Jedwabne nici, odcinek 44, „List z Europy”
II Jedwabny świat,
Rozdział 8 Na rozdrożu,
Co w tym odcinku: Bangkok drży od plotek, niedopowiedzeń i sekretów, które nigdy nie powinny ujrzeć światła dziennego. Magdalena, rozdarta między lojalnością, strachem i rodzącymi się uczuciami, staje w samym centrum gry, której zasad nie zna. Aresztowanie Jeffa, powrót Aleksa, natarczywa obecność Karkina – wszystko to splata się jak jedwabne nici, które mogą pęknąć przy najmniejszym ruchu. A gdy w ambasadzie pojawia się list z Europy, przeszłość uderza w nią z siłą, której nie była gotowa udźwignąć.
Madeleine przeglądała rachunki w barze. Od czasu aresztowania Jeffa miała więcej pracy, a co gorsza wciąż pozostawało niejasne, czy będzie on nadal pełnił obowiązki dyrektora hotelu, czy będzie musiał odejść. Dziwne było to zawieszenie. Pan Prabi jako współzałożyciel hotelu wcale nie domagał się zwolnienia Amerykanina. Prawdopodobnie też nie wierzył w jego udział w zabójstwie króla. Prasowe relacje na ten temat umilkły. Więcej pisało się o nowym królu Kanthapolu. Podobnie jak jego nieżyjący brat kształcił się w Szwajcarii. Właśnie zamierzał tam powrócić, żeby dokończyć edukację. Anne-Marie nie pokazywała się w hotelu od czasu przyjęcia. Madeleine brakowało jej i Aleksa. Teraz czuła, że stali się jej przyjaciółmi. Z nimi może porozmawiać o wszystkim. O wszystkim? Usiłowała stłumić natrętnie nasuwające się myśli o Karkinie. Taki przystojny i szarmancki mężczyzna i ta historia z komunizmem. Właściwie to szkoda. Być może nie trzeba brać tego poważnie? Przecież na przyjęciu Rosjanie zachowywali się normalnie. Nie poszła na umówione spotkanie w apartamencie, a Karkin nie pokazywał się w hotelu; pewnie zrozumiał, że ją odstraszył.
Ktoś od tyłu mocno złapał ją za ramiona, tak że aż podskoczyła na krześle.
– Alex! – zerwała się z krzesła i rzuciła mu się na szyję. – Nie wiesz, jak się cieszę, że cię znowu widzę!
Przytulił ją mocno do siebie.
– Ja też, wierz mi, ja też – szepnął.
– Jak się czujesz? Dobrze wyglądasz. Rozumiem, że sprawa z zabójstwem się wyjaśniła – trajkotała podekscytowana spotkaniem.
– Wygląda na to, że to nie było zabójstwo, tylko wypadek.
– Wypadek? Ktoś zastrzelił króla Panandę przez przypadek? – popatrzyła na niego niedowierzająco.
– Nie, prawdopodobnie on sam, bawiąc się swoim pistoletem, postrzelił się śmiertelnie w skroń – wyjaśnił Alex.
– Uważasz, że to możliwe?
– Tak, ludzie z jego sfery często posiadają kolekcję broni. Pewnie przeglądał jakiś egzemplarz – tłumaczył dalej.
– Och, jakie to banalne i niekrólewskie! – rzuciła rozczarowana.
– Masz rację. Pomyśl, jak taką wiadomość przekazać ludziom, którzy wierzyli w boskość Panandy?
– Hmm, to będzie trudne. Myślę, że publicznie nie zostanie powiedziana cała prawda.
– Też tak uważam.
– Gdzie jest Jeff? – zaciekawiło Madeleine.
– Jest u siebie albo u Micheline.
– Czy Jeff pozostanie dyrektorem?
– Nie wiem. W areszcie wyszło na jaw, że ktoś doniósł na policję jakobyśmy wraz z Jeffem mieli kontakty z laotańskimi komunistami. To stało się powodem naszego aresztowania. Donosy były profesjonalnie sfabrykowane – opowiedział spokojnie.
Zadrżała. Czyżby Micheline była zdolna posunąć się do takiego kroku?
Lojalność nie pozwoliła jej opowiedzieć Aleksowi o rozmowie z Micheline.
– Kto to mógł być? – interesowało ją, w jaką stronę idą podejrzenia.
– Nie mam pojęcia. Jedno jest pewne, że detektyw przygotował ten materiał na czyjeś zlecenie.
– Po co to wszystko?
– Ktoś chciał nam dotkliwie zaszkodzić – westchnął Alex.
– Co chciał przez to osiągnąć? – wypytywała nieustępliwie, próbując się zorientować, czy ten donos mógł faktycznie mieć coś wspólnego z Micheline.
– Trudno mi powiedzieć, ale publiczną kompromitację mamy z Jeffem już za sobą – stwierdził cierpko.
– Alex, nikt nie wierzył, że mogliście być w cokolwiek zaplątani – zapewniła go.
– Wyprowadzenie w kajdankach z przyjęcia nie należy jednak do przyjemności, ale całe szczęście nie odbiło się to na mojej pracy – oznajmił z ulgą.
Do stolika podszedł kelner.
– Miss Mady, Pen prosi, żeby pani pilnie przyszła do recepcji.
– Alex, zamów coś picia, dla mnie też. Zaraz wracam.

W recepcji czekał na nią posłaniec z ambasady francuskiej. Charles de Bouvre chciał się z nią spotkać. Na bileciku była prośba o potwierdzenie terminu. Szybko podpisała bilecik i idąc z powrotem do baru, zastanawiała się, czy nie jest to jakiś trik Anne-Marie. Nie widziała powodu, dla którego ambasador chciałby z nią osobiście rozmawiać. Na drodze, w miejscu, gdzie zaczynała się arkada prowadząca do baru, stanął jej Karkin. Serce Madeleine zakołatało.
– Pani Magdaleno, dlaczego pani nie przyszła? – zatrzymał ją, łapiąc za rękę.
– Wypadł mi niezaplanowany termin. Nie mogłam opuścić hotelu – kłamała.
– Szkoda, czekałem na panią. Czy odstraszyłem panią ideologicznymi wykładami?
– Ależ nie, skądże – Madeleine zgrabnie zaserwowała mu jeszcze jedno kłamstwo.
– Czy mogę mieć nadzieję na następne spotkanie? – zapytał wprost.
Ruszyła z miejsca, licząc na to, że ją opuści, lecz Rosjanin nadal trzymał ją za rękę.
– Pani Magdaleno, pani nie wie, ile pani dla mnie znaczy.
– To jest dla mnie zbyt skomplikowane – westchnęła.
– Czego pani oczekuje? Proszę mi powiedzieć. Zrobię wszystko – przyrzekł.
Stanęli przed drzwiami baru.
– Panie Włodzimierzu, muszę już iść. Czekają na mnie – stwierdziła wymijająco i zrobiła krok w stronę baru.
– Tak, wiem. Ten Amerykanin czeka – Karkin odpowiedział tonem osoby odrzuconej, przytrzymując ją ponownie.
– To jest tylko mój dobry znajomy – wytłumaczyła odruchowo.
– Nie musi się pani tłumaczyć – ciągnął prawie żałośnie.
Madeleine chciała się go jak najszybciej pozbyć, więc rzuciła na odczepnego:
– Nie tłumaczę się. Dobrze, przyjdę ostatni raz. I nie chcę potem pana tutaj widzieć. Przyjdę pojutrze o drugiej.
– Będę czekać, moja pani! – zawołał uszczęśliwiony.
Usiadła przy stoliku i upiła łyk drinka.
– Dostałam wiadomość od ambasadora de Bouvre, że chce się ze mną spotkać. Podejrzewam, że kryje się za tym Any. Od czasu przyjęcia nie pojawiła się ani razu – wróciła do rozmowy z Aleksem.
– Tak, to była niepotrzebna egzaltacja. Jej reakcja wyglądała jak dramatyczne pożegnanie narzeczonych. Myślę, że był to pewnie wpływ alkoholu – uśmiechnął się blado.
Madeleine pojęła w lot, że Alex nie był świadomy uczuć Anne-Marie.
– Jesteś tego pewien? Odebrałam to raczej jako determinację – postanowiła na własną rękę wybadać, jakie są jego uczucia do przyjaciółki.
– Przed czym?
– Nie wiem. Może ona cię kocha? – zasugerowała.
– Ale ja nie kocham Any. Jest dla mnie jedynie dobrą znajomą, którą lubię, to wszystko. Ta histeria była absolutnie niepotrzebna.
Zamilkła. Wobec tak zdecydowanych słów Aleksa nie potrafiła znaleźć argumentów na obronę przyjaciółki.
– Czego chciał od ciebie ten Rosjanin? – zaskoczył ją swoim pytaniem.
– Skąd wiesz, że to Rosjanin?
– To jedyni tolerowani komuniści w Bangkoku – powiedział, właściwie nie odpowiadając na jej pytanie.
– Naprawdę jest komunistą? – Madeleine chciała skorzystać z okazji, żeby dowiedzieć się czegoś więcej o tym ugrupowaniu.
– Tak, Rosjanie należą do zwycięzców wojny. Byli w sojuszu z aliantami. Nie wsadza się potężnych sojuszników do więzienia, nawet jeżeli są komunistami.
– Mam wrażenie, że nie mają dobrej opinii w Bangkoku, są izolowani.
– To prawda i mam nadzieję, że wyciągniesz z tego odpowiednie wnioski – popatrzył jej prosto w oczy, a ona natychmiast spuściła wzrok.
Nacisnęła dzwonek przy wejściu do ambasady i po chwili drzwi otworzył Siang, ten sam Taj, który przywitał ją pierwszego dnia w Bangkoku, kiedy zeszła z łodzi.
– Sawasdee – ukłonił się, składając ręce na powitanie jak do modlitwy.
– Sawasdee – odpowiedziała z uśmiechem.
Ambasador czekał na nią w salonie, był sam i jadł śniadanie.
– Dzień dobry, mademoiselle. Dołączy pani do mnie? – powitał ją uprzejmie.
– Nie, dziękuję. Już jadłam.
– Ale kawy pani z pewnością nie odmówi.
– Nie odmówię – odpowiedziała równie uprzejmie.
– Spodziewała się pani pewnie Anne-Marie – uśmiechnął się.
– Tak…
Madeleine była zaskoczona jego miłym tonem, przypomniała sobie, że ich ostatnie spotkanie w ambasadzie zakończyło się wyrzuceniem jej z salonu. Ambasador zdawał się nie pamiętać tego zajścia.
– Mam dla pani wiadomość z Paryża. Chciałem ją pani przekazać osobiście – powiedział, powoli przełykając kawę.
Podał paczkę zaadresowaną na jej nazwisko. W środku była koperta i Madeleine rozpoznała pismo ciotki Jeanine. Zamknęła oczy, przyciskając list do siebie. Z trudem usiłowała zapanować nad drżeniem ciała, poczuła w skroniach pulsującą krew.
– Może pani wyjść na taras, żeby w spokoju przeczytać list. Będę na panią czekać w salonie – zaproponował, widząc jej stan.
– Dziękuję – westchnęła głęboko.

Na tarasie usiadła w wiklinowym fotelu i wpatrywała się przez chwilę w statki i łodzie płynące po rzece Menam. Stawiała sobie pytanie, czy wkrótce nie wsiądzie na jeden z nich w kierunku Europy. Zesztywniałymi ze zdenerwowania palcami wyjęła list z koperty. „Moja kochana Magdusiu…”. Nie potrafiła powstrzymać łez. Tak zwracała się do niej matka.
Długo nie pisałam, bo nie wiedziałam, co Ci napisać, jak Cię pocieszyć na tym wygnaniu w Azji. Wiele się zmieniło. Kiedy wyjeżdżałaś do Bangkoku, wuj już przewidywał to, co nastąpiło później. Po zakończeniu wojny został oskarżony o współpracę z Niemcami. Jak wiesz, handlował winem i ostrygami. Wśród jego klientów byli też Niemcy. Groziła mu kara więzienia i konfiskata wszystkich dóbr – mieszkania w Paryżu, domu letniskowego w Prowansji i samochodu. Wuj François nie wytrzymał tego i popełnił samobójstwo. Dla mnie świat się zawalił. Nie wiedziałam, jak sobie poradzić. Musiałam przed sądem udowodnić, że nic nie wiedziałam o jego rzekomej współpracy z nazistami. Ludzie patrzyli na mnie jak na niemieckiego szpiega i donosicielkę. Niełatwo było mi przekonać otoczenie o mojej niewinności, ale się udało. Po sprawie adwokat poradził mi zmianę nazwiska. Nie przystałam na to. Nie mam nic do ukrycia. Myślę, że gdybym zmieniła nazwisko, wyparłabym się François. Nie jestem w stanie tego zrobić. On zawsze starał mi się pomóc.
Teraz wiedzie mi się dobrze. Mieszkam w Paryżu, w naszym mieszkaniu nad Sekwaną. Dzięki poparciu madame de Mauvoisan dostałam pracę u Christiana Diora. Dior jest nową gwiazdą eleganckiego krawiectwa. Pomagam mu przy projektowaniu i szyciu. To wizjoner, nasza pierwsza kolekcja zrobiła prawdziwą furorę. On kreuje nowy styl. Kobieta musi być teraz elegancka. Przesyłam Ci kilka magazynów mody. Pokaż je Mister Jerry’emu.
Magdusiu, jesteś rozczarowana, że zostawiłam Cię w porcie. Kochanie, nie wyobrażasz sobie, jaki trudny to był wybór. Nie potrafiłam się zdobyć na to, żeby zostawić wuja François. Był zaskoczony, widząc mnie wracającą z portu. Myślę, że chciał oszczędzić nam obu tego, co potem nastąpiło. Wybacz mi. Łączą nas jedwabne nici i musimy się koncentrować na tym, żeby nie zostały zerwane. Wróć do Francji, czekam na Ciebie. Wtedy wybierzemy się do Polski, żeby zobaczyć ten cały komunizm i poszukać śladów naszej rodziny.
Serdecznie Cię pozdrawiam i całuję, ciotka Jeanine.
Złożyła list na kolanach i znowu spojrzała na rzekę i płynące po niej statki. Serce waliło jak oszalałe. A więc słusznie przeczuwała – wróci do Europy. Przypomniała sobie o czekającym ambasadorze.
– To jest list od mojej ciotki, Jeanine Gaudet – zwróciła się do Francuza.
– Tak się domyślałem. François z pewnością napisałby osobiście do mnie.
– Wuj François nie żyje – podała tylko fakt, który jej zdaniem był interesujący dla ambasadora.
– Co mu się przytrafiło? – zainteresował się szczerze.
Zawahała się. Powiedzieć prawdę? Tak, bez względu na konsekwencje.
– Ciotka napisała, że wuj został posądzony o kolaborację z Niemcami. Popełnił samobójstwo.
– François? To niewiarygodne. Mój wierny druh? Myślałem, że się jeszcze spotkamy.
Madeleine zauważyła, że de Bouvre był widocznie poruszony tą wiadomością.
– Skąd pan znał wuja?
– To pani naprawdę nic nie wie? – popatrzył na nią zdziwiony.
– Nie, nigdy nie odważyłabym się zadać mu takiego pytania. Miał swoje tajemnice i musiałam to szanować – przyznała.
– Byliśmy razem w Legii Cudzoziemskiej.
– Teraz rozumiem. Ciotka mówiła mi, że to był dla niego ważny okres w życiu.
– Tak, dla mnie też. Przyjaźnie i nienawiści, które tam się zawiązały, pozostały mi na całe życie. François był przyjacielem. Poza Legią nigdy nie byłoby szansy na taką prawdziwą męską przyjaźń. Jego proste i moje arystokratyczne pochodzenie stanęłyby nam na drodze. W Legii nikogo to nie obchodziło. Co zamierza pani teraz zrobić?
Madeleine przysłuchiwała mu się uważnie i pomyślała, że faktycznie ci dwaj mężczyźni byli pod pewnym względem podobni do siebie. Udzielali pomocy, ale tylko na własnych warunkach i nie bardzo się przejmowali tym, co świat o tym powie.
– Myślę, że wrócę do Francji.
– Czy naprawdę chce pani wrócić do Europy?
– Właściwie to nie wiem. Ciotka jest sama, prosi, żebym wróciła – przyznała niepewnie.
– Nie chcę pani obrazić, ale tutaj ma pani większą szansę, żeby osiągnąć jakąś pozycję społeczną. We Francji będzie pani całe życie cudzoziemką. Niech pani spojrzy na swój krótki dorobek w Bangkoku. Ma pani dobrą pracę w renomowanym hotelu, poznaje interesujących ludzi, którzy traktują panią jak równą sobie. Może pani żyć, jak się pani podoba. Nikt tutaj nie zwraca uwagi na pani pochodzenie, ani na to, czy nie jest pani już za stara na zamążpójście. Liczy się to, co pani potrafi zrobić. To jest w moich oczach lepsza sytuacja niż liczenie się ze wszystkimi obyczajami i zasadami we Francji. Niech pani popatrzy na Micheline Scholl. Ta kobieta – bez pochodzenia, bez męża, paląca papierosy – miałaby we Francji w najlepszym przypadku szansę zaistnienia w jakimś środowisku klepiących biedę artystów. Tutaj wykorzystuje swój talent organizacyjny oraz odrobinę zmysłu artystycznego i proszę, jest dyrektorką Orientalu. Słyszałem, że ma pani te same zdolności, a oprócz tego talent krawiecki. Moim zdaniem powinna się pani uwolnić od madame Scholl, spróbować czegoś na własną rękę. Przez ten czas nawiązała pani wystarczająco dużo kontaktów, żeby móc liczyć na wsparcie.
– Jestem zaskoczona tym, co słyszę. Zawsze twierdził pan, że białe kobiety w Azji nie powinny pracować.
– Szanuję kobiety, które same ponoszą odpowiedzialność za własne życie. Moja córka jest inaczej wychowana. Jej zadaniem jest korzystne zamążpójście, urodzenie dzieci i prowadzenie domu. Ona nie jest przygotowana do samodzielnego życia. Ktoś musi podejmować za nią decyzje – wyznał, jakby mówił o porażce.
– Wie pan, moi rodzice też mnie tak wychowywali, dopiero koleje losu zrobiły ze mnie osobę, którą jestem dzisiaj. Dziękuję panu za słowa uznania, one podnoszą mnie na duchu – odpowiedziała, pocieszając go i dziękując mu jednocześnie.
– Nie ma za co. Jeśli poda mi pani adres, złożyłbym osobiście kondolencje żonie François.
– Jak to? Czy wybierają się państwo do Francji?
– Niestety tak. Czy Anne-Marie nic pani nie mówiła?
– Nie widziałyśmy się od czasu przyjęcia w Orientalu.
– Sądzę, że ona nie jest zachwycona tym powrotem – zauważył ambasador.
– Czy mogłabym się z nią zobaczyć? – poprosiła.
– Zapytam służącego, czy jest u siebie.
Co w następnym odcinku: Magdalena wciąż czuła na skórze dotyk dłoni Karkina, słyszała w głowie słowa ambasadora, a w sercu pulsował rytm listu z Paryża. Wiedziała jedno: pojutrze o drugiej stanie przed decyzją, która może odmienić jej życie. Ale nie miała pojęcia, że ktoś już przygotował scenę – i czeka, aż zrobi pierwszy krok.

Inne odcinki powieści i teksty Katarzyny Poznakow znajdziesz tutaj
Książka „Jedwabne nici” tutaj
E-book „Jedwabne nici” tutaj
Zarejestruj się i opisuj swoje podróże

Komentarze