Jedwabne nici, odcinek 45, „Droga nad urwiskiem”
II Jedwabny świat,
Rozdział 8 Na rozdrożu,
Co w tym odcinku: Bangkok pulsuje upałem, plotkami i niebezpieczną wolnością. Magdalena stoi na rozdrożu – między listem z Francji, obietnicą nowego życia i cieniem przeszłości, który wraca we śnie jak ostrzeżenie. W świecie, gdzie kobiety mają być posłuszne, ona próbuje jechać własną drogą… nawet jeśli ta droga prowadzi nad urwisko. A kiedy w jej życiu pojawia się Włodzimierz Karkin wszystko zaczyna się przechylać. Jedna gorzka lemoniada, jeden nieodwracalny gest, jeden krzyk w hotelowym lobby. I nagle ktoś wychodzi z cienia.
Madeleine weszła do pokoju przyjaciółki i dziewczyny padły sobie w ramiona, jak gdyby nie widziały się od wieków. Poczuła, że Anne-Marie ma stałe miejsce w jej sercu – zawsze będzie ją cenić za szczerość i otwartość. Była też pewna, że zawsze będzie trochę zazdrościć jej niepodrabialnego francuskiego stylu – lekkości w nawiązywaniu kontaktów i umiejętności nieprzejmowania się tym, co mówią inni.
– Mady, nie masz pojęcia, jak się cieszę, że cię widzę! – uwolniła w końcu Madeleine z uścisków.
– Any, dlaczego nie pokazujesz się w Orientalu?
– Po tym skandalu rodzice zabronili mi tam chodzić – przyznała, wykrzywiając twarz w grymasie.
– Jaki skandal? Alex normalnie przychodzi, jakby się nic nie stało. Jeff jest nadal dyrektorem – zaoponowała Madeleine.
– Alex jest na wolności?
– Tak, wczoraj pokazał się u nas.
– Czy coś mówił o mnie? – sondowała ze spojrzeniem zakochanej kobiety, szukającej jakiejś wiadomości, którą mogłaby dalej podsycać swoje uczucie.
Madeleine zastanowiła się, co powiedzieć – prawdę czy skłamać? Nie wiedziała, co jest lepsze w tej sytuacji. Pewna była tylko tego, że nie chce jej zranić.
– Pytał, co u ciebie słychać. Było mu przykro, że nie przychodzisz do Orientalu. Podejrzewał, że twoi rodzice za tym stoją – skłamała.
– Wiesz, że wracamy do Francji?
– Tak, dowiedziałam się właśnie od twojego ojca.
– Mady, co ty tu robisz w ambasadzie? – skierowała uwagę na przyjaciółkę.
– Dostałam list z Francji. Nie wiem, co robić. Wracać czy zostać? – westchnęła.
– Zostań. Wrócę do Bangkoku. Też będę pracować, jak ty – zapewniła ją gorąco Anne-Marie.
– Przecież twoim celem jest bogate zamążpójście – stwierdziła trzeźwo.
– Ale tylko we Francji. W Bangkoku nikt nie pyta, ile mam lat i czy jestem zamężna, a jak będę chciała, to wyjdę za mąż nawet za Amerykanina – zawołała entuzjastycznie.
– Ale nie możesz liczyć na to, że Alex w tej sytuacji będzie na ciebie czekał. Musiałabyś się z nim zaręczyć przed wyjazdem, żeby go zobowiązać – próbowała ostudzić plany przyjaciółki.
– To nie wchodzi w grę. Rodzice mi nie pozwolą – odrzekła racjonalnie.
– To jak chcesz wrócić do Bangkoku?
– Ucieknę – rzuciła z determinacją Anne-Marie.
– Przestań się wygłupiać.
– Nie wygłupiam się. Chcę być wolna.
Siedziała przed lustrem i rozczesywała włosy. W świetle lampki nocnej przyglądała się swojemu odbiciu. Zauważyła zmiany w wyrazie twarzy. Tak, miała inne spojrzenie. Ale w czym konkretnie tkwiła różnica? Nie potrafiła sobie odpowiedzieć. Było już późno i czuła się zmęczona. Myśli o liście, rozmowy z ambasadorem i Anne-Marie przykuwały ją do krzesła i nie pozwalały położyć się do łóżka.
Co odpisać ciotce? Czy naprawdę miała tutaj szansę, o której istnieniu przekonywał ją ambasador? Czy może zostawić ciotkę samą? Czy ma prawo myśleć tylko o sobie? A co z powrotem do Polski? Z Francji byłoby z pewnością łatwiej niż z Tajlandii. Ambasador mówił, że szanuje kobiety odpowiedzialne same za siebie i ją też do nich zaliczył. Miał rację, była odpowiedzialna za siebie i czuła się wolna. Bezwiednie na myśl nasunęło się jej wspomnienie Bożego Narodzenia u Recków – rozmowy ojca z dziadkiem. Ojciec mówił o jej talencie malarskim, a dziadek stwierdził, że szkoda inwestycji w wykształcenie, bo przecież jej zadaniem jest wyjście za mąż, urodzenie dzieci i prowadzenie domu. Anne-Marie był przeznaczony ten sam los i ona też nie czuła się z tym najlepiej. Snuła przecież zuchwałe myśli o wyzwoleniu się z tego jarzma. Madeleine zastanawiała się, czy jest szczęśliwa. Tak, bo udało jej się uciec od życia, jakie planowali dla niej rodzice. Zaraz po tym pomyślała o Dominiku, o chwilach szczęścia, jakie z nim przeżyła. Czy szczęśliwym jest się tylko we dwoje? Chyba tak. Nawet za cenę późniejszych rozczarowań. „Więc potrzebuję jeszcze mężczyzny, który akceptowałby moją wolność i uczyniłby mnie szczęśliwą”. Włodzimierz Karkin. Czy mógłby mnie uczynić szczęśliwą? Był taki przystojny i męski. Ale co z jego ideologicznymi dyskusjami? Czy należy je brać poważnie? Postanowiła, że da mu jeszcze jedną szansę. Pójdzie jutro na spotkanie i spróbuje dać mu do zrozumienia, że mogą się spotykać pod warunkiem, że zaprzestanie tych wynurzeń o komunizmie. Wtedy będzie mogła go też przedstawić Aleksowi i Jeffowi. Anne-Marie pewnie już nie zdąży przed powrotem do Francji. Micheline Scholl, kiedy się dowie o Karkinie, pewnie będzie pozwalała sobie na niewybredne komentarze. Z nią też musi skończyć. Ambasador ma rację, powinna w końcu zacząć pracować na własny rachunek. Z odpowiedzią na list musi poczekać, może się bowiem okazać, że rozsądniej byłoby, żeby ciotka przyjechała do Bangkoku. Mogłyby we dwie założyć salon, o którym się tutaj nikomu nie śniło. Uśmiechnęła się do swoich myśli.
Odłożyła grzebień, wstała z krzesła i padła na łóżko, od razu zasypiając kamiennym snem. We śnie widziała siebie jadącą na rowerze nad urwiskiem. Ze strachem spoglądała w przepaść i równocześnie próbowała utrzymać równowagę. Naprzeciw wyszła matka. Wyglądała tak, jak ją pamiętała sprzed wyjazdu do Francji. Zatrzymała ją i przestrzegła, że nie powinna jechać tą drogą, bo jest niebezpieczna. Madeleine odpowiedziała, że musi koniecznie dalej jechać, bo Włodzimierz na nią czeka. Ruszyła dalej, ujechała kawałek i wjeżdżając rowerem na wystający korzeń, spadła w przepaść.
Zerwała się ze snu zlana potem.

Bez trudu odnalazła podany przez Karkina adres. Był to budynek w stylu kolonialnym, typowym dla Europejczyków, zamieszkały jednak przez Azjatów. Kiedy wchodziła po schodach, wyminęła dwóch Chińczyków przypatrujących się jej z nachalnym zaciekawieniem. Białe kobiety musiały być tutaj rzadkością. Zapukała do drzwi. Usłyszała szelest i otworzył jej obcy mężczyzna.
– Przepraszam – zagadnęła zmieszana po angielsku. – To musi być pomyłka. Szukam kogoś innego.
Odwróciła się i podążyła z powrotem w stronę schodów. Mężczyzna szybko złapał ją za rękę.
– Proszę, niech pani nie odchodzi. Włodzimierz czeka na panią. Ja właśnie wychodzę – wyjaśnił.
– Droga Magdaleno – usłyszała po polsku – proszę wejść.
– Myślałam, że spotkanie ze mną to dla pana tajemnica. Ten mężczyzna słyszał, że mówił pan po polsku – powiedziała z wyrzutem.
– To przyjaciel. Napije się pani lemoniady?
– Tak, z chęcią. Ten upał jest nie do wytrzymania.
Przyniósł jej szklankę z napojem. Upiła łyk.
– Dziwny smak – stwierdziła – taki gorzki.
– Pewnie limonki były mało dojrzałe. Cieszę się, że pani przyszła.
– Przyszłam, bo chcę z panem poważnie porozmawiać.
– Znakomicie, bo ja też chcę z panią poważnie porozmawiać – Karkin popatrzył jej głęboko w oczy.
– Myślę, że jest pan wartościowym i sympatycznym człowiekiem – zaczęła. – Nie podzielam jednak pana poglądów politycznych. Nie rozumiem komunizmu.
Nie słuchał tylko podszedł do niej i zaczął całować jej twarz. Policzki, nos, czoło, usta, potem szyję.
– Ależ, moja droga, co nas obchodzi komunizm – wyszeptał. – Liczymy się tylko my dwoje.
Pociągnął ją w stronę łóżka. Próbowała stawić opór, bo nie po to przyszła. Stwierdziła jednak, że jej ręce i nogi są bezwładne, nie ma nad nimi kontroli. Karkin zaczął ją rozbierać. Nie potrafiła z siebie wydusić żadnego zrozumiałego słowa i słyszała tylko swój bełkot.
Kiedy się ocknęła, leżała naga na łóżku, Karkina nie było. Co się wydarzyło? Na zewnątrz było już ciemno. Spojrzała na zegarek, w hotelu pewnie na nią czekają. Ubrała się pospiesznie i opuściła mieszkanie.
Dni w hotelu stały się nie do zniesienia. Prawie codziennie wybuchała jakaś kłótnia między Scholl i Scottem. Madeleine za każdym razem uciekała z biura, żeby nie być zmuszoną stawać po stronie Micheline. Wydarzenia ostatnich dni znowu skłoniły ją do zastanowienia, czy nie powinna w końcu kupić biletu na statek do Europy. Nie widziała dla siebie w Bangkoku tej przyszłości, o której mówił ambasador. Wolność, którą tak ceniła Anne-Marie, miała nie tylko dobre strony. Pomyślała o Włodzimierzu Karkinie. Jak to wszystko rozumieć? Historia w apartamencie była strasznym szokiem. Czuła taki wstyd i upokorzenie. Musiał nasypać do lemoniady czegoś, co sprawiło, że stała się nagle kawałkiem drewna. To nie był mężczyzna, którego chciała pokochać. Sen, w którym matka przestrzegała przed dalszą jazdą nad urwiskiem, był przestrogą. Karkin okazał się draniem bez kultury.
Przeglądała jak zwykle rachunki w barze. Kiedy zakończyła pracę, wzięła z bufetu hotelowy papier listowy, by napisać krótki list do towarzystwa handlowego z prośbą o zarezerwowanie biletu na najbliższy statek do Europy. Włożyła go do koperty, zakleiła i zaniosła do recepcji, żeby został wysłany następną pocztą. W drodze powrotnej między recepcją i wejściem do baru zauważyła Karkina. Wyraźnie czekał na nią.
– Dzień dobry, Magdaleno – zagadnął po polsku.
– Przepraszam, nie znam pana – odpowiedziała po angielsku i usiłowała go wyminąć.
– Magdaleno, o co pani chodzi? Proszę mi powiedzieć! – błagał ją, łapiąc mocno za ramiona.
– Pan się jeszcze pyta? Co za bezczelność! Niech mnie pan zostawi w spokoju! – kontynuowała po angielsku, próbując wyrwać się z jego uścisku.
– Proszę, niech mi pani nie bierze za złe, że pozbawiłem panią woli. Nie byłem pewien, czy pani pozytywnie odpowie na moje uczucie. Kocham panią. Tak bardzo chciałem poczuć pani bliskość, pani ciało, że dopuściłem się tego nielogicznego czynu – tłumaczył się.
„Kocham panią? Co z tym zrobić? Co odpowiedzieć? Nielogiczny czyn?” – zastanawiała się, co on miał na myśli. Lemoniadę z jakiś środkiem obezwładniającym czy ten bezwstydny seks? Postanowiła nic nie odpowiadać i o nic nie pytać, żeby nie dać mu możliwości wyrażenia przeprosin. Karkin chwycił ją jeszcze mocniej za ramiona. Zaczęła się z nim szamotać, żeby się uwolnić. Przechodzący goście i personel zauważyli zajście, lecz nikt nie odważył się do nich podejść.
– Niech mnie pan zostawi w spokoju! Jest pan potworem i mężczyzną bez honoru! Nie chcę mieć z panem nic wspólnego! – krzyczała zdesperowana.

W tym momencie zobaczyła, że jakiś mężczyzna, osłonięty dotychczas cieniem przejścia do baru, atakuje Karkina, zachodząc go od tyłu. Rosjanin uwolnił ją zaskoczony obezwładniającym chwytem. Próbował odpowiedzieć na atak, ale bez skutku. Wyrwała się i podbiegła do wybawcy.
– Alex, to ty? – nie wierzyła własnym oczom.
Zdawał się jej nie słyszeć. Nadal trzymał szyję Karkina w uścisku.
– Jak się jeszcze raz tutaj pojawisz i będziesz ją napastować, to połamię ci kości. Zrozumiałeś?
Alex uwolnił go z uchwytu i Rosjanin oddalił się pospiesznie.
Co w następnym odcinku: Madeleine stoi w półmroku hotelowego przejścia, wciąż czując na skórze echo tamtego dotyku – i siłę dłoni, która ją uwolniła. Alex znika tak szybko, jak się pojawił, a Karkin rozpływa się w tłumie jak zły sen. W kopercie w recepcji leży jej prośba o bilet do Europy. Ale Bangkok nie wypuszcza swoich bohaterek tak łatwo.

Inne odcinki powieści i teksty Katarzyny Poznakow znajdziesz tutaj
Książka „Jedwabne nici” tutaj
E-book „Jedwabne nici” tutaj
Zarejestruj się i opisuj swoje podróże

Komentarze