Jedwabne nici, odcinek 26, „Dzień, w którym Paryż zamilkł”
I Pożegnanie z Europą,
Rozdział 3 Zapach lawendy,
Co w tym odcinku: Wojna wdziera się do Paryża bez zaproszenia, ale to nie niemieckie czołgi najbardziej zmieniają życie Madeleine. Właśnie odkrywa, że największe bitwy toczą się nie na ulicach, lecz w niej samej. Miłość, strach, wstyd i pragnienie splatają się w niej jak nici, których nie potrafi już rozdzielić.
Dwa dni później Niemcy przekroczyli granicę francuską. Wojna, ku zaskoczeniu Madeleine, wyglądała tak, jak ją opisał wuj François. Ludzie zaczęli wykupywać wszelkie towary ze sklepów. Ciotka musiała zrezygnować z salonu; stoły do krojenia, maszyna do szycia, materiały i uszyte już ubrania zostały pospiesznie przewiezione do mieszkania Gaudetów. Trudno było wyciągnąć zaległe zapłaty, klientki nagle przestały interesować się modą – pieniądze wydawały na zapasy, a nie na szmatki. Miasto było jak w transie, Paryżan interesował tylko jeden temat. Czy Niemcy wejdą do stolicy? Radio skąpo informowało o działaniach wojennych. Czasami w nocy było słychać odgłosy artylerii, władze uspokajały ludność, że nie ma powodów do obaw, że to kwestia dni i armia niemiecka wycofa się całkowicie z Francji.
Madeleine ciągle chodziła do teatru z przymiarkami. Robiła to z ochotą, bo było to jedyne miejsce, gdzie nikt nie mówił o wojnie. Czas jakby się tutaj zatrzymał. Cały zespół koncentrował się na przygotowaniach do premiery. De Burre ciągle opowiadał jakieś anegdoty o znanych osobistościach, w czasie przerw popijano wino. Madame Scholl zawsze znajdowała dla niej chwilę, żeby porozmawiać o malarstwie i o fotografii, pożyczyła jej nawet stosowne książki. Micheline zauważyła, że Madeleine przestała chodzić do bistra i pochwaliła ją, że skończyła z Dominikiem.
Wkrótce armia niemiecka stanęła pod Paryżem. Władze francuskie zapowiedziały, że miasto ogłosi oficjalną kapitulację, żeby uchronić zabytki przed zniszczeniem i uniknąć rozlewu krwi.
Madeleine szła – po kolejnej sesji przymiarek – ulicą Cambon na spotkanie z Dominikiem. Obecność niemieckich żołnierzy wywoływała w niej nieprzyjemne uczucie. Wykrzykiwali coś za nią. Nic nie rozumiała, ale ton tych pokrzykiwań przyprawiał ją o drżenie kolan. Nareszcie doszła do kamienicy i nie czekając na windę, wbiegła szybko na górę po schodach.
Nie musiała dzwonić. Dominik otworzył jej drzwi.
− Nareszcie jesteś. Myślałem już, że nie przyjdziesz – powitał ją z uśmiechem.
− Trudno mi było dojść. Tyle dzisiaj wojska na ulicy. Czytałam ogłoszenie mera, że Paryż zostanie poddany – próbowała opanować zadyszkę.
− Tak, to możliwe – rzucił Dominik od niechcenia.
− Widzę, że cię to nie interesuje − popatrzyła na niego zdziwiona. Na krótko przypomniały się jej wstrząsające ujęcia Warszawy z kroniki filmowej i jej emocjonalna reakcja.
− Nie, właściwie to nie – przyciągnął ją do siebie. – To ty mnie interesujesz − wymruczał i zaczął ją całować.
− Dominik… – usiłowała się wyzwolić z jego uścisku.
− Nic nie mów − położył rękę na jej ustach. − Poprowadzę cię, zaufaj mi.
Spojrzała na niego i pomyślała, że teraz wydarzy się to, na co czekała. Tyle razy przeżywała to drżenie ciała, kiedy dotykał jej dłoni w bistrze. Tyle razy chciała czegoś więcej, kiedy gładził ją po policzku. Dominik wziął ją za rękę i poprowadził do sypialni, poddała mu się bez słowa. Delikatnym ruchem polecił jej się położyć. Wpatrywała się wyczekująco w sztukaterię na suficie. Nachylił się nad nią i poprosił, żeby rozpięła mu koszulę. Z wysiłkiem uporała się z guzikami i pomogła mu ją zdjąć. Ukazywało się jego ciało: szczupłe i twarde jak stal. Odruchowo przesunęła ręką po odznaczających się mięśniach. Nie był atletą, ale czuła jego męską siłę. Ściągnął jej apaszkę z szyi i zasłonił twarz. Poczuła na sobie jego ciało. Zaczął całować zasłoniętą chustką twarz. Posuwał się od czoła, przez nos, natrafił na rozchylone usta, nieomylnie przesuwał się w stronę szyi.
Dotarłszy do skrawka nieosłoniętego ciała, subtelnie dotknął go językiem. Jej ciało zafalowało, głęboko westchnęła. Dotknął osłoniętych bluzką piersi, po czym lekko je przygryzł. Jej oddech stawał się coraz szybszy. Obsunął się do kolan, całował uda. Rozkosz ją naprężyła, zabolało podniecone łono. Nie mogła już dłużej tego wytrzymać, ciało domagało się szczytowania. Przyciągnęła go do siebie. Przerwał na chwilę. Zerwała chustkę z twarzy, żeby sprawdzić, co się stało. Uchwyciła jego uśmiech. Gorączkowo zaczęli uwalniać się z ubrania. Zabrakło mu cierpliwości w rozpinaniu guzików i wszedł w nią nagle, bez ostrzeżenia. Ten pierwszy ruch lekko ją zabolał, wydała odgłos, jakby uwolnienia. Poczuła, że jeżeli mu się opiera, to zaznaje większej rozkoszy. Wezbrała się w niej gdzieś w środku jakaś nieznana siła, która kołysała ciało w permanentnej ekstazie. Nagle jego ruch uwolnił tę siłę, jakaś fala koncentrycznie rozchodziła się po całym ciele. Usłyszała jak przez mgłę jego krótki okrzyk. Przez myśl przemknął jej obraz Janusza i nieszczęsnej prywatki u Zuzy.
Leżała w błogim zmęczeniu i przypatrywała się szczegółom wyposażenia pokoju. Długie zasłony w oknach, lecz żadnych firanek. Dopiero teraz zauważyła, że okna wychodzą na ulicę, po drugiej stronie widziała budynek. Zorientowała się, że leżą na zasłanym łóżku. Dekoracyjna, pikowana kapa była wymięta, na dodatek w kilku miejscach widniały plamy. Zawstydziła się. Chciała trochę zasłonić ciało bluzką, lecz on jej na to nie pozwolił. Leżał na boku i wpatrywał się w nią. Czule głaskał jej ciało.
Madeleine uśmiechnęła się do niego. Było jej tak dobrze z Dominikiem. Przyłapała się jednak na tym, że obawia się, że to szczęście nie będzie trwało wiecznie. Właściwie to nie była pewna, czy może zaufać Dominikowi. Przecież wszyscy wokół ją ostrzegali: ciotka, madame Scholl. „Nie, to niemożliwe” – odepchnęła wątpliwości. Z pewnością też rozumiał i cenił to, że oddała mu najcenniejszy dar kobiety – niewinność. Wycisnęła pocałunek na jego ustach i zasnęła.
Kochanków obudziła głośna marszowa muzyka i dziwny rytmiczny odgłos. Madeleine bezwiednie naciągnęła na siebie bluzkę i podeszła do okna. Otworzyła je i wyjrzała na ulicę. W sekundzie odskoczyła, jakby zobaczyła zjawę w biały dzień.
− Madeleine, co jest? – zapytał Dominik zaskoczony.
− Chodź, sam zobacz – wydusiła struchlała.
Dominik wygramolił się z łóżka. Z okna zobaczył ciągnącą się wzdłuż Pól Elizejskich defiladę wojskową. Zwycięska armia niemiecka dumnie maszerowała, głośno uderzając obcasami o bruk Paryża. Francja poddała się okupacji niemieckiej.
Madeleine weszła na palcach do mieszkania. Ciotka i wuj czekali na nią podenerwowani, od razu zauważyli jej przyjście.
− Gdzie byłaś? Dzwoniłam do teatru. Wyszłaś przed kilkoma godzinami − krzyczała ciotka.
− Szłam przez miasto. Zaczęła się ta defilada i nie mogłam przejść na drugą stronę ulicy. Musiałam poczekać aż się skończy – wymyśliła na poczekaniu Madeleine.
− Oglądałaś defiladę Niemców? – zdziwił się wuj, przyglądając się jej podejrzliwie. – Myślałem, że po tym, co Niemcy zrobili z Warszawą i do czego doprowadzili twoją rodzinę, nie zasłużą nawet na odrobinę twego zainteresowania.
Madeleine czuła odrazę do samej siebie, że wymyśliła takie głupie kłamstwo. Przecież stojąc w oknie i widząc defiladę, myślała o ojcu, który pracuje u piekarza, żeby utrzymać rodzinę, i o płonącym zamku królewskim.
− Nie oglądałam defilady. Zostałam zatrzymana przez patrol niemiecki – brnęła dalej.
− Nie musiałaś się wylegitymować? – drążył wuj.
− Nie. Poza tym nie miałam nic przy sobie – kłamała dalej jak z nut.
− Madeleine, miałaś w takim razie dużo szczęścia – stwierdził niedowierzająco wuj. – Bez papierów powinni zatrzymać cię do wyjaśnienia. Gdyby stwierdzili, że jesteś Polką, zostałabyś aresztowana i najprawdopodobniej deportowana do Polski.
− To może mogłabym w końcu wrócić do domu – wypaliła bez namysłu.
− Madeleine, nie mów głupstw. Sytuacja jest wystarczająco ciężka – włączyła się ciotka.
− Twój francuski paszport nie jest jeszcze gotowy. Musisz być ostrożna i unikać kontroli przez patrol niemiecki. Jesteś w tej chwili praktycznie bez papierów – kontynuował wuj.
− A mój polski paszport? Co z nim? – z ulgą w głosie zmieniła temat.
− Musiałem go sprzedać a conto nowego – ku jej radości wuj podjął wątek.
− No, ale przecież ludzie mnie tutaj znają. Wiedzą, że nie jestem waszą córką, że przyjechałam z Polski – ciągnęła.
− Nie przejmuj się tym. Francuzi są zbyt powierzchowni, żeby tak dogłębnie interesować się innymi. Poza tym niebawem wyjedziemy z Paryża – zakończył.
− Jak to wyjedziemy z Paryża? Dokąd? − Madeleine oniemiała.
− Na południe. Do Aix, do domu letniskowego – odpowiedziała ciotka. − Interesy wuja nie idą dobrze. Z salonem… sama wiesz. Praca w teatrze też się kończy. Wkrótce zabraknie nam pieniędzy na życie w Paryżu. Sama widzisz, jak wszystko podrożało.
− Mogę podjąć jakąś pracę, obojętnie jaką – za wszelką cenę chciała pozostać w Paryżu blisko Dominika. Nie wyobrażała sobie, jak mogłaby go teraz zostawić.
− Madeleine, to nic nie da, naprawdę musimy opuścić Paryż – stwierdziła smutno ciotka.

Nagle pojęła położenie rodziny w Warszawie, wojna zmuszała do decyzji w imię przeżycia. Nieważne, kim się jest i co się robi, ważne, żeby przeżyć. Liczy się tylko to, co umożliwia przeżycie. Chciała pozostać w Paryżu dla Dominika, ale nie wiedziała, co zrobić, żeby pozostać przy nim. Wyjawienie wujostwu całej historii groziło katastrofą, być może nawet wyrzuciliby ją z domu. Złamała przecież tyle zasad, tak jak ciotka Jeanine wtedy w Polsce. Postanowiła przekonać Dominika do jakiegoś rozwiązania, żeby byli blisko siebie.
Madeleine opowiedziała Dominikowi o decyzji wyjazdu do Aix. On znowu zdawał się niespecjalnie poruszony, ale dodał, że jego rodzina również zamierza się przenieść na południe i też do Aix. Madeleine nie mogła się nadziwić temu niezwykłemu zbiegowi okoliczności. Dominik wyjaśnił, że południowa część Francji nie jest pod rządami niemieckimi i cieszy się względną wolnością, żadnej godziny policyjnej ani uciążliwych kontroli. Dlatego ten, kto może sobie załatwić wyjazd do państwa wolnych Francuzów, robi to bez ociągania. Ucieszyła się, że będzie blisko Dominika, lecz nie dawało jej spokoju, że wuj znowu wszystko dokładnie przewidział. Dyskretnie wypytała ciotkę, jak doszło do tego postanowienia. Ta spokojnie wyjaśniła, że klienci wuja, zwłaszcza ci, którym dostarcza wino, to ludzie zbliżeni do rządu, dlatego wuj jest zawsze dobrze poinformowany. W przypadku Dominika wiedziała, że jego ojciec należał do kręgów elity rządzącej, jasne, że miał dostęp do takich wiadomości. Zmianę jej polskiego paszportu też polecili wujowi jego wysoko postawieni znajomi. Uspokoiło ją to, zawstydziła się nawet swoich podejrzliwych myśli. Żal jej jednak było opuszczać Paryż, polubiła to miasto, to mieszkanie i swój pokój z widokiem na Sekwanę. Wuj mówił, że jak się wojna skończy, to wrócą. Mieszkanie udało się wynająć jakiemuś niemieckiemu oficerowi, u Madeleine ta wiadomość wzbudziła dziwny skurcz w żołądku. Ciotka, jakby spojrzeniem aparatu rentgenowskiego, dojrzała tę reakcję i szybko dodała, że mieszkanie wynajęto Niemcowi za psie pieniądze, ale w ich sytuacji liczy się każdy grosz.
Kolejne rozczarowanie powoli ulatniało się jak mgła letniego poranka. Madeleine tłumaczyła sobie, że jest to kolejne oddalenie od rodziny, od Polski i że musi się z tym pogodzić. Poza listem od ojca i zdjęciem sprzed choinki nie miała już niczego, co łączyłoby ją z rodziną.
Posiadała francuski paszport, w nim zaś obok zdjęcia widniało: Madeleine Gaudet, a nie żadna Magdalena Reck. Jedwabne nici, w których magiczną moc wierzyła, zużyła na sukienkę. Nie widziała szansy na telefon do domu. Nie wiadomo, czy telefony działają, czy rodzice się nie wyprowadzili. Poza tym koszty tej rozmowy sprzed roku były tak wysokie, że nie odważyłaby się ponownie o to prosić wujostwa. Pomyślała, że listy, które pisała coraz rzadziej, można przecież też wysyłać z Aix, poda swój nowy adres i po sprawie. Czuła się w stanie zawieszenia. Tutaj Francja, a tam Polska, czy warto się tutaj angażować, żeby potem wszystko zostawić i wrócić do kraju? A co z Dominikiem? Czy pojechałby do Polski? Czy rodzina by go zaakceptowała? Czy musiałaby dla niego zostać we Francji? „Jesteśmy ze sobą bez zaręczyn, bez ślubu. Żebym tylko nie zaszła w ciążę! A co z moimi planami? Czy całe życie muszę być krawcową?” – tyle pytań zajmowało jej myśli.
Co w następnym odcinku: Jedwabne nici, w które wierzyła, pękały jedna po drugiej. A Madeleine nie była pewna czy najcieńsza z nich — ta, która łączyła ją z Dominikiem — okaże się trwała.

Inne odcinki powieści i teksty Katarzyny Poznakow znajdziesz tutaj
Książka „Jedwabne nici” tutaj
E-book „Jedwabne nici” tutaj
Zarejestruj się i opisuj swoje podróże

Komentarze