Jedwabne nici, odcinek 40, „Bar Bambusowy: noc, która pękła”

II Jedwabny świat,

Rozdział 7 Oriental,

Co w tym odcinku: W pulsującym Bangkoku Magdalena próbuje odnaleźć swoje miejsce między skromnym pokoikiem w Orientalu a światem, który nieustannie wymyka się spod kontroli. Gdy Bar Bambusowy rodzi się z mieszaniny francuskiej elegancji, amerykańskiej fantazji i tajlandzkiej symboliki, nikt nie przeczuwa, że pierwsza noc przyniesie więcej niż muzykę i śmiech. Przyjaźnie chwieją się pod ciężarem niewypowiedzianych emocji, a jedna popielniczka w kształcie słonia prawdę o zazdrości, lojalności i tym, czego każdy z bohaterów najbardziej się boi.

 

Madeleine przeniosła się do Orientalu i zamieszkała w skromnym pokoiku na drugim końcu hotelu. Nędzna kanciapa z widokiem na ulicę była jedynie sypialnią, nie było mowy o urządzeniu pokoju dziennego, lecz nie przeszkadzało jej to. W końcu całe dnie spędzała w pracy. Zgodnie z oczekiwaniami pierwszym celem nowych dyrektorów stało się założenie baru. Micheline Scholl i Jeff Scott szybko i bez dyskusji zgodzili się co do nazwy – Bar Bambusowy. Za to jego wystrój stał się przedmiotem burzliwej wymiany poglądów estetycznych. Madeleine stała bezradna między nimi i zastanawiała się, czyj pomysł lepiej będzie pasował. Była zdania, że ani wysublimowana francuska elegancja, ani amerykański kowbojski luz nie pasowały do tego miejsca. Bar musiał się czymś wyróżniać i być w jakiś sposób tajlandzki.

Na rynku w Bangkoku można było znaleźć różne bibeloty, na przykład słonia będącego świętym symbolem Syjamu. Nadawał się znakomicie na dekorację. Był charakterystyczny ze swoją trąbą, dawał możliwość fantazyjnych przekształceń. Wpadła na pomysł, żeby motyw słonia wykorzystać do popielniczek. Słoń powinien się gościom rzucać w oczy, ale nie dominować, żeby nie myśleli, że są w „słoniowym” zamiast w „bambusowym” barze. Narysowała słonia z wgłębieniem na popielniczkę na grzbiecie. Był czarny, ze złotymi ciosami i nogami oraz dyskretnym napisem „Oriental”. Kiedy pokazała rysunek, oboje od razu przystali na ten pomysł. Jeff kontynuował z Madeleine rozważania, z jakiego materiału najlepiej byłoby wykonać popielniczki. Scholl pozostawiła im tę sprawę do rozstrzygnięcia, a sama zajęła się rekrutacją muzyków i wyposażeniem lokalu.

Jeff zabrał Madeleine na poszukiwanie warsztatu, który wyprodukowałby popielniczki. Przemieszczali się łodzią z tajlandzkim sternikiem, który służył im też za tłumacza, szukając po warsztatach rzemieślnika, któremu mogliby powierzyć swoje zamówienie. Dyskusja z tubylcami toczyła się wokół słoni-popielniczek, lecz przy okazji rzemieślnicy pokazywali Jeffowi zwoje grubo tkanego jedwabiu, przeróżne figurki Buddy albo rysunki. Jeff wyjawił jej, że planuje ten rodzaj materiału sprzedawać w Europie i Ameryce, gdzie jest prawie nieznany, a poza tym ma słabość do sztuki azjatyckiej i chętnie ogląda to, co ludzie mu pokazują; czasami nawet coś kupuje, dzięki czemu z tych zakupów powstała już mała kolekcja. Podróże po tajskich domostwach miały swój urok. Madeleine podobało się, że mimo biedy emanowały z tych ludzi uprzejmość i spokój, żadnych pokrzykiwań. Jeff tłumaczył, że osiągają to dzięki buddyzmowi. Nie bardzo rozumiała, co to oznacza, ale nie był to czas na stawianie filozoficznych pytań. Najpierw musiały zostać wyprodukowane słonie-popielniczki. Przyrzekła sobie, że o buddyzm jeszcze dokładnie Jeffa wypyta.

Bar Bambusowy

Otwarcie Baru Bambusowego stało się wydarzeniem. Pojawiła się elita towarzyska Bangkoku, a zwerbowani tajlandzcy muzycy grali jazz i swing, jakby właśnie wrócili z Nowego Orleanu i po drodze zahaczyli o Nowy Jork. Publiczność szalała i był to najlepszy dowód na to, że urządzenie baru w Orientalu oznaczało strzał w dziesiątkę. Madeleine po raz pierwszy od kilku tygodni znalazła czas, żeby spokojnie usiąść z Anne-Marie i pogadać. Dziewczyna żaliła się, że od kiedy Madeleine wyprowadziła się do Orientalu, w ambasadzie jest nudno. Ona sama towarzyszy matce tylko w wizytach u Mister Jerry’ego, bo wszystko inne jest nie do wytrzymania. Madeleine ucieszona spotkaniem przyrzekła przyjaciółce, że będą się codziennie spotykać w barze.

Chwilę później pojawił się spóźniony Alex. Podszedł najpierw do Scholl i Scotta, żeby się przywitać, po czym dołączył do przyjaciółek. Anne-Marie również i jemu robiła wyrzuty, że od kiedy pracuje dla Bangkok Post nie pojawia się wieczorami w Orientalu na drinka. Alex nie zwrócił na to uwagi, jakby jej nie słyszał. Z przejęciem zaczął opowiadać o swoim najnowszym zleceniu. W imieniu Bangkok Post został akredytowany do dziennikarskiej obsługi dworu królewskiego. Tajlandzki król Pananda przebywał od niedawna w Bangkoku. Alex codziennie chodził do pałacu królewskiego i opisywał to, co widział – próby tańców świątynnych, przygotowania króla do odwiedzin w klasztorze buddyjskim, królewskie analizy uprawy ryżu. Z wyraźną fascynacją referował, jaki to młody król jest otwarty, przystępny i nowocześnie wykształcony. Tajlandczycy pokładają w nim duże nadzieje, a koronacja będzie na pewno wydarzeniem, o którym będą sobie opowiadać pokolenia. Alex znał też historię rodzinną przyszłego króla – jeszcze jako dziecko stracił ojca, a mając dziesięć lat objął tron. Żył przez ten czas w Szwajcarii z matką i bratem, Kanthapolem, i dopiero jako trzynastoletni chłopak odwiedził po raz pierwszy Syjam – kraj, którego królem był już wówczas od trzech lat. Alex ciągnął swoją opowieść tak podekscytowany, jakby sam był świadkiem tych wydarzeń. Był dobrze poinformowany i wiedział, że król planuje pozostać w Tajlandii pół roku. Potem ostatni raz pojedzie do Europy, aby ukończyć studia na uniwersytecie w Lozannie i na zawsze powrócić do Tajlandii.

Między jednym a drugim entuzjastycznym zdaniem monologu Alexa udało się Madeleine zapytać, co słychać u Jima, dlaczego się nie pojawia w Orientalu. Alex, jak lunatyk wyrwany ze snu, stwierdził, że w obecnej sytuacji to niewskazane. Anne-Marie zaczęła mu wiercić pytaniami dziurę w brzuchu, o co chodzi, co to za sytuacja. Alex wystękał w końcu, że chodzi o kobietę. Jim jest zakochany w bogatej Tajlandce, lecz jej rodzina go nie akceptuje.

–     Małżeństwo z białym mężczyzną jest dla Tajki awansem społecznym – dowodziła Anne-Marie.

Alex stwierdził jedynie, że w tym przypadku chodzi o córkę znanego polityka i że jemu nie pasuje związek córki z Jimem.

–     Ależ to czysty rasizm! – rzuciła Anne-Marie.

–     Nie opowiadaj o rasizmie. Twoja rodzina pewnie też by się nie zgodziła, żebyś wyszła za mąż za Tajlandczyka. Dobrze wiesz, że białym kobietom nie wypada zadawać się z Tajami.

–     To co innego – zauważyła oburzona jego porównaniem.

–     Jak to co innego? Skoro my ich nie uważamy za równych sobie, nie powinniśmy się dziwić, że oni też na nas patrzą z nieufnością.

–     Ależ Alex, o czym ty opowiadasz? Nasi Tajlandczycy zatrudnieni w hotelu to najmilsi i najbardziej zrównoważeni ludzie, jakich spotkałam – wtrąciła Madeleine.

–     To jest… – zaczął Alex i w ostatnim momencie uchylił głowę przed lecącą w jego stronę popielniczką-słoniem, która wylądowała na podłodze i rozbiła się z trzaskiem. Spojrzeli w kierunku, z którego nadciągnął „słoniowy” atak. W kącie baru przy bufecie stała tajlandzka dziewczyna i rzucała popielniczkami w stronę muzyków i publiczności. Goście baru, Alex i dziewczyny przykucnęli na podłodze, chowając się za stoliki.

–     Skąd się tam wzięły te popielniczki? – dziwiła się Anne-Marie.

–     To są czyste, które kelnerzy wymieniają, zbierając ze stołów te pełne – oznajmiła Madeleine, obserwując sytuację przy bufecie.

–     Kto to jest? – dowiadywał się Alex.

–     Nie mam pojęcia – stwierdziła Madeleine.

Zazdrość w Barze Bambusowym

Kiedy skończyły się popielniczki, dziewczyna zaczęła rzucać szklankami i wszystkim, co jej wpadło w ręce. Muzycy nadal grali, uchylając się zwinnie przed każdym „pociskiem”. Tajski saksofonista niespodziewanie odłożył instrument i odważnie zbliżył się do napastniczki. Próbował coś wytłumaczyć, jednak bez skutku. Drobna dziewczyna rzuciła się na niego z pięściami. Na policzkach pozostawiła mu krwawe ślady paznokci i po chwili odepchnęła go z herkulesową siłą.

Alex odłączył się od przyjaciółek bez słowa. W ostatniej chwili Anne-Marie złapała go za ramię, jakby chciała go powstrzymać. Wydusiła z siebie „Alex, co ty…”. On zdawał się nie zauważyć tego gestu i w osłonie stolików przesuwał się w stronę bufetu. Zaatakował agresorkę od tyłu z wprawą komandosa. Dziewczyna obezwładniona leżała na podłodze, ale ciągle coś jeszcze krzyczała, wierzgając rękami i nogami. Alex spoliczkował ją i to ją chyba lekko otrzeźwiło, więc ponowił uderzenie aż się nareszcie uspokoiła. Kiedy podszedł do nich saksofonista z krwawiącymi policzkami dziewczyna znowu wpadła w histerię i zamilkła dopiero, kiedy Alex wykręcił jej rękę. Zaraz pojawiła się jeszcze jedna Tajka. Na koniec podeszła Micheline Scholl, porozmawiała z nimi krótko i cała trójka opuściła bar.

Atak popielniczek

–     Szanowni państwo, przepraszam za to zajście, ale proszę o wyrozumiałość. Tu chodziło o prywatny dramat. Tego się czasami nie da uniknąć. Uprzejmie proszę o przejście na taras, żeby personel mógł uporządkować lokal – Micheline zwróciła się uprzejmie do gości.

Alex powrócił do przyjaciółek na taras.

–     Kto to był? – wypytywały jedna przez drugą.

–     Sai, narzeczona naszego saksofonisty.

–     Temperamentna narzeczona – skomentowała chłodno Anne-Marie.

–     O co poszło? Ona była przecież w amoku… – dowiadywała się Madeleine.

–     Zazdrość – skwitował Alex.

–     Zazdrość? O tego saksofonistę? – niedowierzała Anne-Marie.

–     On zachowywał się przecież poprawnie – zauważyła Madeleine.

–     Sai widziała, jak Thong flirtował z recepcjonistką, Pen.

–     Flirtował i to wszystko? – zdziwiła się Anne-Marie.

–     To wystarczy dla syjamskiej dziewczyny – skonstatował Alex.

–     Czy dziewczyna Jima też byłaby o niego tak zazdrosna? – Madeleine nagle zmieniła temat.

–     Nie wiem, Mady. Widzę, że Jim cię interesuje – stwierdził Alex, bacznie się jej przyglądając.

–     Szkoda, że się nie pokazuje. Przeżyliśmy w końcu we czwórkę wspaniałe momenty w Bangkoku. Przywiązuję się do przyjaciół… – bąknęła.

–     Czy do mnie też? – Alex przysunął się do niej z szelmowskim uśmiechem.

–     Daj spokój – odepchnęła go. – Nie rozumiesz, o co mi chodzi.

Bar został uporządkowany i goście wrócili do pomieszczenia. Zespół znowu zaczął grać. Anne-Marie nadal wypytywała Alexa o szczegóły królewskiego otoczenia, ten zaś – zadowolony, że dziewczynę interesuje życie na dworze – odpowiadał z emfazą na pytania. Zauważył, że Madeleine nie interesują jego relacje.

–     Jesteś smutna z powodu Jima? Zranione serce? – próbował dochodzić.

–     Alex, odczep się ode mnie. Czy muszę się zachwycać twoim dworem królewskim? Nic mnie to nie obchodzi! – prychnęła rozzłoszczona.

–     Nie bądź taka zasadnicza – chciał ją uspokoić.

–     No właśnie, co z tobą? – dołączyła się do niego Anne-Marie.

–     Niezła impreza, prawda? – przy ich stoliku wyrósł jak spod ziemi Jeff Scott.

–     Ależ oczywiście, Jeff. Bawimy się znakomicie! – przytaknął Alex.

–     Alex, wychodzę, ale chciałbym z tobą krótko porozmawiać.

–     Oczywiście – zerwał się natychmiast. – Do zobaczenia – rzucił w stronę przyjaciółek i opuścił z Jeffem bar.

–     Dziwny jest ten Alex – zastanawiała się Madeleine. – Najpierw opowiada namiętnie o tym królu, a potem nagle w oka mgnieniu wszystko zostawia i wychodzi z Jeffem, jak na rozkaz.

–     Ty też jesteś dzisiaj jakaś dziwna. Dotknęła cię ta wiadomość o Jimie?

–     Ależ, co ty! W żadnym wypadku! Jestem po prostu zmęczona. Muszę pójść do siebie. Cześć! – Madeleine pożegnała osłupiałą Anne-Marie.

 

Co w następnym odcinku: Gdy bar znów wypełnia muzyka, a goście wracają do zabawy, Magdalena czuje, że coś w niej pękło. Alex znika z Jeffem bez słowa, Jim pozostaje cieniem, a Bangkok tej nocy zdaje się szeptać, że nic nie jest takie, jakim się wydaje.  Nie wie jeszcze, że kolejne sekrety już zaczynają się poruszać w mroku.

Inne odcinki powieści i teksty Katarzyny Poznakow znajdziesz tutaj

Książka „Jedwabne nici” tutaj

E-book „Jedwabne nici” tutaj 

Zarejestruj się i opisuj swoje podróże

Powiązane Artykuły

Komentarze

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *