Jedwabne nici, odcinek 46, „Święto Dziękczynienia bez wdzięczności”
II Jedwabny świat,
Rozdział 9 Ucieczka, dziennik Aleksandra Hamptona
Co w tym odcinku: W domu Hamptonów zbliża się Święto Dziękczynienia – dzień, który powinien scalać rodzinę, a zamiast tego odsłania pęknięcia, skrywane żale i niewypowiedziane tęsknoty. Alex wraca do świata, który zna aż za dobrze: matka kontrolująca każdy gest, ojciec próbujący ratować rozmowę, dziadek snujący opowieści o buddyjskich królach, a w centrum tego wszystkiego Kathy – już nie siostra, lecz ciężarna kobieta. Ich spotkanie staje się pojedynkiem na ideały, instynkty i pamięć o dawnych marzeniach. A gdy na horyzoncie pojawia się Fiona Warren, niewinna i letnia jak herbata, którą piją, Alex zaczyna dostrzegać, że dorosłość nie jest wyborem – jest nieuniknioną konsekwencją.
16 czerwca 1932 roku
Straciłem ją. Nie wiem, jak mogła coś takiego zrobić. To jest zdrada. Nigdy jej tego nie wybaczę. Zostawia mnie samego. Dla jakiegoś Johna Wolfingera. Któż to jest? Pierwszy lepszy prawnik z Nowego Jorku. Tyle że pochodzi z bogatej rodziny. Przecież Kathy nie musiała za niego wychodzić. Nasz ojciec ma wystarczająco pieniędzy, żeby nas wszystkich utrzymać. Nie rozumiem, co ona w nim widzi. Cały ten ślub to jedno wielkie bezsensowne przedstawienie. W ogóle nie pojmuję, po co zaprasza się tyle osób i robi taki teatr z tego wydarzenia. W kościele nawet na mnie spojrzała. W domu, kiedy składałem życzenia i chciałem z nią dłużej porozmawiać, potrafiła tylko wyniośle powiedzieć „Alex, nie teraz. Nie mam czasu”. Nie zapomnę, że potraktowała mnie jak powietrze. I tego, jak poddała się temu Wolfingerowi w noc poślubną.
Rodzice zakwaterowali Kathy i jej świeżo poślubionego małżonka na noc poślubną w jej pokoju. Słyszałem, jak Kathy próbowała namówić mamę, żeby nocowali w pokoju gościnnym, który był bardziej okazały, ale mama uparła się, że jest to tradycja i koniec. Ona spędziła noc poślubną w swoim panieńskim pokoju i była zdania, że jej córki też tak powinny rozpocząć swoje życie małżeńskie. Mnie było to całkowicie na rękę, bo pokój Kathy jest położony w lewym skrzydle, tuż obok mojego. Mama wysłała ich wcześnie spać, bo następnego dnia zamierzali wcześnie rano wyruszyć w podróż poślubną. Jak tylko opuścili przyjęcie, też niezauważenie wróciłem do siebie. Pomyślałem, że chcę zobaczyć tę noc poślubną. Może w ten sposób pojmę, dlaczego mnie zdradziła. Po gzymsie przeszedłem z mojego pokoju do okna jej pokoju, a kiedy przez nie zajrzałem, Wolfinger miał już tylko ręcznik na biodrach, a Kathy była jeszcze w łazience. Po chwili pojawiła się. Wyglądała zjawiskowo w koszuli nocnej przypominającej suknię wieczorową. Błyszcząca satyna na cienkich ramiączkach. Gburowaty Wolfinger tak gwałtownie pociągnął za ten szlachetny materiał, że ramiączka puściły i nagle Kathy stanęła przed nim zupełnie naga. Z instynktem dzikiego zwierza popchnął ją w kierunku łóżka i rzucił się na nią. Tarmosił piersi, prawie oblizywał jej twarz, a ona nic sobie z tego nie robiła. Spodziewałem się, że go odepchnie i spoliczkuje. Ale nie, nic takiego się nie wydarzyło. Ten dziki napad sprawił jej nawet przyjemność. Skonstatowałem ze wstrętem, że lubieżnie przyciskała udami jego ciało, kiedy on wbił się w nią. Moja ukochana siostra Kathy odczuwała niezaprzeczalnie przyjemność seksualną z tym prostakiem. Rozczarowało mnie to. Gdyby ten facet był romantyczny, traktował ją jak królewnę, to bym zrozumiał. Kathy pochodzi z rodziny Hamptonów, a to coś znaczy. Należy się jej wszystko, co najlepsze. Kathy jest nowoczesną kobietą, która nie musi uniżać się przed żadnym mężczyzną. Świat należy do niej, ma prawo dyktować warunki, a tutaj nagle coś takiego! Całkowicie mu się poddała, jakby była jego niewolnicą. Dlaczego to zrobiła? Zawsze myślałem, że kobiety takie jak Kathy czy moja matka sterują życiem. Inteligentne, wiedzą, czego chcą, same określają kierunek. Tak jak matka ojcu, a Kathy – mnie i moim braciom. I nagle coś tak prozaicznego jak seks. Wielkie intelektualne cele i poglądy mojej siostry zniknęły w oka mgnieniu. Czyżbym się pomylił?
7 sierpnia 1932 roku
Kathy i Wolfinger są nadal w podróży poślubnej. Pojechali do Europy. Trochę potrwa, zanim wrócą. Pewnie są teraz gdzieś we Francji albo we Włoszech. Chciałem pisać dziennik, ale teraz nie mam o czym. Właściwie to szkoda, że nie zacząłem wcześniej, kiedy Kathy była jeszcze w domu. Nasze rozmowy, wędrówki – to byłby temat. Teraz jestem skazany tylko na siebie. Nie pozostaje mi nic poza szkołą. Dzisiejszym wpisem chcę odnotować przyjazd ojca. Pracuje cały czas w Nowym Jorku. Czasami przyjeżdża do Greenville na weekendy, mniej więcej raz na miesiąc. Jego pojawienie się jest zawsze czymś niezwykłym. Cały dom jest gruntownie sprzątany, jak na przybycie ważnego gościa. Mama już na tydzień przed przyjazdem planuje, co będziemy jeść i zawsze jest to coś wykwintnego. Wtedy też podaje się wino do jedzenia. Mówi się w Greenville o naszej rodzinie, że jesteśmy bogaci. Mamy obszerny, piękny dom i coś w rodzaju parku należącego do nas. Nasi sąsiedzi w okolicy mają podobne domy. Zawsze mamy coś do jedzenia, nosimy normalne ubrania, żadnych ekstrawagancji. Moje rodzeństwo i ja chodziliśmy do prywatnych szkół. Wiem, że one kosztują, ale to jest dla mnie normalne, bo wszyscy moi koledzy też chodzą do tej samej szkoły, zatem również ich rodziny muszą być bogate. Myślę, że to zasługa mamy, że nigdy nie czuliśmy się i nadal nie czujemy się jak ktoś specjalnie uprzywilejowany. Mama za każdym razem mówiła nam, że jesteśmy tacy jak inni, że trzeba być dobrym dla innych i tolerancyjnym w ich ocenie, bo nikt nie jest doskonały – ani my, ani nasi przyjaciele. Przyjazdy ojca, a przede wszystkim zachowanie mamy w ich trakcie, wydawały mi się jednak sprzeczne z tym, co mówiła nam podczas jego nieobecność. Bez niego była wyzwolona i wojownicza. Prowadziła wykłady o tym, jak mężczyźni czynią z kobiet niewolnice, robią im dzieci, a tym samym zamykają je przed światem. Kobiety powinny zdobywać edukację, żeby potem być finansowo niezależne. Powinny same decydować o swoim losie, a nie poddawać się mężczyznom. Kathy zawsze skwapliwie przytakiwała mamie. Wierzyłem, że pójdzie na uniwersytet i pokaże męskiemu światu, co to znaczy być inteligentną i niezależną kobietą. A ona wpadła w sidła tego Wolfingera. Mnie i moim braciom mama przekazała, że kobiety to subtelne istoty, które należy traktować z atencją. Nie należy ich do niczego zmuszać, zawsze należy pytać o zdanie. Z chwilą, kiedy ojciec pojawiał się w domu, mama zrzucała pióra feministki i przyjmowała rolę klasycznej kury domowej z poradników dla gospodyń domowych – ubierała się odświętnie, robiła makijaż, szła nawet do fryzjera. Ojciec nie znał mamy w kretonowej sukience i bez makijażu.
Jestem najmłodszy z pięciorga rodzeństwa. Po tym, jak Kathy wyszła za Wolfingera, zostałem w domu sam z mamą. Na przyjazd ojca pojawią się pewnie moi bracia, George i Robert, z rodzinami. Mary, najstarsza z nas, z pewnością też przyjedzie z mężem i z dziećmi. Jest piętnaście lat ode mnie starsza, ma trzydzieści dwa lata. Zachowuje się jak stateczna matrona, rzadko znajduję z nią temat do rozmowy.
7 sierpnia 1932 roku, wieczorem
Kolacja z udziałem rodziny była nudna. Cały czas toczyły się rozmowy o interesach. Ojciec dyskutował z George’em i Robertem o kryzysie, o spadającej produkcji puszek, o tym, że produkcja bawełny się nie rozwija. Rozmawiali o przyszłości sztucznego jedwabiu, znacznie tańszego niż prawdziwy. Żony moich braci, jedna przez drugą, relacjonowały mamie i Mary modowe nowinki z Nowego Jorku. Namiętnie opowiadały też historie o jakiejś aktorce z Hollywood, Jean Harlow. Mną nikt się nie interesował.
W końcu pozwolono mi pójść do pokoju. Dzieci siostry i braci zostały ułożone do snu. W domu zrobiło się cicho. Czytałem jeszcze w łóżku, kiedy zachciało mi się pić. To pewnie mocno przyprawiona pieczeń mamy dawała się we znaki. Zamierzałem zejść na dół do kuchni, kiedy usłyszałem rozmawiających rodziców. Oboje siedzieli przy stole. Ojciec pił koniak, mama siedziała nad szklanką mleka.
Usłyszałem mamę żalącą się ojcu, że nie wie, co ze mną zrobić. Stwierdziła, że jestem jeszcze taki dziecinny. Zarzuciła mi, że źle zachowywałem się na ślubie Kathy. Twierdziła, że jestem o nią zazdrosny, jakby była moją własnością. Poza tym nadmieniła, że byłem nieuprzejmy dla Johna – miała na myśli Wolfingera. Zamurowało mnie. Jak udało się jej to spostrzec? Byłem przekonany, że nikt się mną nie przejmuję i nikogo nie interesuje mój nastrój. Ojciec jak zwykle miał gotową odpowiedź. Powiedział, że to wynik tego, że ciągle jestem otoczony przez kobiety. Cały czas spędzałem przecież tylko z Kathy albo z mamą. Jego zdaniem to szczęście, że Kathy jest już poza domem. Zaproponował, żeby mama zachęciła mnie do przyprowadzania do domu kolegów ze szkoły. Nie wiem, w czym miałoby to pomóc, ale ojciec uważał, że ma to sens. Mama – znałem na pamięć ten wzór jej zachowania – poczuła się winna, że zachowuję się nieodpowiednio, a ojciec znowu zarzucał jej, że jest nadopiekuńcza w stosunku do mnie i wychowuje mnie na mięczaka. Kiedy nareszcie zakończyli wymianę odmiennych poglądów na temat mojego wychowania, mama zagadnęła nieśmiało ojca, że chciałbym studiować architekturę. Z tonu jej głosu wywnioskowałem, że obawiała się jego zdania. Ojciec niespodziewanie uznał, że to dobry pomysł, bo w ten sposób uniknie się w rodzinie konfliktu, kto ma przejąć interesy. Najpierw przejmą je George i Robert, potem ich synowie, a ja mogę robić, co chcę. Ucieszyło mnie to, że miał takie podejście do sprawy, mama zaczęła jednak ponownie lamentować, że jak zacznę studia, to ona zostanie sama. Ojciec przekonywał ją, że to najwyższy czas, żebym zaczął przyprowadzać też jakieś koleżanki. Nadstawiłem ucha, bo ten temat wydał mi się interesujący i nigdy nie słyszałem rodziców rozmawiających o tego rodzaju sprawach. Eli, jak ojciec nazywał mamę, obruszyła się, że przecież nie może mnie nakłaniać do czegoś takiego. Ojciec był zdecydowanie zdania, że powinienem zdobyć jako siedemnastolatek jakieś pierwsze doświadczenia z dziewczynami. Madame Hampton obawiała się, że ja, wielki Alexander Jefferson Wilson Hampton, mógłbym zapłodnić przypadkowo jakieś dziewczę, jakbym nie miał nic innego do roboty. Ojciec powiedział wtedy coś, co mnie trochę przestraszyło, że jak dziewczyna zaszłaby w ciążę, to musiałbym się z nią ożenić.
Z wrażenia nieopatrznie otarłem się o stojący w niszy korytarza wazonik, który spadł na schody i w całym domu rozległ się brzęk rozbijanego szkła. Rodzice wyszli z kuchni i zobaczyli mnie stojącego na piętrze. Mama zatroskana dowiadywała się od razu, dlaczego nie śpię. Przyłożyła rękę do mojego czoła, żeby sprawdzić, czy mam gorączkę. Za to ojciec zapytał mnie bez żenady, czy słyszałem ich rozmowę. Postanowiłem powiedzieć prawdę i zobaczyć, jak zareagują. Eli zaczęła robić mi wyrzuty, że to podłe podsłuchiwać cudze rozmowy, ojciec z zupełnym spokojem zapytał mnie o zdanie na temat tego, co do mnie dotarło. Osłupiałem, nie spodziewając się, że ojciec tak otwarcie podejdzie do sprawy.
Powiedziałem mu, że cieszę się, że nie ma nic przeciwko moim studiom na architekturze. Ku mojemu zaskoczeniu mój rodziciel chciał wiedzieć, dlaczego ciągnie mnie w tym kierunku. Myślałem, że poza produkcją puszek, z której wszyscy żyliśmy, nic go nie interesuje. Gdy przedstawiłem mój pogląd, że ten kierunek to połączenie sztuki i praktyki – co zaprojektuję, musi się sprawdzić w rzeczywistości – zdawał się wyraźnie zadowolony.
Korzystając z okazji, że rodzice byli nadspodziewanie skłonni do otwartej rozmowy, postanowiłem zapytać, co ojciec miał na myśli, mówiąc o przypadkowej ciąży. Przecież i w domu, i w kościele kładzie mi się do głowy, że nie mam prawa pozbawić dziewczyny niewinności przed ślubem. Kiedy go o to zapytałem, stwierdził niespodziewanie, że w życiu może zdarzyć się inaczej.
W tym momencie mama niepytana potwierdziła, że swoją niewinność straciła też dopiero w noc poślubną, Mary i Kathy tak samo. Nie rozumiałem, dlaczego ojciec przestrzega mnie przed czymś, czego i tak nie powinienem robić. On sam chyba też pojął, że takie dyskusje są nie na miejscu i zakończył, twierdząc, że nie ma o czym mówić.
23 listopada 1932 roku
Zbliża się Święto Dziękczynienia. Znowu przyjadą wszyscy – ojciec, Mary, George, Robert z rodzinami. Po raz pierwszy od ślubu zobaczę Kathy z jej nieszczęsnym Wolfingerem. Co prawda pisze do mnie od czasu do czasu, ale spotkanie i osobista rozmowa to co innego. Cieszę się, że ją zobaczę. Przyjedzie też dziadek ze strony ojca, Wilson Hampton. Jest znakomity, uwielbiam jego opowieści o Azji. Pewnie znowu zaserwuje jakąś historię. Od dziecka znam opowieści o Syjamie, o księciu, którego poznał na koronacji króla angielskiego. Potem ten książę został królem w Tajlandii i zaprosił dziadka z moimi rodzicami do siebie. Zachował sporo pamiątek tego okresu – figurki Buddy, filigranowe rysunki na jedwabiu, kawałki jedwabiu przetykanego złotą nitką. Widać było, że buddyzm zafascynował go na całego. Zawsze powtarzał, jak to buddyści potrafią się opanować bez względu na to, w jakiej znajdą się sytuacji. Często rozprawiał o tym, że chrześcijaństwo było w przeszłości o wiele bardziej brutalne niż buddyzm, teraz jest tylko bardziej zakłamane. W takich momentach mama najczęściej urywała dyskusję. Tę rozprawę o wyższości buddyzmu nad chrześcijaństwem dziadek toczy już od lat, zaś mama reaguje niezmiennie tak samo, jakby nie zauważając, że jej zabiegi nie mają na nas żadnego wpływu i nie pomniejszą naszej sympatii dla tego wyznania.
24 listopada 1932 roku
Święto Dziękczynienia. W tym dniu wszystkie stany Ameryki i cała ludność świętuje. I protestanci, tak jak my, i Żydzi, i katoliccy Irlandczycy i kolorowi z Puerto Rico. Po prostu wszyscy. Nawet Boże Narodzenie nie ma takiego znaczenia, bo obchodzą go tylko chrześcijanie. Tym razem ten dzień wydał mi się bezbarwny i przesadzony. Znowu indyk nadziewany owocami przygotowany przez mamę. Znowu sztuczne rozmowy przy stole. Wszelkie próby dziadka czy ojca uczynienia rozmowy bardziej dynamiczną były ucinane przez mamę. Czułem się jak w szkółce niedzielnej. Spotkanie z Kathy też okazało się szokiem. Jest w ciąży, w szóstym miesiącu! Wygląda jak ciężarna kaczka z naszego stawu. Wysoka, chuda, z długą szyją i okrągłym bębnem przed sobą. Poza tym porusza się też jak kaczka, kołysząc się z nogi na nogę. Kiedy siadaliśmy do kolacji, chciałem usiąść obok niej. Mama z czujnością strażnika więziennego zapanowała nad sytuacją i nie dopuściła do tego. Przy stole, przy którym zasiadło dwanaście dorosłych osób, przypadło mi miejsce po przeciwnej stronie, daleko od Kathy. Nawet nie mogliśmy specjalnie na siebie patrzeć. Za to ten Wolfinger, siedzący tuż obok niej, opowiadał jakieś dyrdymały i wszyscy, naturalnie oprócz mnie, byli nim zachwyceni. W końcu po deserze, kiedy szwagierki rzuciły się do pomocy mamie, a ojciec z moimi braćmi i Wolfingerem udali się do gabinetu na kieliszek koniaku, miałem szansę na rozmowę z nią. Usadowiła się na sofie jak zacna matrona i zagadnęła mnie z wyższością ciężarnej kaczki. Od razu zrugałem ją za tę wyniosłość, a ona udawała, że nie wie, o co chodzi. Tłumaczyłem jej, że chciałbym z nią tak rozmawiać, jak w czasach, kiedy była moją siostrą, a nie mieszczańską gospodynią domową – wtedy podobała mi się znacznie bardziej.
Nadęła się i wyrzuciła mi, że zachowuję się jak pryszczaty nastolatek. W odpowiedzi nazwałem ją zacną kwoką. Wykonała gest, jakby chciała wstać i pójść sobie, całe szczęście ciężarny brzuch ograniczył szybkość jej ruchów i udało mi się ją zatrzymać. Przeprosiłem. Nadal chciałem, żeby była moją ukochaną siostrą, z którą mogłem rozmawiać o wszystkim. Zwierzać się z marzeń, filozofować o życiu. Ona zawsze mnie tak dobrze rozumiała. Przez ślub i ciążę oddalała się ode mnie coraz bardziej i to mnie bolało. Wyjawiłem jej, że jest ciągle dla mnie bardzo ważna i że rosnący między nami dystans wywołuje we mnie takie głupie reakcje. Kathy pogłaskała mnie czule po twarzy i uznała, że to jest normalna kolej rzeczy, że jako kobieta musi wyjść za mąż i mieć dzieci. Nie może spędzić życia z bratem, to byłoby bardziej podejrzane niż zamążpójście. Poczułem, że zdradziła nasze wspólne ideały. Kiedy jej to powiedziałem, zapytała mnie jak bezmyślna gospodyni domowa, cóż to za ideały. Wykrzyczałem wtedy, że zdradziła wolność, niezależność i umiłowanie sztuki! Zapytałem, czy jest jeszcze miejsce w jej życiu na dyskusję o Whitmanie? Przyznała bez żenady, że zapomniała wszelkie fragmenty Źdźbeł trawy. To, że Whitman pisał o równouprawnieniu kobiet i homoseksualistów – dodała jeszcze – wcale jej w życiu nie pomaga i odbiera te idee najwyżej jako intelektualne życzenia, które nie mają nic wspólnego z rzeczywistością, czym doprowadziła mnie do wściekłości. Znowu napadłem na nią, krzycząc, że jej pociąg do wolności ulotnił się wraz z nałożeniem obrączki na palec! Kathy nie była mi dłużna i nazwała mnie naiwniakiem, który nie ma pojęcia o życiu. Zanim się ocknąłem z tego werbalnego nokautu siostra zaszczyciła mnie wykładem, że wolność i niezależność intelektualna kobiety jest możliwa tylko wtedy, kiedy ma ona wystarczająco pieniędzy. Jeżeli ten warunek nie jest spełniony, musi ciągle godzić się na kompromisy. Odparłem, że nikt jej nie zmuszał za zamążpójścia. Mogła przecież pójść na uniwersytet i potem pokazać swoją wielkość. Ona wtedy wyjawiła mi, że ważne jest dla niej posiadanie dzieci, a nie może ich mieć ze mną – potrzebuje do tego męża. Poza tym, jak będzie miała dzieci, to nie będzie mogła pracować, a potrzebuje kogoś, kto zapewni jej bezpieczeństwo finansowe.
Zwróciłem uwagę, że jej pogląd to kierowanie się instynktami i nie powinna redukować siebie do kierowanej biologicznym instynktem samicy. Kiedy po ostrej wymianie zdań na ten temat przyznałem, że widziałem jej noc poślubną z Wolfingerem, wyszła z siebie i spoliczkowała mnie. Myślałem, że to koniec naszej rozmowy, ale ona zaśmiała się z bezczelną wyższością osoby seksualnie doświadczonej, pytając, czy mi się podobało. Zmroziło mnie to, ale postanowiłem odpłacić się tą samą monetą. Z detalami opisałem, co widziałem. Jak Wolfinger wszedł w nią, a ona z łapczywością modliszki przyciskała udami jego ciało, jakby chciała, żeby wszedł w nią głębiej. Nie poczuła się tym dotknięta, skwitowała, że to dobre spostrzeżenie i że faktycznie tego chciała. Poza tym, pomijając to podglądactwo, jest to dobre doświadczenie dla mnie. Przynajmniej będę wiedzieć, co mam robić w noc poślubną. Powiedziałem jej, że się myli. Nie chcę kurtyzany, chcę mieć przy sobie damę. W swojej replice odparła, że mężczyźni oczekują od dobrej żony, że będzie kurwą w łóżku i damą na parkiecie. Nie czekając na moją ripostę, uznała temat za zamknięty i ni stąd, ni zowąd zapytała mnie, jak się miewa Fiona Warren. Oznajmiłem, że nie dam się omamić tanim numerem i nie zmieni tak łatwo tematu, ona jednak ciągnęła wątek, mówiąc mi, że Fiona jest zainteresowana moją osobą. Wydało mi się to marnym dowcipem, bo znam przecież Fionę od dziecka i jestem dla niej jak brat. Odparła, że gdybym jej nie szpiegował na ślubie, to bym zauważył, że Fiona szuka mojego towarzystwa, po czym zgramoliła się z kanapy i swoim kaczym chodem wyszła bez słowa pożegnania.
15 grudnia 1932 roku
Rozmowa z Kathy nie dawała mi spokoju. Ciągle myślałem o tym, co powiedziała. Wyglądało to tak, jakby pod płaszczykiem świętego sakramentu małżeństwa z rozmysłem sprzedała się Wolfingerowi. Oferując mu siebie jako kurwę w łóżku i damę na parkiecie, otrzymała bezpieczeństwo. Nic nie mówiła o miłości, o tym, że go kocha. Co prawda trudno mi byłoby to zrozumieć, ale byłoby to jakieś wyjaśnienie. A tu nic. Żadnych uczuć, tylko naga kalkulacja. Czy wszystkie kobiety szukają w mężczyznach jedynie dawcy nasienia i księgowego pokrywającego rachunki?

Ostatnio była u mamy jej przyjaciółka, pani Warren. Przyszła razem z Fioną. Zrobiłem mamie przyjemność i usiadłem z nimi do herbaty. Mama była zachwycona. Właściwie chciałem tylko się lepiej przyjrzeć Fionie i sprawdzić, czy to, co mówiła Kathy, znajdzie jakieś potwierdzenie w rzeczywistości. Fiona jest słodką szesnastolatką. I nic poza tym. Próbowałem prowadzić z nią rozmowę, żeby usłyszeć, kim jest, co ją interesuje, jakie ma poglądy na różne tematy. Słyszałem tylko: „Tak, Alex, to jest interesujące”, „Tak, Alex, masz rację”, „Tak, Alex, podzielam twoje zdanie”. Jest miła, uśmiecha się sympatycznie, ale jest absolutnie letnia w tym, co mówi, nie ma żadnych kantów, a już broń Boże, żeby miała kogoś obrazić. Szczególnego zainteresowania moją osobą u niej nie rozpoznałem.
21 lutego 1933 roku
Mój pomysł uczestnictwa w herbatce z panią Warren i Fioną okazał się brzemienny w skutki. Mama oczekuje ode mnie za każdym razem, że z nimi usiądę na pogawędkę. Nie mam siły odmówić i robię to, zgrzytając zębami. Poddaję się temu babskiemu gadaniu, słyszę w zamian za to od pani Warren, jak dobrze jestem wychowany. Fiona bardziej ośmielona opowiada więcej o sobie. Znoszę to wszystko w pokorze, bo wiem, że za kilka miesięcy kończę college i wyjadę na studia do Nowego Jorku.
Co w następnym odcinku: Kiedy Alex po raz kolejny siedzi przy herbatce z Fioną, czuje, że jego życie utkwiło w miejscu, którego nie wybrał. Wszyscy wokół zdają się wiedzieć, czego od niego oczekują – wszyscy poza nim samym. A jednak w tej pozornej stagnacji rodzi się coś niebezpiecznego: myśl, że jedyną drogą do wolności jest ucieczka. Za kilka miesięcy wyjedzie do Nowego Jorku. Ale zanim to nastąpi, musi zmierzyć się z pytaniem, które nie daje mu spokoju: czy Kathy naprawdę zdradziła ich wspólne ideały, czy może to on boi się dorosnąć?

Inne odcinki powieści i teksty Katarzyny Poznakow znajdziesz tutaj
Książka „Jedwabne nici” tutaj
E-book „Jedwabne nici” tutaj
Zarejestruj się i opisuj swoje podróże

Komentarze