Jedwabne nici, odcinek 28, „Kiedy nici przestają łączyć”

I Pożegnanie z Europą,

Rozdział 3 Zapach lawendy,

Co w tym odcinku: W świecie, w którym wojna odbiera ludziom imiona, a miłość potrafi być bardziej niebezpieczna niż okupant, Madeleine próbuje ocalić choć odrobinę siebie. Gdy Micheline Scholl szykuje się do wyjazdu na Martynikę, a Dominik po raz kolejny igra z jej uczuciami, bohaterka staje wobec sytuacji, na którą nigdy nie była przygotowana.

Pewnego jesiennego dnia Micheline Scholl wpadła do redakcji, oznajmiając, że nareszcie udało się jej zakupić bilet na statek płynący na Martynikę. Stosowna garderoba zamówiona u Jeanine Gaudet od dawna wisiała w szafie gotowa do zapakowania. Na Martynice Scholl zamierzała aktywnie wspierać działalność na rzecz wyzwolenia Francji. Życie w Aix nie było widocznie naznaczone wojną, lecz tak naprawdę było się wolnym tylko dopóty, dopóki nie krytykowało się faszystowskich Niemiec. Jeżeli ktoś się na to odważył, jak spod ziemi wyrastali agenci służb bezpieczeństwa i zaczynał się horror przesłuchań i zesłania do obozu pracy. Scholl chciała prawdziwej wolności.

W styczniu, krótko przed wyjazdem, zaprosiła znajomych na pożegnalny kieliszek wina. Madeleine czuła się wyróżniona, że znalazła się w gronie zaproszonych. Zupełnie jak na początku ich znajomości nadal fascynowała ją niezależność i pewność siebie tej kobiety – sposób, w jaki rozmawiała z mężczyznami, to, że potrafiła przyciągnąć uwagę, kiedy chciała, pozostawać w tle, kiedy było to dla niej wygodne. Scholl potrafiła sterować uczuciami otaczających ją ludzi i Madeleine instynktownie odczuwała, że jest to osoba, której lepiej nie zaliczać do swoich wrogów.

W bistrze koledzy z redakcji i kilka osób ze światka artystów dyskutowało o wojnie, o sztuce, o konieczności stawiania oporu i o barbarzyńskim narodzie niemieckim. Madeleine zauważyła, że Scholl, która pochodziła z Niemiec, ani słowem nie wspomniała o swoich korzeniach, kiedy jej nieustraszeni francuscy koledzy pluli na wszystko, co niemieckie. Nawet Goethe i Schiller nie zostali oszczędzeni. Nie chciała jej w tym momencie wypytywać, co czuła, sama przecież miała sfałszowaną tożsamość. Goście po kilku kieliszkach zdecydowali się przedłużyć przyjęcie w kabarecie. Podchmielone towarzystwo dotarło do celu, gdzie właśnie trwało przedstawienie. Wszyscy po omacku zajmowali miejsca w zaciemnionej sali. Kiedy tylko zakończył się występ, sala pojaśniała i zaczęła przygrywać orkiestra. Madeleine znakomicie się bawiła wyrywana do tańca przez kolegów. Gdzieś na parkiecie mignęła jej postać Dominika, pomyślała jednak, że to złudzenie po zbyt wielu kieliszkach wina – o tej porze jest na pewno w Marsylii. Dla pewności odwróciła głowę w kierunku przywidzenia i przekonała się, że Dominik rzeczywiście tam był – w kącie baru flirtował z tancerką z przedstawienia. Obróciła się w tańcu tak, żeby lepiej go widzieć, ale nie na tyle, żeby mógł ją dojrzeć. Dominik pogładził kobietę po policzku, powiedział coś do ucha, ta się roześmiała, na co pocałował ją w policzek i się oddaliła. Kolega odprowadził Madeleine na miejsce i wtedy spostrzegła, że Dominik opuszcza kabaret z tancerką.

W oka mgnieniu przeszła jej ochota na dalszą zabawę. Madame Scholl z łatwością rozpoznała zmianę jej nastroju, bo też dojrzała Dominika z dziewczyną z kabaretu. Brutalnie wypaliła Madeleine prosto w oczy, że jest naiwna, jeżeli wierzy w związek z Dominikiem. On jest od dawna zaręczony z bogatą panną z Marsylii. Jedyne, co może jej zaoferować, to pozycja kochanki, a i to też nie na wyłączność. Powinna przestać się łudzić i rozejrzeć za kimś innym. Madeleine ogarnęła bezradność; madame Scholl potwierdzała jej pełne obaw przeczucie, że nie może ufać Dominikowi. Nie potrafiła jednak odrzucić jego czułości. Miłość oznaczała dla niej bliskość, wierność, chęć bycia z tą jedyną osobą razem na zawsze. Dominik za to potrafił być czuły dla każdej kobiety, być może mógłby związać się z jedną na zawsze, ale wierny nie potrafił być w stosunku do żadnej. Upiła kilka łyków wina, żeby zagłuszyć własne myśli.

W końcu i kabaret został zamknięty, ale goście madame Scholl nie byli jeszcze w nastroju do pożegnania i Micheline zaprosiła wszystkich do siebie. Wypite wino wyzwoliło u obecnych duże pokłady czułości, intelektualne dyskusje zamieniły się w intensywny flirt. Madeleine z rozbawieniem przyglądała się kokieteryjnej rozmowie Cecylii Fountaine z niejakim Alainem Possotem. Nagle uświadomiła sobie, że też jest obiektem zalotów kolegi z sąsiedniej redakcji. Tego było jej za wiele, zdecydowała pójść do domu. Zajęta poszukiwaniem palta chodziła z pokoju do pokoju, żeby sprawdzić, gdzie leży garderoba. Weszła do sypialni, gdzie zastała na łóżku obnażoną do połowy Scholl, obok której leżała kelnerka z bistra. Jej duże piersi prawie przygniatały drobną figurę dziewczyny. Scholl niespeszona rzuciła jakieś pytanie. Madeleine przystanęła na chwilę. W końcu pojęła, że nic do niej nie dociera i wyszła. Rozdział Micheline Scholl został w jej życiu zamknięty. Znalazła nareszcie płaszcz i wyruszyła do domu na wzgórzu.

Bańka iluzji w końcu prysnęła

Lekarstwem na przeżycia ostatnich dni znowu stała się praca. Madeleine ilustrowała bez wytchnienia – największą przyjemność sprawiały jej rysunki do działu mody. Styl ubierania się ulicy stał się szary, kobiety wyraźnie nie znajdowały w sobie odwagi na kwieciste i wesołe wzory. Jej rysunki były za to kolorowe i pokazywały raczej marzenia niż rzeczywistość. Po długiej nieobecności niespodziewanie pojawił się w domu na wzgórzu wuj François, przywiózł smakołyki i pieniądze, chwalił zaradność „swoich kobiet”, widząc je całe i zdrowe. Opowiadał o klęsce Niemiec w Rosji, o tym, że armia niemiecka prawie zamarzła pod Stalingradem, że wojna teraz pewnie nie potrwa długo. Madeleine zaczęła się zastanawiać nad powrotem do Polski, we Francji spędziła już cztery lata i obecnie nic jej tutaj nie trzymało. No, może rozstanie z ciotką nie przyszłoby jej łatwo. Jedwabne nici, być może one rzeczywiście istniały? A czy paszport francuski nie byłby przeszkodą? Na pomysł powrotu do Polski ciotka zareagowała bez entuzjazmu; przyznała, że trudno byłoby jej się rozstać z siostrzenicą. Madeleine objęła ją i ucałowała, jak matkę. „Z kim łączą mnie jedwabne nici? Z ciotką Janeczką?” – zastanawiała się.

Madeleine obiecała sobie, że nie będzie mieć nic więcej wspólnego z Dominikiem. Musiała tylko unikać miejsc, w których mogli się przypadkowo spotkać. Przestała chodzić do bistra i zaraz po pracy wracała do domu. Minęło kilka miesięcy i uważała, że wyleczyła się z miłości do niego. Pewnego razu wybrała się z Cecylią Fountaine na kawę, a on znowu się pojawił, jak spod ziemi. Liczyła na to, że nie podejdzie, bo w ten sposób ujawniłby ich romans, lecz Dominik skierował się prosto do stolika, przy którym siedziały. Złapał ją za rękę i pociągnął do wyjścia, w biegu wręczając kelnerowi kilka banknotów. Poddała mu się, nie miała siły stawiać oporu. Pojechali za miasto. Przez całą drogę zaklinał ją, że nie może żyć bez niej, że ją kocha. Nic nie mówiła. Kochali się w milczeniu na łące przy oszałamiającym zapachu kwitnących drzew. Zabroniła sobie myśleć o tym, co zaszło, sądziła, że rozum pokona słabość ciała, była pewna, że następnym razem zapanuje nad własnym ciałem i powie: „Nie”. Ten następny raz to nie było namiętne zbliżenie, tylko romantyczna wycieczka do Marsylii. Wyprawa do katedry, rozmowy o sztuce i literaturze − znowu nie potrafiła odmówić. W drodze powrotnej Dominik wysadził ją prawie przed domem. Nie uszło to uwadze ciotki i wybuchła awantura. Jeanine krzyczała, Madeleine milczała jak kamień. Ciotka sfrustrowana brakiem odpowiedzi spoliczkowała dziewczynę.

−     Wiem wszystko, masz rację, ale nie potrafię się od niego uwolnić – wyrzuciła z siebie jakby otrząśnięta ze snu.

Madeleine targana sprzecznymi uczuciami znowu przysięgała sobie unikać Dominika i znowu przestała chodzić z Cecylią Fountaine do bistra. Wuj François nieoczekiwanie zawitał do domu ze świeżymi wiadomościami. Amerykanie wylądowali w Normandii, są już we Włoszech od roku i lada moment pojawią się na południu Francji. W Polsce właśnie przejęli władzę komuniści, ale wybuchło powstanie w Warszawie i nie wiadomo, co to znaczy. Przepowiednie wuja się sprawdziły. Kilka dni później Amerykanie dotarli do Marsylii. Ludzie opowiadali, że na ulicach miasta doszło nawet do walk i amerykańskie czołgi pilnują porządku w mieście. Amerykanie zawitali także do Aix. Krótko po tym ukazało się obwieszczenie mera miasta, że republika marszałka Pétaina upadła – Francja była wolna.

Wiadomość z Polski

Wszystko stężało jak gdyby zawieszone w próżni. Niby Niemców już nie było, ale nikt oficjalnie nie ogłosił końca wojny. Madeleine przeczuwała, że ten stan nie będzie trwał wiecznie, wkrótce nastąpią zmiany. Pytała wuja, co ma zrobić. Wracać do Polski? Wuj po raz pierwszy nie miał gotowej odpowiedzi; zaproponował, żeby jeszcze poczekać. Dni i tygodnie mijały bez żadnych zmian. Któregoś dnia w mieście wywieszono listy zabitych Francuzów. Nie pojmowała, co to za wykazy, o kogo tu chodzi. Wracając z redakcji, zatrzymała się przy słupie ogłoszeniowym i studiowała nazwiska na liście, żeby sprawdzić, czy zna kogoś z wypisanych. Sunęła uważnie palcem wzdłuż słupków z nazwiskami, kiedy ktoś lekko uderzył ją w ramię. Obejrzała się za siebie i zobaczyła Dominika.

−     Ach, to ty – stwierdziła beznamiętnie i kontynuowała analizę obwieszczenia.

−     Te nazwiska na liście to osoby wywiezione do obozów śmierci, przeważnie Żydzi albo komuniści. Co cię to tak interesuje, jesteś przecież Francuzką – zapytał zdziwiony jej zainteresowaniem.

„Jestem Francuzką?” – zastanowiła się krótko w myślach.

Próbował odciągnąć Madeleine od słupa, ale mu się wyrwała.

 − Zostaw mnie w spokoju. Mam cię dosyć, nie chcę cię widzieć i nie chcę mieć z tobą nic wspólnego – wykrzyknęła.

−     Skarbie, co się stało? – usiłował przyciągnąć ją do siebie i przytulić.

Znalazła nareszcie siłę, żeby mu powiedzieć o tym, co ją dręczyło od dawna: że nie jest godny jej zaufania, że ją wykorzystał, że nie chce odgrywać roli kochanki w jego życiu, bo to dla niej stanowczo za mało. Dominik coś tłumaczył, ale nie słuchała go. Nie interesowało jej, co miał do powiedzenia. Teraz była pewna, że to nie był ten mężczyzna, jakiego w życiu szukała. Zostawiła go z jego wyjaśnieniami na środku ulicy i ruszyła szybkim krokiem do domu na wzgórzu. Kiedy przekroczyła próg domu, nareszcie czuła się wolna.

Zastała wujostwo posępnie siedzących nad kartką papieru. Ciotka podała jej bez słowa telegram.

Szanowny Panie Gaudet,

niniejszym potwierdzam, że na liście Międzynarodowego Czerwonego Krzyża znajdują się nazwiska: Stanisław Reck, Zofia Reck i Romuald Reck.

Z poważaniem

Pierre Hubert

Zapytała, czy to oznacza, że rodzice nie żyją. Wuj skinął głową. Jedwabne nici zostały na zawsze zerwane.

 

Co w następnym odcinku: Gdy zostawia Dominika na środku ulicy, czuje, że wygrała bitwę o siebie. Ale w domu czekała na nią wiadomość, która odebrała jej grunt pod nogami. W następnym odcinku powrót z retrospektywy na statek wiozący Madeleine do Azji.

Inne odcinki powieści i teksty Katarzyny Poznakow znajdziesz tutaj

Książka „Jedwabne nici” tutaj

E-book „Jedwabne nici” tutaj 

Zarejestruj się i opisuj swoje podróże

Powiązane Artykuły

Komentarze

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *