrały się do miasta, żeby się zorientować, kto przyjechał z Paryża i czy potrzeba gdzieś krawcowej. Letni upał wisiał w powietrzu, a bulwar Mirabeau mimo to tętnił życiem. W bistrach i kawiarniach ludzie siedzieli pod parasolami, chroniąc się przed piekącym słońcem, zajęci piciem kawy i głośną rozmową. Eleganckie kobiety w zwiewnych sukienkach i lekkich kapeluszach wachlowały się niewielkimi hiszpańskimi wachlarzami. Czasami przytykały dyskretnie chusteczkę do policzków i czoła, kontrolując, czy aby staranny makijaż nie rozpłynął się w gorącej temperaturze. W tym upalnym gwarze nie czuło się wojny, panował ten sam beztroski nastrój, jaki Madeleine znała z Paryża, sprzed ogłoszenia konfliktu. Szybko okazało się, że kilka byłych klientek ciotki też mieszka w Aix. Prawie natychmiast udało się zaaranżować dwa terminy. Wróciły do domu na wzgórzu szczęśliwe i umęczone skwarem.
Wieczorem siedziały w ogrodzie pod platanami. Okoliczne pagórki zasłaniały zachód słońca i dawały cień, który był zasłużoną przerwą od upału. Cierpki zapach lawendy panował nad całą okolicą i działał prawie hipnotycznie. Ten stan błogiego spokoju przerwał terkot samochodu i ciotka zerwała się, jakby ktoś wyrwał ją z głębokiego snu. Rzadko ktoś zajeżdżał na wzgórze, stała skulona, jakby obawiała się złej wiadomości. Ciężkim krokiem ruszyła do nieznajomego. Po krótkiej rozmowie wróciła uradowana do ogrodu. Siedziała przez chwilę na krześle i uśmiechała się do samej siebie, niczego nie zdradzając wyczekującej Madeleine. W końcu wydusiła z siebie, że był to posłaniec od madame de Mauvoison. Jeanine Gaudet nie posiadała się ze szczęścia, że może znowu pracować dla swojej najlepszej klientki. Madeleine objęła uradowaną ciotkę, ciesząc się w duchu, że nareszcie wie – Dominik jest w Aix.
Wiadomość, że madame Gaudet przeprowadziła się do Aix, rozeszła się z szybkością błyskawicy. Po kilku dniach nawet Micheline Scholl chciała zamówić garderobę na wyprawę w tropiki. Jeanine i Madeleine znowu wybrały się do miasta, żeby omówić szczegóły zlecenia. Madame Scholl wyjawiła, że pracuje w redakcji lokalnej gazety i za kilka miesięcy zamierza wyjechać do kolonii francuskiej na Martynikę. Na jej miejsce poszukuje się osoby do ilustrowania gazety, trochę rysunkami do działu mody, trochę rysunkami komentującymi teksty. Madeleine słuchała rozmarzona z myślą, że to byłoby coś, czego chciałaby spróbować. Nie odważyła się jednak odezwać. Scholl oznajmiła, że po doświadczeniach z teatru jest pewna, że Madeleine poradziłaby sobie z taką pracą. Zaskoczona dziewczyna nie była w stanie nic z siebie wydusić, za to ciotka przytaknęła z przekonaniem.
Praca w redakcji bardzo jej się podobała. Codziennie kilka godzin spędzała w biurze na zbieraniu materiału do rysunków, po czym szła z sekretarką do bistra na kawę. Cecylia Fountaine, jej rówieśnica, pochodziła z Aix i znała tutaj prawie wszystkich. Madeleine chciała się czegoś dowiedzieć na temat Dominika. Cecylia była świetnie poinformowana także i na jego temat. Dominik jest tutaj z rodziną, mieszka w pałacyku nieopodal bulwaru Mirabeau, przy rue Mazarine, studiuje prawo i politologię w Marsylii i Awinionie, jest w domu rzadko, tylko na weekend. Dziewczyna dalej coś szczebiotała, lecz Madeleine nie słuchała więcej. Znalazła w końcu powód milczenia Dominika. Nie miało ono z nią nic wspólnego. Wiedziała, że musi cierpliwie czekać. Rozważała, jak sprowokować sytuację, żeby go spotkać. Ciotka chodziła do starszej madame de Mauvoison z przymiarkami, ale Madeleine nie miała odwagi zapytać o Dominika. To wzbudziłoby podejrzenia. Tak, musiała czekać aż Dominik odezwie się pierwszy.
Prowansja w zimie była szara i mokra, niebo pokazywało się tylko zachmurzone, ciągle padał deszcz. Silny zachodni wiatr, mistral, wiał bez ustanku. Wyjące podmuchy przeszywały cały dom i wszelkie starania palenia w kominkach i ogrzewania domu pozostawały bez rezultatu. Ciotka zdrętwiała siedziała przy maszynie do szycia w grubym swetrze, skarpetach i rękawiczkach z obciętymi końcówkami palców. Madeleine rysowała do gazety podobnie ubrana w grube, wełniane rzeczy. Rozgrzewały się litrami ciepłej herbaty, lecz chłód w domu stawał się nie do wytrzymania. Jedynym sposobem na przemianę tej syberyjskiej jaskini w ciepły prowansalski dom byłoby uszczelnienie okien, do tego potrzebna przydałaby się jednak wata, a jej zdobycie w obecnych czasach było niemożliwe bez kontaktów wuja.

Pomoc nadeszła nieoczekiwanie. Madame de Mauvoison, przeważnie zajęta sobą, zauważyła jednak, że Jeanine Gaudet przychodzi do niej coraz bardziej ścierpnięta. Kiedyś krawcowa opowiedziała jej o mistralu hulającym po domu i madame de Mauvoison bez zastanowienia poleciła swojemu zarządcy zorganizowanie i dostarczenie waty. Ciotka przyjęła propozycję pomocy z lekkim wahaniem. Utrzymywała kontakty z madame de Mauvoison osobiście, celowo nie wysyłała Madeleine z przymiarkami do pałacyku. Chciała za wszelką cenę uniknąć zetknięcia się młodych. Wiedziała, że młody de Mauvoisan studiuje, i liczyła na to, że oboje pochłonięci swoimi zajęciami zapomną o sobie. Jeanine nie miała konkretnych dowodów, lecz intuicja podpowiadała jej, że Madeleine musiała się spotykać z Dominikiem w Paryżu. Wierzyła, że madame de Mauvoisan nic o tym nie wie, wszak w przeciwnym wypadku zerwałaby wszelkie kontakty. Poza tym dostarczenie waty do domu na wzgórzu nie było zajęciem dla młodego arystokraty, tłumaczyła sobie.
Samochód rodziny de Mauvoisan pojawił się na wzgórzu krótko przed Bożym Narodzeniem. Jeanine i Madeleine, jak tylko usłyszały warkot silnika, rzuciły się do okna i z napięciem przypatrywały się, kto wysiądzie z samochodu. Uśmiechały się sztucznie do siebie, nie zamieniając ani słowa. Kilka sekund oczekiwania wydłużało się niemiłosiernie; w końcu zobaczyły, że z samochodu wysiadł Dominik ze służącym. Jeanine, czując się w tej sytuacji przegrana, powlokła się na miękkich nogach, żeby otworzyć drzwi. Madeleine stała jeszcze przez chwilę nieruchomo, jakby zamieniona w słup soli. Dominik, niespeszony niespodzianką, jaką sprawił, od razu zaproponował, że pomoże uszczelnić okna w salonie. Ciotka z rezygnacją obserwowała młodych − ich pałające spojrzenia zdradzały, że nadal pozostają sobą zainteresowani.
Skrywana namiętność wybuchła na nowo. Madeleine i Dominik spotykali się, by nacieszyć sobą. Wyjeżdżali poza Aix, żeby ich nikt nie zobaczył. Kochali się w samochodzie albo w opuszczonych domach letniskowych, do których klucze znajdowali zwykle pod wycieraczką lub doniczką.
Po jakimś czasie namiętność ostygła i Madeleine zaczęła bardziej racjonalnie patrzeć na związek z Dominikiem. Zastanawiała się, co dalej. Ciągle powracała do niej myśl, że nie może tak w nieskończoność potajemnie się z nim spotykać. Ta cała konspiracja stawała się nie do wytrzymania; kłamstwa, którymi karmiła otoczenie, ciążyły jak kamień. Denerwowało ją, że Dominik wcale się tym nie przejmował i ucinał temat, gdy tylko pojawiało się pytanie o zmianę sytuacji – o ujawnienie otoczeniu ich uczucia czy o wspólną przyszłość. Dochodziło wtedy do kłótni, które kończyły się pojednawczo w łóżku, ale myśl, że to nie może dłużej trwać, powracała jak bumerang. Madeleine czuła, że musi zmienić swoje położenie.
Co w następnym odcinku: Kiedy Dominik po raz kolejny uciekł od rozmowy o przyszłości, Madeleine zrozumiała, że tym razem to ona musi zrobić pierwszy krok. Nie wiedziała tylko, dokąd ją on zaprowadzi.

Inne odcinki powieści i teksty Katarzyny Poznakow znajdziesz tutaj
Książka „Jedwabne nici” tutaj
E-book „Jedwabne nici” tutaj
Zarejestruj się i opisuj swoje podróże

Komentarze