Jedwabne nici, odcinek 38, W Bangkoku nic nie pozostaje tajemnicą

II Jedwabny świat,

Rozdział 6 Ambasada,

Co w tym odcinku: W gorącym Bangkoku, gdzie europejskie konwenanse zderzają się z amerykańską pewnością siebie, Madeleine i Anne-Marie balansują między niewypowiedzianymi pragnieniami a rodzinnymi oczekiwaniami. Gdy w hotelu Oriental pojawia się nowa dyrektorka – kobieta z przeszłości Madeleine – atmosfera gęstnieje jak powietrze przed monsunem. Wystarczy jedno spojrzenie, jeden dotyk, jedno wspomnienie, by układ sił zmienił się nieodwracalnie.

 

–     Który ci się bardziej podoba? – zagadnęła Anne-Marie po południu przy partii domina.

–     Masz na myśli Aleksa i Jima? – upewniła się Madeleine.

–     No jasne. A kogoż by innego?

–     Czy ja wiem? Traktuję ich obydwu jak kolegów – do tej pory nie myślała o żadnym z nich w innych kategoriach.

–     Ale gdybyś miała uprawiać seks z jednym z nich, to z którym? – nurtowało Anne-Marie.

–     Hm, chyba z Jimem. Ma w sobie subtelność, która mi się podoba – popatrzyła gdzieś przed siebie, szukając w myślach obrazu osoby z przeszłości, która byłaby do niego podobna.

–     Nie z Aleksem? On jest przecież przystojniejszy – zdziwiła się Francuzka.

–     Alex ma w sobie pewność siebie, która mnie czasami przytłacza – przyznała Madeleine.

–     Mnie się bardziej podoba Alex – stwierdziła z przekonaniem. – Ta pewność siebie to przecież czysta męskość. On jest silny, na takim facecie możesz polegać. To dobry kandydat na męża – perorowała, silnie gestykulując.

–     Mnie się wydaje, że ty mu się też podobasz – rzuciła Madeleine ubawiona jej pantomimą.

–     Nie sądzę. Ale nawet gdyby tak było, moja matka nie dopuściłaby, żebym wyszła za mąż za Amerykanina – zabrzmiało to trochę smutno.

–     A cóż w tym złego? – Madeleine była gotowa ją pocieszyć.

–     Ona chce mnie wydać za francuskiego arystokratę, no, w najgorszym wypadku za jakiegoś dyplomatę – wyjawiła z sarkazmem w głosie. – Wszystko poniżej nie wchodzi w grę.

–     Czy twoja rodzina to arystokracja?

–     Rodzina de Bouvre to stara zubożała arystokracja, całkowicie bez majątku. Matka pochodzi z rodziny bez tytułu szlacheckiego. Normalna burżuazja, tylko pieniądze – wzruszyła ramionami Anne-Marie.

–     Jak ty chcesz wyjść w Bangkoku za mąż? Tutaj nie ma francuskich arystokratów – analizowała racjonalnie Madeleine.

–     Są, ale bardzo starzy. Słyszałam, jak matka naciskała ojca, żebyśmy wrócili do Francji. Mam tak jak ty dwadzieścia trzy lata. Czas najwyższy pomyśleć o zamążpójściu. Jeżeli w ciągu najbliższych dwóch lat nie wyjdę za mąż, to będę uważana za starą pannę.

Madeleine nie była pewna, jak rozumieć te słowa przyjaciółki. W ich codziennych rozmowach odbierała Anne-Marie jako nowoczesną, wyzwoloną kobietę, bez cienia nieśmiałości w kontaktach z mężczyznami, a tutaj nagle taka staromodna wypowiedź, że czas najwyższy wyjść za mąż.

–     Ja też, ale prawdę mówiąc, nie mam ochoty wychodzić za mąż – powiedziała jakby na przekór, żeby usłyszeć co powie.

–     Co ty opowiadasz? Jako mężatka masz męża, który cię utrzymuje, generalnie więcej swobody, masz służbę, która wszystko robi za ciebie i opiekuje się dziećmi – oburzyła się Anne-Marie.

–     A co z miłością? – nie wierzyła, że jej przyjaciółka, młoda kobieta, ma poglądy jak wyrafinowana łowczyni kandydata na męża.

–     Mady, za mąż nie wychodzi się z miłości. To się może zdarzyć, ale nie jest to główny cel zamążpójścia – uświadomiła ją Anne-Marie.

–     Jeżeli wyjdę za mąż, to tylko z miłości – wyrzuciła z siebie z przekonaniem.

–     W takim razie musisz koniecznie tutaj pozostać. We Francji małżeństwo z miłości zwykle kończy się klepaniem biedy – zaśmiała się pojednawczo.

–     Sądzisz, że tu panują inne zasady?

–     Tak, w ostatnim czasie obserwuję tu taką atmosferę, jakby niebawem miała zostać odkryta żyła złota. Dużo nowych ludzi, rozluźnienie, wszyscy chcą coś robić, nowości ze świata docierają szybciej.

Madeleine miała wrażenie, że Anne-Marie znowu stała się nowoczesną dziewczyną, którą tak lubiła.

–     Any, to Amerykanie robią tę atmosferę – dodała.

–     Nieważne. Zobaczysz, coś z tego wyjdzie – odparła beztrosko Francuzka.

–     Dziwi mnie, że twój ojciec myśli o powrocie do Francji. Mam wrażenie, że on lubi swoją pracę, rozumie i akceptuje Azję – zauważyła Madeleine.

–     Masz rację – potwierdziła Anne-Marie. – To nie on naciska, tylko matka. W Paryżu prowadzanie tego trybu życia kosztowałoby znacznie drożej.

–     Co masz na myśli?

–     Nie zauważyłaś, że moja matka jest co drugi dzień u krawca i szyje sobie najdroższe kreacje? Ona ma tylko ciuchy z jedwabiu: sukienki, kostiumy, bluzki, bieliznę. Pełne dwa pokoje z garderobą. Ona naturalnie nie myśli o kosztach, bo ojciec płaci rachunki. On za to dobrze wie, że te fanaberie matki w Paryżu kosztowałyby go majątek. Poza tym ojciec też ma własne uciechy. Wieczorami wymyka się do chińskiej dzielnicy – wyjaśniła.

–     Do chińskiej dzielnicy? – Madeleine popatrzyła na nią pytająco.

–     No tak, jesteś jeszcze za krótko w Bangkoku, żeby to wiedzieć – usprawiedliwiła ze zrozumieniem jej niewiedzę.

–     Mów. Nie bądź taka tajemnicza – naciskała.

–     W chińskiej dzielnicy są burdele i groty opiumowe. Chińska czy tajlandzka kurwa jest tańsza niż francuska – Anne-Marie wyrzuciła z siebie tak po prostu.

–     Any, skąd ty wiesz takie rzeczy? – Madeleine była zgorszona. Nigdy by się nie odważyła powiedzieć czegoś takiego o własnym ojcu, nawet gdyby była to prawda.

–     Słyszałam, jak ojciec rozmawiał o tym z kolegą – przyznała.

–     Czy twoja matka wie o tym? – dowiadywała się zatrwożona. Nie wyobrażała sobie, że taki fakt mógłby mieć miejsce w jej rodzinie.

–     Oczywiście! – odparła Anne-Marie, wyraźnie nic sobie z tego nie robiąc.

–     I co?

–     I nic. On ma swoje przyjemności, ona swoje. Jeżeli robiłaby mu z tego powodu awantury, mogłoby się nagle okazać, że ojciec nie jest gotowy płacić rachunków za krawca – zakończyła, wzruszając ramionami.

Do salonu weszła Clotilde de Bouvre i dziewczyny automatycznie przybrały skupione miny, wpatrując się w kostki domina.

–     Ach, moje panny! Ciągle przy dominie? – rzuciła niedbale, rozglądając się po pomieszczeniu, jakby czegoś szukała.

–     Tak, mamo – odpowiedziała grzecznie Anne-Marie.

–     Anne-Marie, Mister Jerry mówił mi dzisiaj, że jakaś Francuzka chce przejąć hotel Oriental. Ty się tam obracasz. Wiesz coś o tym? – zapytała mimochodem Clotilde.

–     Nic mi o tym nie wiadomo, ale zapytam dzisiaj wieczorem.

Madeleine wyczuła, że mimo grzecznego tonu Anne-Marie jest poirytowana pytaniami matki. Widziała, że stara się jej tego nie okazywać.

–     Znowu tam idziecie? Nie wiem, czy coś złego z tego nie wyniknie – lamentowała Clotilde, jakby chodziło o jakąś katastrofę.

–     Mamo, jak mam się czegokolwiek dowiedzieć, nie idąc do Orientalu? – syknęła Anne-Marie, z trudem panując nad nerwami. – Poza tym nie przesadzaj, ci Amerykanie to dżentelmeni. Ty sama czekasz na dogodną okazję, żeby tam pójść. Jakby dyrektorką była ta Francuzka, to byś pewnie też codziennie chodziła tam na kawę – wyrzuciła z siebie agresywnie.

–     Anne-Marie, wypraszam sobie te impertynencje! – głos Clotilde zabrzmiał groźnie. W mig przeobraziła się z lamentującej płaczki w szalejącą furię.

–     Przepraszam – wymówiła Anne-Marie opanowanym głosem. Wstała z krzesła, hałaśliwie je potrącając, rzuciła kostki domina na stół i opuściła salon, trzaskając drzwiami.

Weszły do Orientalu i z daleka zobaczyły amerykańskich kolegów popijających whisky. Od razu skierowały się w ich stronę.

–     Cóż to za okazja, że pijecie whisky? – zapytała zaciekawiona Anne-Marie.

–     Dobrze, że jesteście – zaczął Alex. – Mamy nadzwyczajne wiadomości. – Jeff Scott i pewna francuska dama podpisali kontrakt i przejęli dzisiaj hotel Oriental. Pierwsze, co chcą zrobić, to otwarcie nowego baru z muzyką i alkoholem. Koniec ze sztywną madame Robinson i wyłączaniem muzyki o dwudziestej drugiej – poinformował uradowany.

–     Kim jest ta Francuzka? Jak się nazywa? – rzeczowo dociekała córka ambasadora.

–     Będziesz miała zaraz okazję osobiście ją o to zapytać. Oto bohaterowie dnia… – patetycznie zaanonsował Jim i wskazał w stronę wejścia.

Jeff Scott wkroczył do kawiarni w towarzystwie korpulentnej kobiety w średnim wieku. Nie mogła chyba istnieć mniej dopasowana para. On – wysoki, postawny i jak zwykle elegancko ubrany. Jego towarzyszka – niska, w nieforemnej sukience, z krótko ostrzyżonymi włosami, jakby przeszła niedawno jakąś groźną chorobę. Jeff dojrzał ich i ruszył w tę stronę.

–     I to ma być nowa dyrektorka Orientalu? – Anne-Marie była rozczarowana. – Wygląda podobnie jak madame Robinson, jest chyba tylko trochę młodsza.

–     Znam tę kobietę – rzuciła Madeleine cicho.

Spojrzeli na nią pytająco, lecz Madeleine nie spieszyła się z dodatkowym wyjaśnieniem.

–     Mady, kto to jest? – chciała koniecznie wiedzieć Anne-Marie, łapiąc przyjaciółkę za ramię.

–     To jest Micheline Scholl… – dodała równie cicho co przedtem.

Jeff Scott z towarzyszką stanęli przy ich stoliku, młodzi ludzie zerwali się, żeby przywitać się z przybyłymi. W końcu wszyscy usiedli.

–     Madeleine, co ty tu robisz w Bangkoku? – zapytała zaskoczona Micheline Scholl po francusku.

–     Ach, madame Scholl, rodzice wysłali mnie tutaj. Mieszkam chwilowo w ambasadzie francuskiej, dopóki do mnie nie dołączą – nakarmiła ją historyjką, którą wszystkim tutaj sprzedawała.

Micheline Scholl spojrzała na nią badawczo. Coś się nie zgadzało, ale wolała teraz nie pytać.

–     Madeleine, dlaczego tak oficjalnie? Jesteśmy przecież na ty – zagadnęła ją jowialnie.

Madeleine natężała umysł, żeby sobie przypomnieć ostatnie spotkanie z Scholl. Tak, to było przyjęcie pożegnalne przed wyjazdem na Martynikę. Wtedy zobaczyła Dominika z tancerką z kabaretu i dowiedziała się o jego narzeczonej w Marsylii. Wtedy też zobaczyła Micheline w łóżku z kelnerką z bistra. Czy przeszła z nią na ty?

–     O czym tak intensywnie myślisz? – była ciekawa Scholl.

–     Myślałam o naszym ostatnim spotkaniu przed twoim wyjazdem na Martynikę – wyjawiła.

–     To przeszłość, nie ma czego wspominać. Co ty tutaj teraz robisz? – zmieniła temat Micheline.

–     Właściwie to nic. Spędzam czas na zwiedzaniu Bangkoku, grze w domino, chodzę z madame de Bouvre i Anne-Marie do krawca – odpowiedziała, jakby usprawiedliwiając się, że nie robi nic bardziej wartościowego.

–     A twój talent malarski? Czy go pielęgnujesz? – Scholl widocznie tego nie zapomniała.

–     Nie… – przyznała z zawstydzeniem. – Próbowałam trochę rysować na statku, ale nie miałam sensownego materiału i zaprzestałam tego.

–     Szkoda. Czy wiecie – zwróciła się do gości przy stoliku – że Madeleine to duży talent malarski i projektancki?

–     Nie, nic nam nie zdradziła – odrzekł Alex.

Koleżeństwo patrzyło na nią, jakby ją pierwszy raz widzieli. Nowa dyrektorka Orientalu znała Madeleine i do tego prawiła jej komplementy.

–     Ależ, Micheline, nie przesadzaj – Madeleine czuła się nieswojo. Nie chciała zwracać na siebie uwagi, żeby nie być zmuszoną opowiadać o przeszłości.

–     No, dobrze. Nie chcę zdradzać twoich tajemnic. Przyjdź jutro rano do mnie do biura, tutaj w Orientalu, to porozmawiamy o dawnych czasach – Scholl jak zwykle dobrze wyczuła jej intencję.

–     Zgoda. Alex, to może zatańczymy? – pospiesznie odwróciła od siebie uwagę.

Taniec z Alexem

Amerykanin poprowadził ją na parkiet; też instynktownie wyczuł, że Madeleine nie chce mówić o sobie. Postanowił wykorzystać okazję i czegoś się o niej dowiedzieć.

–     Przyłapuję się na tym, że faktycznie nic nam o sobie nie opowiadałaś. O Any wiem wszystko. O tobie tylko tyle, że przyjechałaś z Francji i że twój ojciec jest przyjacielem ambasadora – indagował ją w tańcu.

–     Myślę, że to wystarczy – odpowiedziała szorstko. – O tobie też wiem tylko to, że pochodzisz z Nowego Jorku.

–     To nie to samo. Dlaczego nic nie mówiłaś, że potrafisz malować? – próbował się skoncentrować na jej osobie.

–     Alex, jakie to ma znaczenie tutaj w Bangkoku? – burknęła zła na siebie, że nie zatańczyła z Jimem.

–     Ale to nie jest przecież żadna słabość. Przeciwnie, to czyni cię interesującą.

–     Nie chcę się wydawać interesująca. O moich umiejętnościach nie mówiłam, bo jest to dla mnie bolesne. Chciałam studiować malarstwo, sztukę projektowania, a skończyło się na szyciu garderoby dla bogatych Francuzek. Czy uważasz, że jest o czym mówić? – wyrzuciła ze złością.

Dyskretnie musnął ustami jej policzek.

–     Jaka ty jesteś urocza! Uwielbiam cię za to. Jesteś taka twarda w stosunku do siebie i tak bardzo uczciwa w stosunku do otoczenia – uśmiechnął się do niej.

Nagle irytacja prysła, jego muśnięcie sprawiło jej przyjemność, nie chciała się jednak poddać emocjom. Wiedziała, że musi zachować czujność; nie opowiadać za dużo o sobie, a zatem również tę drobną pieszczotę ze strony Aleksa powinna pozostawić bez reakcji.

–     Nie jestem pewna, czy się w stosunku do mnie nie mylisz, wyciągając takie wnioski. Ale nie mam ochoty z tobą na ten temat dyskutować – oznajmiła na pozór obojętnie, żeby nie dać po sobie poznać, że trafił w jej czuły punkt.

–     Myślę, że nie. Ty próbujesz odgrywać jakąś rolę, prawdopodobnie tylko po to, żeby się maskować. W gruncie rzeczy jesteś otwarta i uczciwa. To mi się w tobie podoba – odparł Alex, niezrażony próbą emocjonalnego odepchnięcia jego osoby.

–     Alex, wystarczy. Proszę, odprowadź mnie na miejsce – stanowczo zakończyła rozmowę.

Przy stoliku Anne-Marie nie dawała Madeleine spokoju.

–     Dlaczego nic nie mówiłaś, że potrafisz malować? – męczyła ją.

–     I ty też? To przecież nie jest ważne – próbowała uciąć Madeleine.

–     Nieprawda! To jest ważne. Czy potrafiłabyś namalować mój portret? – Anne-Marie była wyraźnie zachwycona faktem, że przyjaciółka posiada zdolności malarskie.

–     Naturalnie, że potrafi – wtrąciła się Micheline Scholl.

–     Mady, namalujesz mój portret? – nie ustępowała Anne-Marie.

–     Nie mam sprzętu, ani sztalugi, ani farb, nic – wykręcała się Madeleine.

–     Moja droga, to żadna wymówka. Obiecaj, że jak zorganizuję ci materiał, to mnie namalujesz – nalegała.

–     Dobrze, zgadzam się – Madeleine uśmiechnęła się, nie potrafiąc jej odmówić.

–     A nie mówiłem ci, że jesteś dobrym człowiekiem? – wtrącił się Alex.

–     Nic takiego nie mówiłeś. I nie podlizuj się, ciebie i tak nie namaluję – zapewniła Madeleine.

 

Co w następnym odcinku: Madeleine, osaczona pytaniami, spojrzeniami i wspomnieniami, czuje, jak grunt pod jej stopami zaczyna drżeć. Micheline Scholl wróciła – i nie wygląda na kogoś, kto pozwoli jej pozostać w cieniu. A Alex… jego muśnięcie policzka wciąż pali ją pod skórą.

Jutro rano ma stanąć przed Micheline w jej nowym biurze.

 

Inne odcinki powieści i teksty Katarzyny Poznakow znajdziesz tutaj

Książka „Jedwabne nici” tutaj

E-book „Jedwabne nici” tutaj 

Zarejestruj się i opisuj swoje podróże

Powiązane Artykuły

Komentarze

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *